Prokuratura Rejonowa w Lublinie umorzyła śledztwo dotyczące kradzieży 66 elementów wyposażenia kokpitu samolotu TS-11 Iskra, który miał stanąć jako pomnik w Dęblinie. Sprawcy nie ustalono, a straty oszacowano na ok. 200 tys. zł. Postępowanie może zostać wznowione, jeśli części trafią na rynek wtórny.
Miasto otrzymało Iskrę od wojska w kwietniu 2024 roku z przeznaczeniem na pomnik. Zanim jednak maszyna mogła trafić na postument, wymagała odmalowania i drobnych przygotowań, a postument jeszcze nie był gotowy. Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie zgodziło się tymczasowo przyjąć samolot, który trafił na jego teren 31 lipca 2024 roku.
Iskra stała w muzeum do 15 maja 2025 roku, kiedy zabrano ją do Wojskowych Zakładów Lotniczych w celu odmalowania. Tego samego dnia do Urzędu Miasta zadzwoniono z WZL z informacją, że samolot jest niekompletny – brakowało 66 elementów wyposażenia kokpitu. Dyrekcja muzeum zaprzeczyła, by kradzież miała miejsce na jej terenie, a urzędnicy zgłosili sprawę Żandarmerii Wojskowej.
Żandarmeria Wojskowa ustaliła, że do kradzieży doszło między 1 lipca 2024 a 15 maja 2025 roku, czyli w czasie, gdy Iskra stała na terenie muzeum zabezpieczona jedynie pokrowcem, na wyłączonym ze zwiedzania terenie, bez dodatkowego ogrodzenia. Śledczy nie wykluczali jednak, że kradzież mogła nastąpić wcześniej, niż wskazuje ten przedział.
W toku śledztwa przesłuchano kilkadziesiąt osób, zabezpieczono nagrania z monitoringu i przeprowadzono eksperyment procesowy. Nagrania nie pozwoliły jednak na identyfikację sprawcy.
Sam samolot jako zabytek, miał niską wartość rynkową – 20 tys. zł. Inaczej wycenia się jednak skradzione elementy kokpitu. – Cena Iskry nie była wysoka (20 tys. zł), bo to jest zabytek. Natomiast elementy, które skradziono, mają wartość unikatową. Dla pasjonatów czy posiadaczy Iskry nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, są one bardzo wartościowe – tłumaczył Roman Bytniewski, burmistrz Dęblina.
Ze względu na wyjątkowość części i brak bieżących transakcji rynkowych dotyczących tego typu sprzętu, prokuratura przyjęła wycenę wskazaną w zawiadomieniu o kradzieży przez ówczesnego zastępcę burmistrza Dęblina – ok. 200 tys. zł.
Z 66 zaginionych części udało się odnaleźć tylko jedną – agregat znaleziony w pomieszczeniu gospodarczym muzeum, ze zdrapanym i zamalowanym numerem samolotu. Numer produkcyjny pozwolił jednak ustalić, że pochodzi z okradzionej Iskry. Według dyrektorki Muzeum Sił Powietrznych element ten mógł być częścią zamienną do innych samolotów TS-11 znajdujących się w zbiorach muzeum. Nie ustalono, kto go ukradł ani w jaki sposób trafił do pomieszczenia.
Prokuratura Rejonowa w Lublinie umorzyła postępowanie z powodu niewykrycia sprawcy, zaznaczając, że w przypadku nowych okoliczności lub odnalezienia części na rynku wtórnym śledztwo zostanie niezwłocznie wznowione.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze