Reklama

Piotr Kardas kopie piłkę na Malediwach

21/07/2011 05:00
Piotr Kardas jest rodowitym dęblinianinem i to właśnie tu rozpoczynał swoją przygodę z piłką.

W Czarnych Dęblin grał - podobnie jak obecnie - na pozycji obrońcy. - Z Czarnych, najlepszego klubu jaki znam odszedłem bodajże w roku 2007 - wyjaśnia Piotrek - musiałem się przenieść, ze względu na studia i tak trafiłem do trzecioligowego Motobi Bystrzyca Kąty Wrocławskie. Zanim trafił do Club Eagles w Male na Maledywach, który gra w tamtejszej ekstraklasie, Piotrek zwiedził jeszcze inne trzecioligowe kluby: Skalnik Gracze oraz KP Piaseczno. - W KP Piaseczno poznałem kilku  Nigeryjczyków. Jeden z nich załatwił mi ofertę,  że pojadę na Malediwy na dwutygodniowe testy. Do zaryzykowania miałem jedynie koszt biletu lotniczego. Testy przeszedłem pozytywnie i klub zrekompensował mi te koszty.


Potraktowali mnie tam jak gwiazdę rocka

Jak przyznaje Piotrek, Male - stolica Malediwów -  to miejsce zarówno bardzo urokliwe jak męczące. - Pozytywnie mnie zaskoczyło nastawienie ludzi. Już na samym początku jak tylko przyleciałem dostałem do dyspozycji 24h/dobę chłopca, który miał za zadanie pomagać mi we wszystkim, zawozić, przywozić itp. Potraktowali mnie tam jak gwiazdę rocka. Nie musiałem jak wszyscy przechodzić odprawy, nosić bagażu. Ludzie tam są niezwykle mili dla europejczyków i ogólnie dla ludzi o jasnej karnacji. Męcząca bywa za to pogoda, ponieważ cały rok jest tam bardzo wilgotno i gorąco. Miejscowi domyślali się, że potrzebuje kilka dni na aklimatyzację i odpoczynek, jednak ja chciałem od razu trenować i spotkać się z drużyną.


Przez ponad trzy miesiące nie wypiłem tam kropli alkoholu


Malediwy to kraj całkowicie muzułmański, stąd spotyka się bardzo wiele różnic kulturowych. Alkohol z małymi wyjątkami jest tam nielegalny, i to zarówno spożywanie jak i bycie pod wpływem, i można trafić za to do aresztu. - Przez cały mój dotychczasowy pobyt, czyli ponad trzy miesiące nie wypiłem tam kropli alkoholu. Oczywiście mogłem popłynąć na sąsiednią wyspę do kurortu gdzie są sami turyści i można tam pić alkohol, jednak nie mógłbym wrócić z powrotem będąc pod wpływem. Nie można tam też utrzymywać przed ślubem bliskich kontaktów z kobietami, miałem tam oczywiście koleżanki, jednak nie mogłem np. zaprosić jakiejś do siebie do hotelu. Wszystko jednak można obejść. Miejscowe dziewczyny są bardzo towarzyskie. Tam to dziewczyna podchodzi i zaczepia chłopaka.  Jak przyznał Piotrek minusem na Maledywach była samotność,  i mimo, że cały czas się obcuje tam z ludźmi, to ze względu na różnice kulturowe i odmienne postrzeganie rzeczywistości swoista samotność jest odczuwalna. - Często tęskniłem za Europą, za Polską, za rodziną czy nawet pójściem do kościoła. Malediwy to bardzo konserwatywny kraj muzułmański i nie ma tam ani jednego kościoła pośród setek meczetów. Za potwierdzenie słów Piotrka niech służy fakt, że na Maledywach  zabronione jest nawet posiadanie biblii. - Przed każdym meczem w szatni rozkładane są maty i prawie cała drużyna przystępuje do modlitwy. Jeśli np. w czasie treningu z jakiegoś meczetu słychać nawoływanie do modlitwy, trening jest przerywany aż nawoływanie się zakończy, trwa to około 10 minut. Male nie jest duże, z jednego końca wyspy na drugi, najdłuższą drogą idzie się jakieś 25 minut. Meczet można spotkać co jakieś 300 metrów. Ze względu na relatywnie dużą liczbę mieszkańców Male jest bardzo zaśmiecone. - Bardzo mi to przeszkadza, nie ma tam koszy na śmieci, uliczki są wąskie i bardzo się to rzuca w oczy.


