Czarno - czerwone łyżwy, zapach pomarańczy i ucieczka przed strażnikami leśnymi. "Twój Głos" zapytał radnych o ich świąteczne wspomnienia

Jarosław Wojtyś Wigilię w dzieciństwie spędzał u dziadków. - Jednego roku chodziliśmy do rodziców mamy, a kolejnego do rodziców taty. To była prawdziwa piesza wyprawa, po śniegu i w mrozie. Jako najmłodszy miałem zaszczyt jechać na sankach - wspomina radny z Dęblina. - Po drodze wspólnie z dwoma siostrami liczyłem choinki w oknach, a potem licytowaliśmy się kto więcej zauważył - dodaje. Wieczerza przebiegała w rodzinnym i duchowym klimacie. - Przed posiłkiem modliliśmy się i czytaliśmy fragment Pisma Świętego. Na stole były tylko tradycyjne potrawy, z czego moją ulubioną jest do dzisiaj karp - wyjaśnia. Radny wspomina, że choinka w domu rodzinnym była żywa. - Przynosił ją mój tata i piękny zapach lasu unosił się we wszystkich pomieszczeniach - mówi Wojtyś. Na zielonym drzewku pojawiały się różnokolorowe bombki i łańcuchy. - Do dziś mam kilka zabytkowych bombek po prababci. Są ręcznie zdobione i mają ponad 50 lat, a na mojej choince zajmują honorowe miejsce - oznajmia. - Pewnej zimy rodzice kupili w Pionach sztuczną choinkę, ale ja tęskniłem za naturalną, więc ścinałem kilka gałązek sosny lub świerku i przynosiłem je domu - dodaje.
Pan Jarosław wspomina też najlepszy prezent pod choinką. - Kiedy miałem 11 lat zachorowałem na ospę i nie mogłem wyjść z kolegami na dwór. Wtedy chodziliśmy na ślizgawkę - wspomina. - Niestety święta spędziłem w domu, ale za to pod choinką znalazłem piękne, nowiutkie czarno - czerwone łyżwy i chciałem jak najszybciej wyzdrowieć - dodaje. Mama dała pozwolenie na krótką przejażdżkę po sadzawce na podwórku. - Byłem taki szczęśliwy. Żaden z kolegów nie miał takich łyżew - mówi.

Marzanna Filiks mówi, że święta to wyjątkowy czas, pełen ciepła, radości i wspólnych rozmów. - Wspaniale wspominam wieczerze wigilijne, które odbywały się u dziadków Feliksy i Bolesława. Babcia sadzała obok siebie wszystkie wnuczęta i opowiadała historie z dzieciństwa i ciekawostki o rodzicach. Najbardziej utkwiła mi w pamięci opowieść o wysiedleniu mieszkańców Grabowa, którzy byli wywożeni do obozu pracy w Lublinie. Wśród nich znalazła się też babcia z najmłodszą córką - opowiada radna z Grabowa Szlacheckiego (gm. Nowodwór).
Po niełatwych opowieściach przychodził czas na wieczerzę. - Na środku pokoju stał długi stół, wyłożony sianem i białym, foliowym obrusem. Na nim stały pyszne potrawy - opowiada. Wśród nich kapusta z grochem, pierogi z grzybami, smażone ryby oraz śledzie. - Od dziecka uwielbiam karpia i tak zostało do dziś. Nie wyobrażam sobie bez niego Wigilii - dodaje pani Marzanna. Z roku na rok przy stole zasiadało coraz więcej osób. Było skromnie, ale ciepło. Tego dnia zjeżdżała się cała rodzina, nawet z bardzo daleka. - Po wieczerzy wybieraliśmy się na pasterkę. Szliśmy pieszo po zaśnieżonej, pokrytej lodem drodze, a do kościoła było ok. 5 km - tłumaczy kobieta. Dawniej nie było prezentów pod choinką, tak jak obecnie. - To nie było takie modne. Pamiętam jednak zapach pomarańczy, które nie było powszechnie dostępne i pyszne słodycze, które dostawaliśmy od rodziców - wspomina.

Dla Antoniego Tobjasza święta to czas magicznych i cudownych przeżyć, poprzedzony długimi przygotowaniami. Pierwsze robione były wyroby mięsne i wędliny, a potem ciasta wypiekane w piecu chlebowym. - Aby ciasto nie popękało, ten kto je wkładał do pieca na drewnianej łopacie musiał mieć zamknięte usta. Tej zasady mama zawsze kazała przestrzegać - mówi przewodniczący Rady Gminy w Stężycy. - Nie zapomnę lepienia pierogów. Były duże jak dłoń i grube od farszu z kapusty z grzybami. Smakowały wybornie. Oprócz karpia to moja ulubiona potrawa - dodaje Tobjasz. Najmłodsi z rodziny pana Antoniego na kilka dni przed świętami przyjeżdżali do dziadków Wiktorii i Władysława. - Rodzice mogli spokojnie przygotować potrawy i dopilnować gospodarstwa. Na miejscu wszyscy czekaliśmy na pierwszą gwiazdkę - wspomina. - Do domu dziadków przyjeżdżała też siostra mamy z mężem i dziećmi. Panowała wzajemna życzliwość i radość - dodaje.
W domu pełnym gości nie było już miejsca na choinkę. - Dlatego babcia ubierała kilka świerkowych gałązek i stawiała przy ołtarzyku Matki Boskiej - tłumaczy Tobjasz. Drzewko świerkowe było przystrajane w rodzinnym domu. - Ubierałem je z siostrą Elżbietą i bratem Stanisławem pod okiem mamy - dodaje. Stół na Wigilię przygotowywał najstarszy członek rodziny - dziadek, który rozkładał biały obrus i zielone, pachnące siano. - Na każdym rogu układał dwie kromki chleba, a w środku, na sianie, leżał kolorowy opłatek przeznaczony dla zwierząt - opowiada przewodniczący. Na stół wędrowało 12 potraw. -Każdy powinien chociaż spróbować każdej z nich, a my z rodzeństwem biliśmy rekordy, kto zje najwięcej. Po jedzeniu każdy z nas ciągnął źdźbło trawy ze stołu, a to najdłuższe zwiastowało pomyślność w przyszłym roku - dodaje. - Dziadzio czytał Ewangelię. Wspólnie się modliliśmy i śpiewaliśmy kolędę - oznajmia pan Antonii. - Tata rozdawał opłatek, a podczas dzielenia się, niektórzy ronili łezki szczęścia. Wtedy tego nie rozumiałem, a teraz znam to uczucie - dodaje.
Pan Antoni zaznacza, że najlepsza choinka to ta, która została ścięta własnoręcznie. - Pewnego razu wybraliśmy się z kolegami do lasu oddalonego o 5 km. Gdy ścięliśmy wybrane drzewka i z uśmiechem wracaliśmy do domu, niespodziewanie nadjechał patrol straży leśnej. A my w nogi! Każdy w swoją stronę. Uciekałem tak szybko, że kilka razy wpadłem do rowu z wodą. Zrobiło się późno, więc zrzuciłem drzewko z pleców i biegłem czym prędzej - śmieje się radny. Od tamtej pory choinki pozyskuje od lokalnych hodowców.
- Życzę wszystkim zdrowych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia i powrotu do miłych, dziecięcych wspomnień. Oby tradycja pozostała w nas na zawsze - podsumowuje.
Magdalena Grzelak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Cytat: "Pan Antoni zaznacza, że najlepsza choinka to ta, która została ścięta własnoręcznie. - Pewnego razu wybraliśmy się z kolegami do lasu oddalonego o 5 km. Gdy ścięliśmy wybrane drzewka i z uśmiechem wracaliśmy do domu, niespodziewanie nadjechał patrol straży leśnej. A my w nogi! Każdy w swoją stronę. Uciekałem tak szybko, że kilka razy wpadłem do rowu z wodą. Zrobiło się późno, więc zrzuciłem drzewko z pleców i biegłem czym prędzej - śmieje się radny. Od tamtej pory choinki pozyskuje od lokalnych hodowców."- ale wstyd. Serio. Żenujące.
Cytat: "Pan Antoni zaznacza, że najlepsza choinka to ta, która została ścięta własnoręcznie. - Pewnego razu wybraliśmy się z kolegami do lasu oddalonego o 5 km. Gdy ścięliśmy wybrane drzewka i z uśmiechem wracaliśmy do domu, niespodziewanie nadjechał patrol straży leśnej. A my w nogi! Każdy w swoją stronę. Uciekałem tak szybko, że kilka razy wpadłem do rowu z wodą. Zrobiło się późno, więc zrzuciłem drzewko z pleców i biegłem czym prędzej - śmieje się radny. Od tamtej pory choinki pozyskuje od lokalnych hodowców."- ale wstyd. Serio. Żenujące.