Podobnie jak Czytelniczka "TG", ja także postanowiłem skorzystać z okazji i wybrałem się w podróż za ocean. Nie miałem możliwości zwiedzić całych Stanów, bo to ogromny kraj, natomiast sporo rozmawiałem z Amerykanami o Polskich korzeniach a także dużo czytałem. Co mnie zaskoczyło, to kompletny brak zainteresowania władz Stanowych czy Federalnych, zakładami, które będąc w przeszłości wiodącymi, z różnych przyczyn upadły. Ludźmi, którzy tam pracowali, też nikt się nie przejmuje. Pracujesz, przynosisz korzyści, jesteś. Nie zarabiasz, radź sobie sam. W USA nie ma układów zbiorowych, pozycja związków zawodowych znacznie osłabła w ostatnich dekadach. Czy dostaniesz urlop, jakie będą godziny pracy teraz i w przyszłości, jakie otrzymasz wynagrodzenie, wszystko zależy od woli szefa. Ważne też jest jakie masz ubezpieczenie zdrowotne. Tych jest w USA kilkadziesiąt rodzajów i bardzo różnej jakości, w zależności od pozycji zawodowej i umowy z pracodawcą. Jeśli masz dobre ubezpieczenie, nota bene drogie, masz dobrą opiekę lekarską, masz gorsze ubezpieczenie, masz gorszą opiekę, a jak nie masz ubezpieczenia, to za wszystkie zabiegi musisz płacić z własnej kieszeni. I to nie małe sumy. O publicznej, darmowej służbie zdrowia, jaka jest w Polsce, pracownicy amerykańscy mogą co najmniej pomarzyć. Ok. 40% Amerykanów nie ma w ogóle podstawowej opieki medycznej. Akcje powszechnego badania bezrobotnych, w różnych zakątkach kraju, przeprowadzają lekarze, studenci medycyny i pielęgniarki w ramach wolontariatu. A my ciągle narzekamy! Prezydent Obama chciał to zmienić, ale mu się nie udało. W wielkich miastach np. w Chicago czy Detroit, są dzielnice, które lepiej omijać szarokim łukiem. Miejscowi ostrzegają przed nimi i wiedzą co mówią - jest tam niebezpiecznie, kwitnie handel narkotykami, zdarzają się strzelaniny na ulicach. Ta przestępczość bierze się głównie z tego, że młodzi ludzie, przeważnie afroamerykanie i latynosi, nie mając zatrudnienia i perspektyw na życie, wchodzą na drogę przestępstwa. Dostają wysokie wyroki, bo sporo więzień lub zakładów z nimi współpracujących, to firmy prywatne, którym zależy na jak największej liczbie "usługobiorców". Taki chłopak po wyjściu, jako notowany, nigdzie nie znajdzie pracy, wychodzi na ulicę i "kółko się zamyka". Ludzie wynajmujący mieszkania, którym zdarzyło się kilka dni opóźnić płatność, są przez biuro Szeryfa wyrzucani na bruk. Nawet podczas ich nieobecności. Są też notowani, więc nikt im w przyszłości nic nie wynajmie. Lądują na ulicy lub w motelach. Nikt się tym nie zajmuje i nie przejmuje. Są oczywiście wolontariusze, którzy starają się pomóc, ale to "kropla w morzu". To tyle w skrócie. Więcej "ciekawostek" można sobie samemu znaleźć, w literaturze, np. "Ameryka zbuntowana" pióra dziennikarza "GW" Artura Domosławskiego, czy w internecie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze