REKLAMA

Kłoczew, na sygnale

56-letni Bogdan Z. utopił się w przydomowej studni w Bramce (gm. Kłoczew)

Opublikowano 15 kwietnia 2015, autor: Tomasz Mikusek, Łukasz Prusak

– Kiedy obszedłem całe podwórko i zobaczyłem otwartą studnie, wiedziałem już co się stało z sąsiadem – mówi Mieczysław Łubianka, który znalazł martwego Bogdana Z.

Tylu policjantów i strażaków w Bramce (gm. Kłoczew) dawno nie było. W niedzielny wieczór Mieczysław Łubianka znalazł swojego sąsiada, który utonął w przydomowej studni. Denat mógł przebywać pod wodą blisko 24 godziny.

W sobotę wyjeżdżaliśmy na wesele i jeszcze około godziny 16. mówiłem Bogdanowi, żeby zrobił porządek u nas w obejściu – mówi Łubianka. – Kiedy wróciliśmy w niedzielę późnym popołudniem, nigdzie go nie było widać – relacjonuje nasz rozmówca. Pan Mieczysław zaczął szukać sąsiada, który na co dzień pomagał mu w gospodarstwie. – Sprawdziłem jego dom, budynki gospodarcze – mówi. Wychodząc z komórek spojrzał na studnię, na której lubił siadać pan Bogdan. Ta zawsze była przykryta blachą. – Zobaczyłem, że nie jest zasłonięta i już wiedziałem, gdzie go znajdę – dodaje. Jak relacjonuje mieszkaniec Bramki, w wtedy podszedł do studni, wziął w dłonie „kulkę” do wyciągania wody i sprawdził czy faktycznie sąsiad wpadł. – Od razu namacałem ciało. Owinąłem „kulkę” wokół nogawki spodni i go częściowo wyciągnąłem. Zaraz też zadzwoniłem po policję – relacjonuje.

Zgubny alkohol?

Jak mówią sąsiedzi, Z. musiał być „wypity” w sobotnie popołudnie. Z kolegą robili bramę weselną na wsi i dostali w prezencie butelkę wódki. Prawdopodobnie wypili cały alkohol. Kiedy pan Bogdan wracał do domu, chciał chwilę odpocząć. – Postanowił usiąść na brzegu cembrowiny, ale bujnęło go na sam środek otworu i wpadł razem z blachą – domyśla się przebiegu wydarzeń Mieczysław Łubianka. Koło studni znaleziono dwa jeszcze nie otwarte piwa.

Nieszczęśliwy wypadek

Po wezwaniu na miejscu zdarzenia pojawili się strażacy i policjanci. – Wyciągnęliśmy ciało i wspólnie z innymi zastępami wypompowaliśmy wodę ze studni – mówi Damian Łysiak, prezes OSP Kłoczew. To ich jednostka, jako pierwsza, pojawiła się w Bramce. W działaniach brały udział także trzy zastępy Państwowej Straży Pożarnej z Ryk. Po przybyciu na miejsce lekarz stwierdził zgon. Policjanci uznali zdarzenie jako nieszczęśliwy wypadek. – Nie prowadzimy żadnych czynności w tej sprawie. Decyzją prokuratora ciało zostało przekazane rodzinie – informuje Jacek Wójcik, oficer prasowy ryckiej policji.

Napisz komentarz »