Układając wierzbowe pręty nadawali im wymyślony przez siebie kształt. Szerokie grono śmiałków spróbowało niełatwej stuki wyplatania wikliny
Do zapoznania się w praktyce z rękodziełem zachęcało jedno ze stoisk na dożynkach powiatowych w Rykach. Surowce i gotowe produkty wystawił mistrz w dziedzinie wikliniarstwa, właściciel pracowni „Drewienko” Jacek Wydrzyński z okolic Przemyśla. Regionalny artysta przekazał kilka cennych rad młodym i nieco starszym adeptom tej niełatwej sztuki.
Denko na początek
Jak przyznaje wikliniarz podstawą jest sprawność warsztatowa. - Najtrudniej jest opanować technikę i nauczyć się pracować dłońmi. To jest tak, jak z grą na gitarze, gdzie trzeba odpowiednio przyciskać struny. Z wikliną jest podobnie. Ważne, by się nie wysilać i robić wszystko z przyjemnością. Jeżeli opanujemy technikę, to w zasadzie nic nas nie ogranicza oprócz wyobraźni. Możemy wtedy zrobić, co chcemy – przekonuje Wydrzyński.Chętnych, by popróbować wikliniarstwa po raz pierwszy nie brakowało. Na śmiałków czekały moczące się w wodzie wierzbowe pręty, którymi instruktor raz po raz obdzielał warsztatowiczów. Jednak aby rozpocząć zabawę trzeba było nauczyć się podstaw techniki splotu. W tym względzie uczestnicy wybrali jeden z najpopularniejszych tzw. splot pełno pleciony. Jak należy się za niego zabrać, tłumaczył instruktor. Warsztatowicze zaś próbowali wykonać okrągłe denka do koszy. Wyplatali je zarówno młodzi, jak i starsi.
Ożywić ginący zawód
Mimo braku doświadczenia praca „kursantów” szła dość sprawnie. Potwierdza to sam instruktor. - Jestem pod wrażeniem. Ja zanim zrobiłem takie denka po raz pierwszy, musiałem próbować wiele razy – mówi Wydrzyński. Nowe zajęcie spodobało się również uczestnikom. - Wikliniarstwo to całkiem ciekawe zajęcie. Może spróbuję czegoś takiego w domu – przyznaje Anna Żaczek, która przyjechała na ryckie dożynki z Trojanowa.
Amatorzy zostali przeszkoleni dość dobrze tym bardziej, że mieli do czynienia z profesjonalistą. Jacek Wydrzyński zajmuje się bowiem rękodziełem od 20 lat. Jest absolwentem Małopolskiego Uniwersytetu Ludowego we Wzdowie, który kształci w dziedzinie ginących zawodów artystycznych. - Ja wybrałem rzeźbę i wikliniarstwo i uzyskałem z tego zakresu dyplomy czeladnicze. Ale nie robię rzeczy użytkowych, ale artystyczne, np. abażury. Ich piękno widać przy zapalonym świetle. Wtedy zaczynają grać swoim kształtem – opowiada artysta.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze