Reklama

Barbara Pawlak: W Ułężu jest moje miejsce na ziemi

Wójt gminy Ułęż zaprasza do swojego królestwa - ogrodu. - To moje miejsce na ziemi. Spędzam tu każdą wolną chwilę i zapominam o codziennych problemach. Życie pośród przyrody to sama radość - przyznaje Barbara Pawlak

Wcześniej pani wójt mieszkała z mężem Jerzym i trójką dzieci w bloku. - Własny duży ogród był marzeniem mojego życia - wyznaje. Kilkanaście lat temu państwo Pawlakowie kupili ponad hektarową działkę. Jej znalezienie nie było łatwe. - Wreszcie w Ułężu upatrzyłam sobie łan żyta na wzgórzu, które w wyobraźni przybierało kształt ogrodu pełnego drzew, krzewów, kwiatów i śpiewu ptaków - mówi Pawlak. Nieopodal rosły jarzębiny. - Moje dzieci powtarzały, że zamieszkamy na jarzębinowym wzgórzu - opowiada. Minęło 6 lat zanim tak się stało i właściciel zdecydował się na sprzedaż terenu.

Na początek aleja świerkowa

Zanim jeszcze zostały położone podwaliny pod budynek. Barbara Pawlak zaczęła działać w ogrodzie. Posadziłam blisko 100 - metrową świerkową aleję.  - Wtedy to były małe drzewka i 4 metrowa odległość wydawała się wystarczająca na drogę, ale dziś, gdy są to wielkie świerki, muszę podcinać gałęzie na wiosnę, żeby pojazdy się zmieściły. Tworzą bajkowy tunel, bo ich korony w niektórych miejscach się połączyły - opowiada wójt.  Na 1/3 powierzchni działki, na samym wzgórzu, rośnie 1000 drzew. To m.in. sosny, modrzewie, świerki i klony. W międzyczasie zasiały się brzozy, jarzębiny i kilka dębów. - Szybko rosnące świerki służyły nam i znajomym jako choinki bożonarodzeniowe, dopóki nie podrosły na tyle, że nie mieściły się w domach, dlatego co jakiś czas dosadzamy nowe - mówi Barbara Pawlak.

Reklama

W nowym domu na świat przyszła najmłodsza córka Pawlaków - Zuzanna, która uwielbia zwierzęta. Na podwórku pojawiły się koty i psy jako nieodłączni towarzysze wspólnego życia. - Mamy cztery koty, ale wydaje mi się, że na tym nie koniec. Pies Zuzi ma na imię Mazak i rok temu ktoś go brutalnie pobił. Miał pękniętą przeponę i przeszedł skomplikowaną operację, ale na szczęście z tego wyszedł - opowiada wójt. - Od niedawna jest z nami przecudna wilczyca ze schroniska. To taki anioł stróż z długą sierścią i dobrocią w oczach. Nie odstępuje mnie na krok. Myślę, że nic lepszego nie mogło jej się przytrafić - opowiada.  

Pnąca różna i japońska lilia

Oprócz tego w ogrodzie są przeróżne drzewa i krzewy,  a co roku powstają nowe skalniaki, rabatki i dywany kwiatów. - Gleba jest piaszczysta i niezbyt urodzajna, więc moje roślinki nie mają łatwego życia. Wiele pracy kosztuje mnie ich pielęgnacja i nawadnianie - tłumaczy pani Barbara. Przyznaje, że uwielbia kwiaty. Różne kompozycje rosną w donicach przed domem, a na balkonie w skrzynkach kwitną pelargonie. W ogrodzie są m.in. róże, tulipany, floksy, dalie, trzmielina i wiele innych. Na ogół ładnie kwitną rododendrony i mahonia. Przed domem jest klomb z wielkimi, okrągłymi tujami. Zielonych krzewów jest więcej. To berberysy, cisy, jałowce, a także wiciokrzewy i pnącza. Z kolei na działce nie chcą rosnąć magnolie, ani hortensje. -W tym roku zawzięłam się, aby wyhodować bukiet hortensji, dlatego dwa kilkuletnie krzewy przesadziłam w inne miejsce, a dodatkowo jeszcze dokupiłam nowy krzaczek i cierpliwie czekam, co z tego będzie - mówi Pawlak. Pani wójt spośród tysiąca roślin ma swoją ulubioną. To pnąca róża. - Rośnie przy oknie. Ma wiele kwiatów, które zaglądają do mojej kuchni - zaznacza.  Rok temu Barbara Pawlak na kiermaszu kwiatów w Końskowoli nabyła japońskie linie. - Zachwyciła mnie ta w kolorze żółtym. Jest przepiękna - oznajmia. W tym roku pojawiły się efektowne irysy, magliczki, bratki, floksy, goździki, surfinie i rośliny skalne w nietypowej rabatce, która przypomina studnię z wieżyczką.

Reklama

Jeże, lis i sarny

Z przodu domu swoje miejsce znalazły drzewa i krzewy owocowe. Są tu czarne porzeczki, maliny, truskawki, rabarbar, aronie, jabłonie, śliwy, wiśnie i brzoskwinia. Dzięki temu zimą cała rodzina delektuje się wybornymi przetworami własnej roboty.  Początki prac w ogrodzie nie były łatwe. - To było amatorskie ogrodnictwo. Pamiętam jak kilka lat po zamieszkaniu w Ułężu jednej zimy zające obgryzły korę na drzewach owocowych. Wówczas większość uschła i zaczynaliśmy od nowa. Potem ogrodziliśmy całą posesję, co było dużym wydatkiem - wspomina Pawlak. - Mimo to na naszej działce przez całe lato mieszkała zajęczyca z małymi zajączkami i całkiem bezpiecznie się tu czuła - dodaje. W leśnej norce mieszka też lis. Jest również wiele gatunków ptaków m.in. wróble, sroki, dzięcioły, czy dzikie gołębie. Ich śpiew słychać nawet przy zamkniętych oknach w domu. Niekiedy widać również nietoperze i jeże. Pod płot podchodzą stada saren. W ogrodzie Barbary Pawlak są też grządki warzywne. - Ich uprawa jest pracochłonna, bo chwasty rosną na potęgę, a staram się nie stosować żadnych chemicznych oprysków - wyjaśnia. Jest cebula, buraki, marchew, cukinia, dynia i fasola. - Jeśli nie ma suszy warzywa rosną, trochę słabiej radzi sobie w tych warunkach marchewka - zaznacza. W tunelu pod folią są ogórki i pomidory.  - Chciałbym też stworzyć ziołowy zakątek, ale niestety susza tego nie ułatwia - wyznaje. Obok kwitnie i pachnie lawenda i czeremcha.

Inspirowane naturą

Na dużym podwórku nie brakuje też ogrodowych budowli, które własnoręcznie tworzy mąż i synowie pani Barbary. To m.in. wiatrak i huśtawka, która znajduje się na polanie pomiędzy sosnami, a świerkowym zagajnikiem. Są tu również ławki i miejsce na ognisko. Jest też grill zbudowany z kamieni polnych. - Urządzając ogród staramy się wykorzystywać naturalne materiały i nie stosować cywilizacyjnych udziwnień, bo natura sama w sobie jest piękniejsza. Pielęgnujemy tradycję i preferujemy powrót do przeszłości - przyznaje Barbara Pawlak. Stąd też sporo kamienistych ścieżek, prowadzące do oczka wodnego, w którym pływają kolorowe rybki: karasie srebrzyste i czerwone karpiki. Wiosną odbywają się tu żabie koncerty. Taka sielanka przyciąga do domu również starsze dzieci. - Odwiedza nas córka z zięciem z Lublina i synowie z Warszawy. Lubimy sobie posiedzieć i posłuchać odgłosów przyrody i nacieszyć oczy pięknem natury. To nasze bezpieczne gniazdo, w którym ładujemy akumulatory, żeby pokonywać trudności codziennego życia. I choć lubię od czasu do czasu pobyć w mieście, nigdy nie chciałabym tam zamieszkać na stałe. W Ułężu jest moje miejsce na ziemi. Mój raj, w którym życie płynie zupełnie inaczej niż za bramą - podsumowuje.

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2020-05-19 16:01:23

    i tylko na jedno zdjecie sie wysililiscie????

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2020-05-20 08:47:42

    Materiał Sponsorowany?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2020-05-20 13:06:50

    A widzisz gdzieś informację o tym, żeby był sponsorowany? Zgodnie z prawem prasowym, jeśli materiał jest sponsorowany, taka informacja musi zostać umieszczona

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości