Aktualności

Przez 12 godzin błąkał się po lesie. Znaleźli go uczniowie

Opublikowano 05 listopada 2018, autor:

– Tata był przemoczony i zmarznięty. Bałam się o jego zdrowie i życie. Wyobrażałam sobie najgorsze – opowiada Ewa Stopka

Tata pani Ewy – 88 – letni Władysław Stopka z Podlodówki w minioną środę wyszedł na grzyby. Okolicę zna jak własną kieszeń. Mieszka tu od 40 lat. Mimo to zgubił się. – Szedłem tą drogą, co zwykle. Pies maszerował obok mnie – opowiada pan Władysław. –  Nagle gdzieś zniknął. Zaczął padać deszcz. Ruszyłem w kierunku domu – dodaje. To miał być krótki spacer. – Byłem pewny, że idę w dobrym kierunku, ale okazało się, że kręcę się w kółko. Miałem na sobie kurtkę, czapkę i kalosze, a nogi okropnie mi zmarzły – wspomina starszy pan. – Nie wziąłem telefonu, jedzenia i picia, bo wyszedłem na chwilę – dodaje.

Woda w kaloszach

Marsz przedłużył się do kilkunastu godzin. Sytuacja stawała się coraz gorsza, bo wiał silny wiatr i deszcz padał mocniej. – Byłem zmarznięty, przemoczony do suchej nitki i wykończony. Nie było nawet gdzie usiąść i odpocząć  tłumaczy pan Władysław. W lesie mężczyzna zobaczył znak – 500 m do dębu pamięci. – Dobrze znam to miejsce i ruszyłem w tym kierunku – oznajmia Stopka. Potem pan Władysław zobaczył zabudowania. Pukał do każdych drzwi. Bez odzewu. Kolejny dom. Ulga. – Otworzył mi młody chłopak. Zapytałem którędy dojść do Sobieszyna. Miał problem z wymową i nie zrozumiałem co mówi – opowiada 88-latek. Pomógł dopiero przechodzień. Pokazał drogę. Zaczęło się ściemniać.

Stopka szedł w kierunku świateł. Kilkakrotnie upadł w kałuże. Po ciężkiej przeprawie ok. 21 dotarł do szkoły na Brzozowej. – Tata ledwo szedł. Upadał i wstawał, więc ludzie myśleli, że jest pijany – mówi pani Ewa. – Zaopiekowali się nim dopiero uczniowie i pracownicy szkoły. Okryli kocami, położyli na kolana koty, które go ogrzały. Wezwali też pogotowanie – opowiada córka.

„Był blady i przemoczony”

Świadkiem zdarzenia byli opiekunowie internatu Łukasz Piątek i Marcin Augustynopolski. Tamtego wieczoru mieli dyżur. Opowiadają, że uczniowie, zgłosili, że ktoś próbuje dostać się do środka bocznym wejściem. – W sali trwał SKS. Za przeszklonymi drzwiami uczniowie ujrzeli człowieka – mówi pan Marcin. – Poszliśmy tam i zastaliśmy przemarzniętego i ledwo trzymającego się na nogach starszego mężczyznę. Miał strach w oczach. Był blady i widać, że dotarł tu resztami sił – wyjaśnia pan Łukasz. Mężczyźni zapytali przybysza jak się czuje i w jaki sposób znalazł się w tym miejscu. – Powiedział, że zgubił się w lesie i potrzebuje lekarza. Był wykończony – dodaje Piątek. Nauczyciele mówią, że zaprosili pana Władysława do środka i okryli kocami. Wezwali karetkę. – Wanda Nowak, która przyszła na dyżur poznała mężczyznę i zadzwoniła do jego sąsiadów. Ci zabrali go do domu, a na miejscu dotarła także córka. Cieszę się, że ten pan trafił do nas, bo inaczej mogłoby dojść do tragedii – kończą.

 O krok od tragedii

Władysław Stopka jest emerytowanym pilotem. – Mimo wieku tata jest rozsądny i samodzielny. Zawsze świetnie orientował się w terenie, bo to było konieczne kiedy był czynny zawodowo, ale widocznie przeszacował swoje możliwości – opowiada pani Ewa. Wyjście pana Władysława zarejestrowała kamera zamontowana na budynku. Dostęp do jej zapisów ma pani Ewa. Za pomocą telefonu komórkowego śledzi, co dzieje się w domu. – Nie mieszkam na miejscu, więc chce widzieć, czy u taty wszystko w porządku – opowiada. Jak wynika z nagrań Stopka wyszedł z domu o 9:30. – Byłam w pracy, kiedy zadzwonił telefon. Głos w słuchawce poinformował o zaistniałej sytuacji. Byłam przerażona i przyjechałam z Warszawy tak szybko, jak to możliwe. Miałam najgorsze myśli – tłumaczy. – Pomyślałam, co by było gdyby zasłabł i leżał sam w lesie – dodaje. Dzięki Bogu pan Władysław wyszedł z opresji bez szwanku. Nie ma nawet kataru. Na grzyby póki co się nie wybiera.

 

Magdalena Grzelak

Napisz komentarz »