Jedzenie jest tam "przeostre"


Klimat Maledywów dla Europejczyka może być męczący. - Wilgotność, jest jakieś 2,5 razy większa niż w Polsce a średnia temperatura to około 30 stopni. Pierwsze dni to była katorga, można się było poczuć jak w saunie. Może jeśli ktoś jedzie tam jako turysta i cały dzień leży w hamaku i popija drinki to może nie odczuwa tak tego, jednak jak komuś przychodzi trenować dwa razy dziennie po dwie godziny, to może być to na początku męczące. Jak przyznał Piotrek szczególnie trudne były na początku pobytu noce, i z powodu temperatury - pomimo dwóch dużych wiatraków - miał problemy ze snem. - W nocy temperatura wynosi około 28 stopni Celsjusza, i często nie mogąc spać szedłem do pobliskiego oceanu i pływałem przez 2-3 godziny. Wracając do oceanu, po raz pierwszy nurkowałem właśnie na Maledywach i jest to nie do opisania. Świat podwodny Maledywów, najpiękniejsze rafy koralowe na świecie, jedno z najbardziej fantastycznych przeżyć w całym życiu.  Nie można pisząc o życiu codziennym nie napisać o jednej z najbardziej ważnych części życia. - Jedzenie jest tam "przeostre". To jedna z tych rzeczy do których się ciężko przyzwyczaić. Najbardziej ostrą rzecz jaką wcześniej jadłem nie można porównać z tym co tam jest. I nie chodzi tylko o chili, mają różne zestawy jakichś ziół, nasion, i jest to szczególnie męczące kiedy po takim posiłku trzeba iść trenować. Maledywijska kuchnia opiera się głównie na rybach, a zwłaszcza jednej najważniejszej, która trafiła nawet na tamtejsze banknoty. - Połowy i eksport tuńczyka na Maledywach to światowa czołówka. Chciałbym zaznaczyć, że świeży tuńczyk nie ma nic wspólnego z tym jaki można kupić w Polsce. 

Posiadanie psów jest nielegalne


Oczywistym jest, że w tak odległym i egzotycznym zakątku świata rośliny i zwierzęta również są egzotyczne. Wszędzie można spotkać różnorodne rodzaje palm, a samych kokosów i bananów jest tyle odmian co w Polsce odmian jabłek. Zaskakujący jest za to dość ubogi świat zwierząt, oczywiście tych spotykanych na co dzień. - Nielicznie można spotkać kilka gatunków ptaków oraz koty. Nielegalne jest posiadanie psów, ponieważ pies dla tamtejszych muzułmanów jest zwierzęciem nieczystym. Nawet na wyspach przeznaczonych dla turystów jest zakaz wwożenia psów. Oczywiście nielegalna jest też wieprzowina. Głównie tylko wspomniane ryby i drób. Narodowym owocem jest owoc drzewa chlebowego i kokosy, których świeży orzeźwiający sok bardzo polubiłem. Z racji twardego prawa i państwa wyznaniowego na Maledywach jest dość niska przestępczość, a jeśli chodzi o turystów traktowani są oni na szczególnych warunkach a autochtoni nie mają w zwyczaju nawet krzywo spojrzeć na turystę, chyba, że łamie restrykcyjnie islam. Z kolei odwrotnie jest z prawem drogowym. - Ruch na drogach jest tam bardzo chaotyczny. Identycznie jak na filmiku w serwisie You Tube "Skrzyżowanie w Indiach". Tam ten ma pierwszeństwo, kto ma większy samochód.

(TG nr 30, 27 lipca 2011)


 

 

 

 
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości