Słowa Janusza Kozickiego na łamach "Dziennika Wschodniego" wywołały burzę w dęblińskim światku piłkarskim. Trener Czarnych przyznał, że jest zdegustowany zachowaniem zawodników, którzy "pouciekali, jak szczury z tonącego okrętu"
Określenie to dotyczyło także Pawła Przybysza i Michała Walendziaka, byłych grających trenerów. Na odpowiedź Walendziaka nie trzeba było długo czekać. W rozmowie z "Twoim Głosem" ujawnia on tragiczną sytuację organizacyjną Czarnych. To swoista spowiedź trenera.
Z opowieści byłego trenera wyłania się dramatyczny obraz sytuacji w dęblińskim klubie. Brak wody do picia i transportu na mecze wyjazdowe to tylko niektóre problemy, z którymi zmagała się prowadzona przez niego drużyna.
Dostał zespół "po znajomości"
Zdaniem Walendziaka poziom IV ligi zobowiązuje klub do minimalnych nakładów. Były trener uważa, że władze Czarnych w ogóle ich nie realizowały. Jako przykład podaje brak regulacji zobowiązań finansowych. Była to jedna z przyczyn rezygnacji z gry wielu piłkarzy.
Walendziak ma wiele uwag do Marka Gorczycy. Ostatniemu prezesowi Czarnych zarzuca, że odbierając mu po trzech latach trenowanie grupy juniorów pozbawił go motywacji do pracy. Przed rundą jesienną juniorzy młodsi (prowadzeni przez Pawła Przybysza) i starsi (trenowani przez Walendziaka) po decyzji Gorczycy zostali połączeni w jeden zespół.
Walendziak uważa, że Janusz Kozicki dostał ten zespół "po znajomości". - Zawodnicy od niego uciekają - mówi Walendziak. - Na ostatnim meczu z Górą Puławską miał zaledwie 10 zawodników i przegrał 9:1. Mówiąc o kłopotach kadrowych nawiązuję do sytuacji sprzed dwóch lat, kiedy wspólnie z Przybyszem obejmowaliśmy zespół seniorów. Wtedy groziła nam degradacja do A klasy, bo nie miał kto grać - dodaje.
"Nie dorósł do stanowiska"
Janusz Kozicki po raz drugi objął zespół seniorów w tragicznej sytuacji. Po raz pierwszy "kołem ratunkowym" był w 2007 roku, kiedy spadek Czarnych do okręgówki był nieuchronny. Teraz na prośbę kilku piłkarzy Kozicki znów zasiadł na ławce trenerskiej. Wiedział, że będzie ciężko. - Z klubem jest się na dobre i na złe - mówi Kozicki. Opowiada, że kiedy zabrakło pieniędzy "wszyscy się wynieśli". - Walendziak nie dorósł do stanowiska trenera. Trener nie krytykuje trenera i jego warsztatu. Nie potrafi też odwdzięczyć się klubowi, który przygarnął go wtedy, gdy żaden inny go nie chciał - twierdzi Kozicki, który kiedyś trenował Walendziaka i Przybysza. Stawiał ich za piłkarski wzór. Teraz drogi panów się rozeszły.
Na zarzuty Walendziaka dotyczące rozpadu i kłopotów kadrowych zespołu juniorów, Kozicki tłumaczy się okresem matur i bierzmowań. - Ważniejsza jest matura niż treningi, przed maturami zawodnicy chodzili na "korki". Cały rocznik 96. skupił się na maturach, a nie na piłce - argumentuje szkoleniowiec.
Co do drużyny seniorów wyjaśnia, że faktycznie jest trenerem tylko na papierze. Nie prowadzi treningów, bo nikt na nie nie przychodzi. Mówi, że jego rola ogranicza się do siedzenia na ławce. Piłkarze sami organizują się na mecze.
Obecny trener staje w obronie Marka Gorczycy, który wyrównał piłkarzom zaległe pieniądze do grudnia 2014. Jego zdaniem, skoro Walendziak w poprzednim roku był w zarządzie Czarnych, to sam powinien zadbać o regularne wypłaty. Kozicki mówi, że przez 14 lat działalności w zarządzie Czarnych nigdy nie interesowały go sprawy finansowe. Jego rolą było pilnowanie aspektu sportowego i trenerskiego. Teraz skupia się na tym, żeby prowadzona przez niego drużyna dograła sezon. Nie chce dopuścić do tego, by Czarni spadli do B klasy. Czarni mają przyznane już dwa walkowery. W przypadku kolejnego oddanego spotkania grozi im degradacja o dwie klasy rozgrywkowe.
Komentarze