Reklama

"Zebrałem z Orlika pół wiadra potłuczonego szkła"

10/11/2015 20:00
Obiekt działa od jesieni 2011 roku. Szumnie otwierał go premier Donald Tusk. "Orlik" tętni życiem. Ale drugie życie, to imprezowe, nie mające ze sportem nic wspólnego, toczy się też w bezpośrednim sąsiedztwie obiektu. Za trzy tygodnie "Orlik" zostanie zamknięty na zimę. Nadszedł więc dobry czas, żeby podsumować ostatnie kilka miesięcy jego działania.

Tadeusz Stoń za Ryszarda Kostyrę

Osobą odpowiedzialną za organizację życia "Orlika" jest animator zatrudniony przez gminę. Przez ostatnie cztery lata funkcję tę pełnił Ryszard Kostyra, emerytowany nauczyciel w-f w ryckim "Mechaniku". W tym roku Kostyrę zastąpił Tadeusz Stoń, pracownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Zmieniła się także podległość "Orlika". Administrowaniem obiektu zajmowała się wcześniej Samorządowa Administracja Szkół i Przedszkoli. Teraz robi to MGOSiR

"Orlik" działa przez 9 miesięcy w roku. Od początku marca do końca listopada. Utrzymanie animatora, który przepracowuje ponad 160 godzin miesięcznie (w tym weekendy) kosztuje rocznie prawie 22 tys zł brutto. - W ubiegłym roku było to dużo więcej - mówi Mark Czerniejewski, szef MGOSiR-u.

"Wisielcy" na koszu, palacze w szatni

Ostatnio na głowę Tadeusza Stonia posypały się gromy. Jeden z puławskich periodyków napisał, że z "Orlika" przegania rodziców z dziećmi. Autorzy tekstu nie przedstawili żadnych konkretów, a co gorsze nie dali zainteresowanemu możliwości odpowiedzi na te zarzuty. W rozmowie z  "Twoim Głosem" Stoń mówi, że o przeganianiu kogokolwiek nie ma mowy. "Orlik" działa normalnie. On natomiast dba o to, żeby na obiekcie przestrzegano regulaminu. A że z tym bywa różnie, przekonał się już wiele razy. - Do niektórych użytkowników nie docierają proste komunikaty, że nie należy "wieszać" się na obręczach od kosza, że na boisko należy przychodzić w obuwiu sportowym, że w szatniach się nie pali i zostawia po sobie porządek - wymienia Stoń. Opowiada, że od czerwca do połowy października przy pięknej pogodzie "Orlik" i jego sąsiedztwo stało się miejscem schadzek młodzieży. Do tego nie zawsze trzeźwej. Efekty ich biesiad można podziwiać następnego dnia rano. Kiepy papierosów, śmieci, w tym opakowania po pizzy lub chipsach i oczywiście puste butelki po piwie walają się obok zdewastowanych ławek koło boiska do "nogi".  - Kiedyś musiałem sprzątać też zużytą podpaskę - mówi zniesmaczony animator.

Innym znów razem wraz z grupą ludzi zbierał rozbite drobinki szkła, które ewidentnie ktoś przerzucił przez wysokie ogrodzenie tuż przed bramką na boisku. - Uzbieraliśmy tego prawie pół wiadra. Dobrze, że zauważyłem to szkoło, bo komuś mogła stać się krzywda - uważa Stoń.

E-maile prawie bez odpowiedzi

Według część krytyków Tadeusza Stonia przykładem tego, że na "Orliku" dzieje się coś niedobrego jest fakt, że w tym roku w Rykach nie odbył się turniej o puchar premiera. Marek Czerniejewski tłumaczy, że brakowało chętnych. Potrzebne były cztery drużyny, a zgłosiły się tylko dwie.

- Wysłałem e-maile do wszystkich jedenastu szkół na terenie gminy. Nie było zainteresowania. Również żałuję, że turniej się nie odbył, bo zawsze na jego organizację otrzymywaliśmy drobne wsparcie - mówi pan Tadeusz. Odbyły się za to inne imprezy: m.in. Turniej Pamięci Michała Maja zorganizowany przez jego rodziców i kolegów, Turniej Sołectw o puchar Przewodniczącej Rady Miejskiej w Rykach, czy Piłkarska Liga Sołectw Gminy Ryki. Orlikowa Letnia Liga Koszykówki zorganizowana została z inicjatywy Tomasza Czyżewskiego z Fundacji Obywatelskiego Rozwoju Ryki

Umowa Tadeusza Stonia wygasa z końcem listopada. Od władz MGOSiR-u zależy, czy na wiosnę zostanie wznowiona.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości