Dzięki strażakom z OSP Ryki i swojej opiekunce, Zbigniew Jurzysta był u lekarza i na spacerze
Pan Zbigniew z Ryk cierpi na postępujący zanik mięśni. Po mieszkaniu porusza się niemal wyłącznie na kolanach. Każdego dnia pomagają mu rehabilitanci i pielęgniarki. Ale to nie zmienia faktu, że wciąż pozostaje więźniem czterech ścian w bloku w centrum miasta. Jedna z jego opiekunek w końcu powiedziała: Dość! - Wymyśliłam akcję "Przywróćmy Zbyszka do życia" i zaczęłam robić wszystko, by mógł wyjść na dwór - mówi Monika Kalata.
W poszukiwaniu sposobu realizacji pomysłu opiekunka natrafiła na ogłoszenie o plebiscycie "Strażak Lubelszczyzny". W konkursie startował jeden z miejscowych druhów, Paweł Pioterczak. - Pomyślałam, że w tej sprawie może pomóc właśnie on - relacjonuje Kalata.
- Nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć. Do tej pory nikt mnie nie prosił o taką formę wsparcia. Zadzwoniłem do kolegów. Byli tak samo zaskoczeni, ale nie odmówili, więc pozostało nam tylko uzgodnić termin – mówi Pioterczak.
Pani Monika o wszystkim pomyślała. Aby jej podopieczny się nie rozmyślił wcześniej umówiła wizytę u okulisty. Termin przypadł na sobotę 25 maja. Pogoda sprzyjała, więc plan opiekunki mógł się ziścić. - Jeszcze przed południem do mieszkania Zbyszka przyszło czterech chłopców z OSP. Młodzi i wysportowani bez żadnego problemu posadzili go na wózku i w niespełna 2 minuty znieśli po schodach na dół – wspomina Kalata.
Wrażenia mężczyzny, który po 5 latach wychodzi na dwór trudno opisać. - Mało nie dostałem zawału - wyznaje wzruszony pan Zbigniew. Nic w tym dziwnego. Wreszcie mógł na własnej skórze poczuć promienie słońca i zobaczyć zmieniające się miasto.
Pierwszym celem sobotniego spaceru była okulistka. Wizyta przebiegła sprawnie i wprawiła pana Zbyszka w dobry humor. - Okazało się, że ślepota mi nie grozi. Ale będę miał okulary do telewizji i korzystania z komputera - mówi Jurzysta.
Badania lekarskie były jednak tylko początkiem pozytywnych wrażeń. Już po przejściu pierwszych kilkadziesięciu metrów, spacerowicz natknął się na kolegę z lat szkolnych. - Piotrek myślał, że nie żyję. Nie powiedział tego wprost, ale odczułem, że właśnie to ma na myśli. Zresztą nie on jeden tak reaguje, gdy mnie zobaczy – tłumaczy.
Równie duże wrażenie tym razem na panu Zbigniewie wywarło miasto. Niektórych miejsc nie widział dłużej niż 5 lat. - Całkiem inaczej wygląda otoczenie poczty, w bocznym wejściu jest teraz SKOK. Ładnie prezentuje się stary rynek i fontanna. A modrzewie przy szkole wyrosły na wielkie drzewa – wylicza pan Zbyszek.
Emocje sobotniej eskapady udzieliły się nie tylko samemu zainteresowanemu, ale i jego opiekunce. Monika Kalata nie kryje radości, że udało jej się wyprowadzić podopiecznego na spacer. - Chciałam, żeby Zbyszek się odblokował i wreszcie pokazał światu. Bo wśród ludzi panuje zasada: jak cię nie widzą, to cię nie ma. A poza tym samo wyjście na dwór ma zbawienny wpływ na zdrowie - zaznacza Kalata.
Udane przedsięwzięcie umocniło kobietę w przekonaniu, że warto je kontynuować. - Może za tydzień, albo dwa znów wyjdziemy na spacer. Strażacy powinni nam pomóc. Zresztą nie muszą być z nami cały czas. Wystarczy, że Zbyszka zniosą na dół i są wolni. Potem tylko się zdzwonimy, by przyjechali i wnieśli go z powrotem - tłumaczy pani Monika. W planach są więc kolejne wyjścia.
Tomasz Kępka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze