Ograniczenia w bezpośrednim kontakcie z interesantami, obowiązkowa dezynfekcja rąk i telefoniczny dyżur nawet w weekendy. To tylko niektóre zasady wdrożone w urzędzie gminy Ułęż po ogłoszeniu pandemii
Jak urząd gminy funkcjonuje w czasie pandemii?
Zaspakajanie potrzeb i troska o bezpieczeństwo, to podstawowe zadania samorządu. Dlatego trudno jest mi wyobrazić sobie sytuację, żeby urząd w ogóle nie pracował. Stan epidemii w kraju to sytuacja kryzysowa, która wymaga od nas szczególnej koordynacji zadań z zakresu zarządzania kryzysowego, przez całą dobę, 7 dni w tygodniu.
W takim małym urzędzie jak nasz są funkcje jednostanowiskowe, więc praca rotacyjna niezbyt jest możliwa. Udało się niektórym osobom skorzystać z urlopu. Jedna urzędniczka przez ponad tydzień pracowała zdalnie. Inna korzystała ze świadczenia na dzieci do 8 lat. Jednak obowiązków jest sporo - są sprawozdania, przychodzą pisma, przygotowujemy inwestycje i wnioski. Życie toczy się dalej.
A kto ma pomóc przeciętnemu mieszkańcowi na wsi, jak nie urząd?
Nie możemy odwrócić się od ludzi. Poza wyznaczonymi godzinami (7-14) w weekendy mamy dyżur telefoniczny sztabu kryzysowego i w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej. Zdarza się, że pracownicy wyjeżdżają w teren. Najczęściej są to pracownicy socjalni, którzy m.in. robią zakupy potrzebującym. Ostatnio dużą pomocą wykazali się żołnierze WOT z Dęblina, którzy dystrybuowali żywność do ok. 500 osób w gminie. Inni pracownicy wyjeżdżają w teren na wizje lokalne.
Czy zdarza się, że do urzędu gminy przychodzą interesanci?
Większość spraw załatwiamy telefonicznie oraz internetowo. Jednak zdarza się, że petenci w pilnych sprawach przychodzą do urzędu. Jest dużo osób starszych i nie wszyscy mogą kontaktować się poprzez internet. Budynek nie jest zamknięty. Na dole działa poczta, obok znajduje się bank, więc pewien ruch odbywa się codziennie. Krata wejściowa na korytarz do urzędu jest przymknięta, ale umieściliśmy na niej nr tel. do sekretariatu. W ważnych sprawach urzędnik schodzi i udziela informacji lub pomocy.
W urzędzie ruch nie ustaje. Czy nie boi się Pani przychodzić do pracy?
Nasza praca to służba dla innych. Byliśmy chyba pierwszym urzędem w powiecie, który od początku stanu zagrożenia epidemicznego wprowadził wzmożone zasady sanitarne. Jeszcze uczniowie byli w szkołach, kiedy zakupiliśmy płyny do dezynfekcji rąk i wyposażyliśmy w nie szkoły i przedszkole. W urzędzie zamontowaliśmy taki płyn przy wejściu na korytarz. Mamy rękawiczki i maseczki. Zakupiliśmy też ponad tysiąc maseczek dla mieszkańców.
Ponadto zamieszczam komunikaty o epidemii na swoim fanpage-u. Informacje przekazujemy też na tablicy ogłoszeń i stronie internetowej urzędu. Bywa, że osobiście interweniuję w wielu sprawach np. w kwestii niewłaściwego przestrzegania kwarantanny.
Zdarza się, że mieszkańcy "łamią" kwarantannę?
Obowiązuje RODO, które wychodzi na to, że jest ważniejsze niż sprawy bezpieczeństwa i ludzkiego życia, ponieważ gmina nie otrzymuje informacji o tym, kto jest na terenie gminy w kwarantannie. W wytycznych dotyczących postępowania z odpadami w czasie epidemii mamy zapis, że „dysponentem danych adresowych osób przebywających w kwarantannie jest wojewoda, policja i OPS". Tymczasem powiatowy inspektorat sanitarny takich danych nam nie udostępnia z racji ochrony danych osobowych. Jednocześnie paradoksalnie to samorząd ma zapewnić wszelką pomoc osobom przebywającym w kwarantannie, gdy zachodzi taka konieczność. Czekamy więc na ewentualny telefon - czasem dzwonią osoby z kwarantanny, czasem to policja informuje nas, że ktoś potrzebuje, aby zrobić mu zakupy, przywieźć leki itp. Dlatego staramy się mieć uszy i oczy szeroko otwarte, aby nie dopuścić do jakiejś tragedii.
Kwarantannę przechodzi też gospodarka. Jakie mogą być tego konsekwencje?
W gminie główne dochody to udział we wpływach z podatku dochodowego od osób fizycznych. Na realizację naszych zadań w kwietniu otrzymaliśmy 62 tys. zł zamiast 150 tys. zł. Brak przedsiębiorstw na naszym terenie odczuwaliśmy dość dotkliwie. Teraz sytuacja może być jeszcze trudniejsza. Dlatego musimy oszczędzać i ubiegać się o wszelkie możliwe środki zewnętrzne. Oby tylko wystarczyło na tzw. wkład własny. W tarczy antykryzysowej mówi się dużo o wsparciu przedsiębiorców w postaci czasowych zwolnień z opłat, wypłacania tzw. postojowego. Dla jednostek samorządu terytorialnego bezpośredniego wsparcia finansowego nie widać. A już większość naszych przedsiębiorców składa podania o przesunięcia terminów płatności podatków, co będzie skutkowało brakiem ich wpływu do budżetu gminy.
Czy z tego powodu konieczna będzie rezygnacja z inwestycji?
Jak wiadomo, dość ambitnie naszkicowaliśmy sobie plan rozwoju gminy. Złożyliśmy wnioski prawie we wszystkich ogłaszanych konkursach. Włożyliśmy w to wiele wysiłku i pracy. Zaczynamy termomodernizację budynku użyteczności publicznej. Pozytywną ocenę formalną przeszedł wniosek na OZE oraz na rozwój turystyki. Do oceny pozostaje też wniosek przebudowy GOK m.in. na przyszłą siedzibę urzędu. Zaplanowaliśmy też oświetlenie uliczne i uzupełnienie wodociągów. A gdzieś za plecami jest jeszcze plan na oczyszczalnię ścieków. Przydałaby się też kanalizacja, ale na chwilę obecną to nierealne. Przykro byłoby, w przypadku pozytywnych rozstrzygnięć o dofinansowaniu unijnym, rezygnować z inwestycji z powodu braku pieniędzy na wkład własny. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie.
Czy jest możliwe wsparcie dla firm i rolników?
To trudne pytanie. Nas nie stać na zbyt dużą pomoc. Utrzymujemy się z podatków i subwencji. Całkowite umorzenia raczej nie są możliwe. Zgodnie z ordynacją podatkową po rozpatrzeniu wniosków możemy odroczyć terminy wpłat podatków, ale w uzasadnionych przypadkach, czyli gdy podmiot wykaże np. w sprawozdaniu finansowym, że utracił płynność finansową. Nowelizacja tzw. tarczy antykryzysowej wprowadza nowe przepisy, które umożliwiają radzie gminy przedłużenie wskazanym grupom przedsiębiorców, których płynność finansowa uległa pogorszeniu w związku z ponoszeniem negatywnych konsekwencji ekonomicznych, terminów płatności rat podatku od nieruchomości, płatnych w kwietniu, maju i czerwcu, nie dłużej niż do 30 września. Wtedy te grupy mają przesunięcie niejako z urzędu, bez konieczności dokumentowania. Jednak u nas takie prawo ma również wójt, po rozpatrzeniu dokumentów.
Ten czas nie jest łatwy. Jak Pani sobie w nim radzi?
Często myję i dezynfekuję ręce, noszę rękawiczki i maseczkę. Nie podaję ręki na powitanie. Ta sytuacja jest bardzo stresująca. Czuję olbrzymi ciężar odpowiedzialności za innych, choć nie wiem, co jeszcze mogłabym zrobić w tym zakresie. Brakuje mi kontaktów z ludźmi. Bo jednak telefonicznie to nie to samo. Brakuje mi naszej tak pięknie rozwijającej się w środowisku kultury, w postaci teatrów, spotkań, widowisk. Jednocześnie czuję, że w tych trudnych chwilach ludzie potrafią otworzyć się na innych, pomagają, biorą udział w akcjach, poświęcając swój wolny czas, nawet „zostając w domu”. W obliczu wspólnego zagrożenia jesteśmy jakby jedną rodziną. Zaczynamy dostrzegać, co w życiu jest najważniejsze. Przy całej nadziei na szybkie zakończenie stanu epidemii wiemy, że świat po koronawirusie nie będzie już taki sam. Może będzie lepszy? Aby odreagować negatywne emocje, obawy i kłopoty każdą wolną chwilę spędzam w moim kochanym ogrodzie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Tak z ciekawości dlaczego Ułęskiego a nie Ułężowskiego? Idąc tropem Ułęśki to mieszkańcy Ułęża byli by Ułęszczanie a nie Ułężczanie?
Tak z ciekawości dlaczego Ułęskiego a nie Ułężowskiego? Idąc tropem Ułęśki to mieszkańcy Ułęża byli by Ułęszczanie a nie Ułężczanie?