Marka Mikulskiego z Ryk na grzybobranie nie trzeba namawiać. Od września do pierwszych przymrozków często można spotkać go w lesie
Ma swoje wybrane miejsca. - Tylko tam chodzę na grzyby - mówi pan Marek. Jest ich kilka. Jak jedno "odpoczywa" to wybiera się w drugie. Na przykład do lasu niedaleko Zalesia. - Wystarczyło niecałe dwie godziny i kolejny kosz był pełny - chwali się. W dodatku to same prawdziwki. - To już szósty w tym tygodniu - dodaje. W ubiegłą środę przed południem pojawił się w naszej redakcji. - Spotkałem panie, które mówiły, żebym koniecznie tu przyszedł pokazać ten kosz - mówi. Wcześniej znalazł 123 kozaki. najczęściej na grzyby wybiera się w środku tygodnia. - W poniedziałek po weekendzie, to można znaleźć tylko korzenie - oznajmia.
Pan Marek na grzyby mógłby już nie chodzić. Zapasów ma już na całą zimę. - Nie ma mowy. Lubię to. Mam hektar malin. Skończyły się, więc jest czas na grzyby - zaznacza mieszkaniec Ryk. Później grzyby trafiają na suszarkę lub z marynata do słoiczków. Chętnych do zjedzenia nie brakuje. - Wszyscy w rodzinie lubimy jeść grzyby - przyznaje. Sporo słoików trafia do stolicy. - Dzieci przyjeżdżają z Warszawy i zabierają. Niestety pustych słoików już nie zwracają, dlatego często muszę dokupować nowe w sklepie, żeby było w czym marynować - żartuje pan Marek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Papierosy w Rykach zatrzymali, grzyby mogą jechać dalej.... Co za kraj...
Papierosy w Rykach zatrzymali, grzyby mogą jechać dalej.... Co za kraj...