Mówią o nich „ludzie żółwie”. Żyją powoli, ale potrafią być groźni zwłaszcza dla „białych”, których nazywają „pistaco”, czyli ten, który pije ludzką krew. Ojciec Grzegorz Sagan od 15 lat posługuje wśród południowoamerykańskich Indian
- Pojechałem tam, bo podobają mi się misje. Pracy jest dużo, bo dopiero zaczynamy „zasiewać ziarno wiary”, więc na efekty trzeba będzie poczekać – zaznacza o. Grzegorz. Zapału jednak zakonnikowi nie brakuje, choć początki wcale nie należały do przyjemnych. - Na powitanie Indianie podali mi masato, czyli napój z tapioki. W ten sposób sprawdzają przybysza. Musiałem go wypić. Chociaż był obrzydliwy, powiedziałem, że lepszego nie miałem w ustach. Wtedy dopiero mnie przyjęli – opowiada. Swoje świadectwo z pobytu wśród Indian o. Sagan opowiedział w niedzielę 22 wrześnie goszcząc w Rykach. Zakonnik na każdej Mszy św. wygłosił kazanie, w którym przybliżał tajniki swej misji. Zbierał też ofiary pieniężne w celu dalszego ewangelizowania peruwiańskich Indian. Jak przyznał w rozmowie z "Twoim Głosem" datki zostaną przeznaczone przede wszystkim na pokrycie kosztów podróży, które w tamtych rejonach są wysokie. Zwykle, aby dotrzeć do konkretnej wioski trzeba płynąć łodzią motorową, albo lecieć samolotem. Podróż nie zawsze bywa bezpieczna, dlatego zakonnik oprócz ofiar prosił rycką wspólnotę także o modlitwę. Więcej na temat misji o. Grzegorza można przeczytać w najnowszym numerze naszego tygodnika.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze