REKLAMA

Dęblin

Gdzie się podziała kiełbasa, boczek i krem Nivea?

Opublikowano 12 lipca 2016, autor: Tomasz Mikusek

Burmistrz Dęblina uważa, że podczas finansowania świetlic osiedlowych w latach 2013-2014 dochodziło do nieprawidłowości. Sprawa może trafić do prokuratury

Sprawdziłam wydatki na świetlice osiedlowe z ostatnich trzech latach i zaniepokoiły mnie duże kwoty wydawane na ich działalność w 2013 oraz 2014 roku – mówi Beata Siedlecka. Faktury według pani burmistrz budzą wątpliwości, że kupowano artykuły wyłącznie na potrzeby dzieci. Chodzi m.in. o 23 kg „kiełbasy prezesa”, węgiel drzewny, papryczki, serki, 5 kg boczku, kilka kilo kaszanki i udek, czy krem Nivea. – Ciężko uznać to za zakupy dla dzieci. Większość z tych artykułów ma krótki termin przydatności – mówi Siedlecka. Dodaje również, że na świetlicach nie ma lodówek, a placówki nie są przystosowane, aby przygotowywać posiłki. – Chcę wskazać duże prawdopodobieństwo powstania szkody w interesie publicznym – uważa burmistrz. Z ustaleń urzędu wynika, że w latach 2013-2014 osoby dokonujące w/w zakupów nigdy ich nie przekazały do świetlic na terenie Dęblina. – Nie wiadomo co się stało z tymi produktami – kwituje włodarz.

Wszystkie zakupy trafiały tam, gdzie powinny – mówi Magdalena Trych, która w tym czasie zarządzała placówkami.

Świetlice były czynne 8 godzin

Na terenie Dęblina funkcjonują dwie świetlice środowiskowe –  na ul. 1 Maja i Wiślanej. Korzysta z nich blisko 60 dzieci z rodzin z problemem alkoholowym oraz zagrożonych wykluczeniem społecznym. Od 2008 do końca 2011 roku placówki prowadził lubelski oddział PCK. Od 2012 roku opiekę przejęło miasto. W lutym Magdalena Trych, zastępca kierownika OPS została upoważniona przez ówczesną wiceburmistrz Grażynę Maziarek do dokonywania zakupów na rzecz świetlic. Przeznaczono 550 zł miesięcznie na jedną placówkę. Upoważnienie, zdaniem Beaty Siedleckiej, wygasło z końcem roku. Pomimo tego artykuły spożywcze i przemysłowe nadal były brane „na urząd”. Siedlecka uważa, że przez dwa lata, bez upoważnienia, ktoś dokonywał zakupów na rzecz świetlic. W niektórych miesiącach wartości faktur przekraczały przyznane limity.

W tym czasie byłam zobligowana do tego umową z urzędem miasta, która zakładała mój nadzór nad placówkami – mówi Trych. – Ze wszystkiego się rozliczałam, a wydatki były akceptowane przez przełożonych – tłumaczy była pracownica OPS-u.

Beata Siedlecka zauważa, że od 2013 roku PCK ponownie przejęło opiekę nad świetlicami zapewniając dzieciom kanapki, drożdżówki oraz napoje. – Dodatkowo miasto płaciło czynsz, opłaty oraz zatrudniało jednego wychowawcę. Nie było potrzeby wydawać tyle pieniędzy – mówi pani burmistrz.

Magdalena Trych informuje, że porozumienie z PCK zakładało utrzymanie placówek przez cztery godziny dziennie. – Świetlice natomiast były otwarte przez osiem godzin, co wiązało się z dodatkowymi kosztami i zapewnieniem dzieciom wyżywienia. Tak zdecydowała ówczesna wiceburmistrz – tłumaczy.

Czy sprawą zajmie się prokuratura?

W omawianych latach świetlice realizowały różne imprezy – Dzień Kobiet, Dzień Dziecka, wakacyjne imprezy dla dzieci, czy ferie zimowe. – Niejednokrotnie sami gotowaliśmy zupę i dawaliśmy ją najbiedniejszym dzieciom w słoikach, aby zaniosły do domu – przypomina Magdalena Trych. Blisko 40 dzieci miało również każdego dnia otrzymywać podwieczorki i solidne posiłki.

Nie wierzę, że dzieci mogły, aż tyle jeść – mówi Beata Siedlecka. Obecnie miasto przeznacza na utrzymanie świetlic 1,9 tys. zł rocznie

Burmistrz Siedlecka na posiedzeniach komisji przedstawiła problem radnym. Przy okazji zaproponowała, aby sprawę zbadała komisja rewizyjna. Rajcy nie byli zbyt chętni do podjęcia takich działań. – W tamtych latach komisja rewizyjna nie dopatrzyła się uchybień i nie stwierdziła, aby wydatki były niecelowe. Dla mnie jest to temat zamknięty – tłumaczył Andrzej Banaś. Przy okazji stwierdził, że temat świetlic to zagrywka polityczna: – Rozdrapywanie starych ran nie rokuje dobrej współpracy między radnymi, a burmistrzem.

Osoby, które były  za to odpowiedzialne już nie pracują. Niech sprawą zajmą się odpowiednie organy – mówił Damian Skóra.

Burmistrz jak na razie nie podjęła decyzji o zawiadomieniu prokuratury. – Rozważam taką możliwość bez względu na konsekwencje – mówi Siedlecka. – Najpierw dokonam głębokiej analizy, dopiero potem podejmę decyzję – dodaje.

 

Napisz komentarz »