Jednorazowe rękawiczki, maseczki, płyny do dezynfekcji. - Nie wiem, czy ta ochrona jest wystarczająca. Mimo zachowania wszelkich środków ostrożności, chyba jak każdy, obawiam się koronawirusa - mówi Paweł Czarnecki, kierowca ciężarówki
Zmagania z pandemią koronawirusa trwają. Transport odgrywa w tej walce jedną z najważniejszych ról. To dzięki firmom transportowym i kierowcom zarówno Polacy, jak i Europejczycy w innych krajach mogą nadal cieszyć się pełnymi półkami w sklepach.
W dogodnej sytuacji są ci, którzy w czasie pandemii mogą pracować zdalnie, minimalizując ryzyko zakażenia. Na ten komfort nie może sobie pozwolić Paweł Czarnecki, kierowca ciężarówki. Pokonuje tysiące kilometrów, by inni mogli normalnie funkcjonować. - Od kilku lat regularnie wyruszam w stałe trasy między Polską a Wielką Brytanią - mówi. Wyjazd trwa zazwyczaj 12-13 dni. W tym czasie Paweł musi załadować towar w kilku miejscach w Polsce, pokonać trasę przez Niemcy, Holandię, Belgię, Francję i przeprawić się promem na Wyspy. Tam rozładować towar, załadować nowy i wrócić do kraju.
Lubi swoją pracę. - Nie wyobrażam sobie robienia w życiu czegoś innego. Za kółkiem czuję się jak ryba w wodzie. Ciężarówka to mój drugi, a w zasadzie pierwszy dom. Tu spędzam zdecydowaną większość życia, a w czasie wyjazdów mieszkam w niej 24 godziny na dobę. Tu śpię, tu jem, tu gotuję, tu żyję - opowiada.
Tir, którym kieruje to nowoczesny Mercedes. Ma pneumatyczne zawieszenie i przestronną kabinę. - Dzięki temu jazda mniej mnie męczy. Poruszanie się w niej, jazda i życie jest względnie komfortowe - mówi kierowca. Kabina wyposażona jest m.in. w kuchenkę, lodówkę, dwie leżanki, dwa fotele i ogrzewanie postojowe.
Ostatnio uwagę przykuwa pudełko jednorazowych rękawiczek, maseczki ochronne oraz płyn do dezynfekcji. Przypominają o panującej na świecie pandemii. - Przyszło nam pracować w trudnych czasach. Udając się w podróż do minimum ograniczam kontakty z ludźmi - mówi. Co oznacza to w praktyce? - Na parkingach nie spotykam się z innymi kierowcami, jak to niegdyś bywało. Staram się nie brać udziału w załadunku i rozładunku towaru. Używam środków ochrony osobistej np. rękawiczek, maseczki oraz preparatu do dezynfekcji rąk, klamek, dowodu osobistego oraz kierownicy i kokpitu w tirze. Poza tym wożę ze sobą baniaki z wodą do mycia rąk. Zatrzymuję się na parkingach dla ciężarówek. Z kabiny wychodzę, kiedy jest to naprawdę konieczne - wymienia. Mimo wszystko zagrożenie istnieje. - Kontaktu nie da się do końca uniknąć. Muszę przecież przyjąć dokumenty, czy przekazać do wglądu na promie dowód osobisty - mówi.
Początkowo, gdy ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego, na granicach służby mierzyły temperaturę wszystkim kierowcom. - Przez to tworzyły się długie, wielokilometrowe kolejki. Paraliż drogowy spowodował, że służby szybko od tego pomysłu odstąpiły. W tej chwili tranzyt odbywa się normalnie. Kierowcy mogą swobodnie się przemieszczać - mówi. Pod tym względem stawiani są na równi z lekarzami czy naukowcami, którzy również mogą bez problemu przekraczać granice.
Na zachodzie widać wpływ szalejącej pandemii. - Jest na pewno mniejszy ruch na drogach, w miastach oraz na parkingach. Na przykład na największym parkingu w Londynie, gdzie zawsze ciężko o miejsce, tym razem udało mi się zaparkować bez problemu - mówi. Problemem jest fakt, że firmy i stacje benzynowe, zamiast wprowadzić środki zabezpieczające, zamykają łazienki, w których kierowcy do tej pory mogli się umyć. - Zamykają toalety i prysznice, bo nie chcą ich dezynfekować - mówi.
Praca kierowcy w dobie pandemii zmieniła się. Stała się bardziej ryzykowna niż dotychczas. - Obarczona była zawsze pewnym ryzykiem. Teraz niebezpieczeństwo jest jeszcze większe. Po drugie na giełdach daje się odczuć spadek liczby towarów. Po trzecie, podobnie jak w wielu branżach, także w transporcie pojawiła się niepewność, czy firmy nie będą się zamykać, czy przepływ towarów wciąż będzie się odbywał tak jak do tej pory - mówi Paweł.
Kierowcy zawodowi w transporcie międzynarodowym w tym kierowcy busów do 3,5 t i autobusów są zwolnieni z 14-dniowej kwarantanny po przekroczeniu granicy Polski. Czasy jazdy ciągłej bez przerwy zostały wydłużone z 4,5 do 5,5 godziny. - Chyba jak każdy, obawiam się zachorowania, ale pracować trzeba, by utrzymać rodzinę - mówi Paweł, który już za kilka dni znów opuści dom i rodzinę, by udać się w następny kurs.
Marlena Kuna
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze