- Jestem zadowolona - mówi Dorota Krypska. 25 marca Sąd Okręgowy w Lublinie podtrzymał wyrok sądu rejonowego przywracający kobietę do pracy w jednostce wojskowej oraz wypłacie jej odszkodowania. Wyrok jest prawomocny. - Zawsze są obawy, że wyrok będzie niekorzystny, ale wszystko wskazywało na to, że sprawa będzie wygrana - dodaje. Na ten moment pani Dorocie przyszło czekać wiele miesięcy. Dopięła swego.
Nie wykonała rozkazu
Krypska w dęblińskiej jednostce wojskowej pracowała od 1995 roku. Przez ostatnie lata na stanowisku samodzielnego referenta ds. osobowych. Była też przewodniczącą związków zawodowych. Kłopoty przyszły, kiedy zaczęła pełnić funkcję etatową przewodniczącej związków zawodowych. Na początku 2012 roku została zwolniona dyscyplinarnie z pracy. Pani Dorota odwołała się do sądu. Ten w pierwszej instancji wydał pomyślny dla niej wyrok, ale dowódca odwołał się do sądu okręgowego, który wyrok uchylił i nakazał ponownie rozpatrzyć sprawę w sądzie rejonowym. Proces na nowo ruszył wiosną 2013 roku.
Ppłk Adam Bednarczyk, dowódca jednostki tłumaczył, że zwolnił Krypską, bo nie wykonała rozkazu, nie rozliczyła się ze stanowiska pracy. Według dowódcy bezprawnie wykorzystywała urlop, dopuściła się nieprawidłowości w rozliczeniach zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Dowódca zarzucał pani Dorocie również przywłaszczenie różnych rzeczy m.in. środków czystości należących do jednostki. Zawiadamiał prokuraturę, ale postępowania były zawsze umarzane.
Wojsko zaproponowało ugodę
Po wyrzuceniu jej z pracy zaczęła szukać sprawiedliwości w sądzie. 8 lipca 2014 roku odetchnęła z ulgą. Sąd Rejonowy w Puławach orzekł, że Dorota Krypska ma zostać przywrócona do pracy. Za bezprawne zwolnienie nakazał wypłatę odszkodowania za 29 miesięcy pozostawania bez pracy. W sumie blisko 76 tys. zł. Oprócz tego wojsko miało zwrócić 4,5 tys. zł kosztów procesu.
Dowódca jednostki nie pogodził się z wyrokiem i złożył apelację. Została rozpatrzona po 8 miesiącach. Przed procesem mecenas reprezentująca wojsko zaproponowała ugodę. Miała ona polegać na wypłaceniu odszkodowania, ale bez przywrócenia Krypskiej do pracy. - Nie wyraziłam na to zgody - mówi pani Dorota.
Apelacja dowódcy została odrzucona przez sąd. 26 marca Dorota Krypska zgłosiła swoją gotowość do pracy. Zgodnie z przepisami pracodawca skierował ją na obowiązkowe badania lekarskie. Ale kłopoty się nie skończyły. W międzyczasie dostała wezwanie na policję. Ppłk Bednarczyk złożył kolejne zawiadomienie do prokuratury. - To szukanie dziury w całym. Dowódca robił to po to, żebym nie wróciła do pracy - twierdzi pani Dorota. Znów chodziło o rzekome przywłaszczenia różnych przedmiotów oraz dokumentacji należącej do jednostki. - 30 marca prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa - informuje Hanna Dobek, prokurator rejonowy w Rykach.
Znowu w pracy
1 kwietnia mogła pójść do pracy na samodzielnym stanowisku do spraw osobowych. Wciąż nie otrzymała 76 tys. zł odszkodowania. Jeżeli jednostka wojskowa dobrowolnie nie wypłaci pani Dorocie dodatkowo wynagrodzenia za ostatnie 8 miesięcy (czas od wyroku sądu rejonowego do wyroku sądu okręgowego), kobieta złoży wniosek o wypłatę również tej zaległości. W sumie dęblińską jednostkę przegrany proces może kosztować ponad 100 tys. zł. Krypska jest również zdecydowana złożyć pozew cywilny przeciwko dowódcy jednostki. Sam ppłk Adam Bednarczyk odmówił nam komentarza w tej sprawie.
Komentarze