Podróż do domu rozpoczęła się promem do Gdyni, a następnie pendolino do Warszawy. Tu młodego mistrza odebrał tata i przywiózł do domu w Pawłowicach. Kiedy samochód, przy dźwiękach "We Are the Champions" zespołu "Queen" wjeżdżał na podwórko państwa Węgrzynów, młody sztangista "Wisły" Puławy nie krył zdumienia. Czekała na niego rodzina, znajomi, sąsiedzi, koledzy i trenerzy z Puław. A przede wszystkim ukochana Dominika, która również dźwiga ciężary w "Wiśle".
- Nie spodziewałem się czegoś takiego - mówił zaskoczony i lekko speszony Kuba. - Nie przeczuwałem, że powrót do domu może być aż tak przyjemny. Mam nadzieję, że to nie ostatni raz, bo w przyszłym roku zamierzam powalczyć o złoto. Tym bardziej, że teraz byłem o rok młodszy od większości moich konkurentów - mówi sztangista.
- Występ Kuby na Mistrzostwach Europy oglądałam będąc w pracy - mówi wzruszona mama zawodnika "Wisły", która jest pielęgniarką. - Oczywiście była radość, były łzy szczęścia i było olbrzymie wzruszenie. Tak jak i teraz - dodaje.
O występie Kuby Węgrzyna w szwedzkiej Landskronie więcej piszemy na stronie 31.
Komentarze