Reklama

Z czasem chce się mieć coś z większą mocą

30/08/2011 23:00
- Rodzice mi opowiadali, że jak byłem mały zdarzyło się, że tata wrócił z pracy, patrzy a ja siedzę w kącie skulony. Przede mną rozłożone na części pierwsze radio. A ja siedzę patrzę na to wszystko i płaczę, bo nie umiałem tego złożyć - śmieje się Tomek Przewłocki, 26-letni mieszkaniec Dęblina. - Przez lata trochę się zmieniło. Teraz jak rozłożę to i poskładam, a nawet naprawię - dodaje. Następną rzecz jaką rozłożył z pomocą taty poskładał. Od małych sprzętów domowych przeszedł do jednośladów. Najpierw był to motorower, później już motocykle.

Na co dzień pracuje jako specjalista informatyk, dodatkowe zajęcie to mechanika samochodowa.

Mechanika interesowała go od zawsze

Tata Tomka też kiedyś jeździł motocyklami. - Ostatni jaki miał to był Simson, ale niestety sprzedał go, kiedy jeszcze byłem mały. Szkoda, bo miałbym fajny, zabytkowy sprzęt - opowiada Tomek. Simsona sprzedał, ale i tak postarał się, żeby u syna zaszczepić zainteresowanie motocyklami. Zaczęło się od tego, że - tata kupił mi i bratu po jednym. Ja dostałem  motorower Romet Kadet, brat - Komarka - wspomina. Oczywiście oba były zepsute. Bracia mieli przed sobą nie lada wyzwanie - sami musieli je naprawić. Tomek swojego rozebrał, naprawiał, potem poskładał, na końcu wziął się za malowanie. Brat swojego Komarka rozebrał, rzucił w kąt i dał sobie spokój. - Mi się to spodobało. Rozkładanie, naprawianie i składanie. Tak to się zaczęło. Komarka też zrobiłem - mówi Tomek. Wtedy był jeszcze w szkole podstawowej. Początkowo we wszystkim czego nie wiedział pomagał mu tata. Tłumaczył co, jak trzeba robić. Ale w garażu przesiadywał sam, dłubał, jak czegoś nie wiedział pytał i wracał do naprawy. Tym sposobem uczeń przerósł mistrza - w tym momencie to ja raczej wiem więcej na ten temat niż tata - mówi Przewłocki.

Nigdy nie wiadomo, kiedy coś się popsuje

Tym sposobem Tomek rozwinął swoje zainteresowanie motocyklami w stronę tzw. "weteranów". Hobby pochłania wiele czasu, ale jak sam twierdzi, takie maszyny mają duszę - można pojeździć nimi bardziej turystycznie, rekreacyjnie. Wolno, jest czas na rozejrzenie się. Przez las, świeże powietrze i jest idealnie. Nie trzeba od razu szaleć - tłumaczy. Sezon rozpoczyna się wraz z pierwszymi ciepłymi dniami. W sezonie jeżeli tylko czas pozwala razem ze znajomymi jeździ na zloty motocyklowe organizowane w całej Polsce. Często już sama jazda "weteranem" jest jedną wielka przygodą. Nigdy nie wiadomo, kiedy coś się zepsuje. Jadąc w grupie nie ma obaw, że zostaniesz sam. Wszyscy sobie pomagają i czekają aż uda się naprawić usterkę. Chociaż zdarza się i tak - na jednym ze zlotów byłem SHL-ką. Popsuła mi się skrzynia biegów, nic nie dało się zrobić, zadzwoniłem do brata. Motocykl na samochód i z powrotem do domu - wspomina Tomek. Kilka miesięcy temu wstąpił do Grupy Motocyklowej "Delta" z Ryk. Mając kontakt z ludźmi, którzy mają to samo hobby można wymieniać się doświadczeniami, informacjami na temat zlotów, sprzętu itd.

Najdalej pojechał na zlot do Mińska Mazowieckiego

Obecnie ma Hondę cb 900 custom z 1980 roku, Hondę cb 500 four z 1978 roku oraz najstarszy, ponad 40-letni motocykl - MZ ES250 Trophy z 1970 roku. Wyciągnął go 7 lat temu z kurnika w Prądocinie. - Zanim go odkupiłem właściciel trzymał go tam 8 lat. Właściwie go nie kupiłem. Dostałem w zamian za naprawę podwozia malucha. Rozebrałem go na części, do ostatniej śrubki. Złożyłem i wtedy wyglądał naprawdę dobrze, chociaż teraz też nieźle się trzyma - opowiada Tomek. Z remontem zeszło się dwa lata. Naprawiał go w każdej wolnej chwili. Często nie mógł znaleźć brakujących części. Najczęściej szuka i kupuje części od znajomych lub na Allegro, to jedyne źródło części do starych motocykli. Trud się opłacił. Motocykl wyjechał z garażu. Jeździ na nim na zloty i czysto rekreacyjnie. Najdalsza po remoncie podróż, w jaką się na nim wybrał to Mińsk Mazowiecki. Cel - zlot, oczywiście. Dojechał na miejsce bez jakiś szczególnych przygód. - Chociaż była jedna. Miałem wywrotkę przy 80km/h. Było ślisko, chwilę wcześniej padał deszcz. Koledzy oczami wyobraźni już widzieli karetki, a ja spokojnie podniosłem się i pojechaliśmy dalej. Jedyne szkody to porwana kurtka, spodnie i szybka w kasku - wspomina Tomek. Wypadki, jak zapewnia Przewłocki, mogą zdarzyć się zawsze. Nawet w Dęblinie. Wszędzie tam, gdzie kierowcy nie zwracają uwagi na motocyklistów. - Jakiś czas temu miałem taką sytuację, że kierowca chciał wymusić pierwszeństwo i wjechał we mnie. To było w Dęblinie i może zdarzyć się wszędzie. Także nie tylko wśród motocyklistów zdarzają się "piraci drogowi" - komentuje Tomek.

Gromadzi części do "trójkołowca"

26-latek już snuje plany na przyszłość, jedno jest pewne - nie porzuci swojej pasji. Kiedy założy rodzinę zamierza wozić dzieci i żonę w doczepianym koszu - już go szukam. Oczywiście będą to tylko wycieczki. Na co dzień będziemy jeździć autem - wyznaje. W jego garażu zazwyczaj nie ma miejsca. Wszędzie są jakieś silniki, skrzynie biegów, mnóstwo części, książek o motocyklach. No i same motocykle. W jednym z kątów gromadzi części do "trójkołowca". Taką niezwykłą maszynę na silniku od malucha planuje zbudować od podstaw sam. O części do niego jest ciężko, więc są to plany dość odległe. Na horyzoncie pojawiają się wciąż nowe plany, bo - jak się czymś jeździ kilka lat, to chce się mieć coraz lepszy, z mocniejszym silnikiem motocykl. Ponadto im cięższy tym wygodniejszy, stabilniejszy motocykl - tłumaczy Tomek. - Motocyklami będę jeździł do końca życia, nie ma innej możliwości. Pasje trzeba pielęgnować a nie porzucać - zapewnia.

(TG nr 35, 31.08.2011)
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości