W okresie Wszystkich Świętych zapalamy znicze na grobach bliskich i modlimy się za ich dusze. Warto pamiętać o tych, którzy przez wiele lat pracowali na rzecz naszej małej ojczyzny. W minionym roku odeszli od nas

Ryszard Wojewódzki (1947-2018)
Znany, lubiany i ceniony nauczyciel. Niemal całe zawodowe życie spędził w Zespole Szkól Zawodowych nr 1 w Dęblinie. To tutaj uczył przedmiotów elektrycznych oraz informatyki. W "Pilnikach" spędził blisko 31 lat. Mimo, że w 2006 roku odszedł na emeryturę, to jeszcze przez trzy lata uczył swoich przedmiotów. - Kochał to co robił, a jego kochali wszyscy w szkole - mówi Jolanta Kiebzak, dyrektor ZSZ nr 1.
- Nam uczniom udowadniał, że to, że chodzimy do szkoły zawodowej, to zaszczyt - mówi Tomasz Jaśkowski, były uczeń Wojewódzkiego i obecny wicedyrektor ZSZ nr 1. - Uczył mnie automatyki i mimo, że nic nie pamiętam z tego przedmiotu, to jest jedyny zeszyt, jaki mam w domu z czasów szkoły. Tak naprawdę, to chodziliśmy nie na automatykę, ale do Rysia na lekcję. Tak przyciągał osobowością - dodaje.
To on pod koniec lat 80. stworzył pierwszą salę komputerową w szkole. - Zawsze się tym interesował mimo, że nie miał wykształcenia informatycznego - mówi Jolanta Kiebzak. W jednym z pomieszczeń na parterze stworzył nawet małą sieć lokalną opartą na polskich komputerach "Elwro".
Wiele osób pamięta Ryszarda Wojewódzkiego, jako starszego pana w kapeluszu. To jego nieodzowny element garderoby. Bardzo lubił rozmawiać z ludźmi. Gdy spotkał kogoś na ulicy, zawsze się zatrzymywał i zamieniał kilka słów lub opowiadał dowcip.
Zmarł 5 listopada 2018 roku. Miał 71 lat.

Henryk Skirgajło (1935-2019)
Autor książki "Moje syberyjskie zielone lata". Był jednym z niewielu żyjących w Dęblinie Sybiraków. - Henryk miał typowo wojskowy, silny charakter. Mimo choroby dzielnie przyjeżdżał na spotkania do Puław. Nigdy się nie skarżył. Robił swoje, choć na pewno było mu ciężko - wspomina Halina Ścibior, sekretarz Związku Sybiraków w Puławach.
Skirgajło chętnie spotykał się z młodzieżą, harcerzami, podchorążymi i mieszkańcami. Podczas prelekcji przybliżał słuchaczom rys historyczny Polski i Syberii za czasów Rosji carskiej i okresu sowieckiego.
Urodził się 7 kwietnia 1935 roku w województwie białostockim. W czerwcu 1941 r. 6-letni Henryk wraz z rodziną został deportowany na Syberię w rejon Chakasji. Na nieludzkiej ziemi spędził pięć lat. Do Polski wrócił z mamą i dwoma braćmi w 1946 r. Ukończył studia na wydziale geografii fizycznej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Życie związał z zawodową służbą wojskową. Przeszedł na emeryturę w stopniu podpułkownika. W rezerwie zajął się działalnością społeczną w Stowarzyszeniu Seniorów Lotnictwa Wojskowego w Dęblinie i Związku Sybiraków w Puławach.
Z inicjatywy Skirgajło na cmentarzu komunalnym w Dęblinie powstał obelisk poświęcony "Wiecznej Pamięci Zesłańcom Sybiru" oraz puławskie rondo Mariana Jonkajtysa, autora "Marszu Sybiraków".
Zmarł 2 stycznia 2019 roku. Miał 84 lata.

Jan Warowny ps. Waligóra (1926-2019)
Życiowa mądrość nestora rodu Warownych powodowała, że bez niego nie mogło odbyć się żadne, nie tylko rodzinne, wydarzenie. - Razem decydowaliśmy o wszystkim. Nawet podczas planowania domowych remontów zawsze jeździliśmy po radę do taty. A kiedy budowaliśmy firmę, w zakładzie przebywał dzień i noc - wspomina syn Waldemar.
Uchodził za pełnego humoru i życzliwości człowieka. - Zawsze zaczepił, zapytał, co słychać - mówi syn Waldemar. Nawet w podeszłym wieku był pełen wigoru. - Prawie do końca życia jeździł samochodem, mimo że mu to odradzaliśmy.
Jan Warowny urodził się w Nowej Dąbi. W czasie okupacji wraz z kolegami włączył się w nowo powstałe struktury Batalionów Chłopskich.
Po przejściu na emeryturę oddał się pracy społecznej. Przez ponad 20 lat przewodniczył Kołu Miejskiemu, a ostatnio Zarządowi Powiatowemu Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych w Rykach. Był wielokrotnie wyróżniany i odznaczany m.in.: "Medalem za wybitne zasługi dla Związku Kombatantów", medalem "Zwycięzcom 1945", "Zwycięstwa i Wolności" oraz "XXX-lecia Związku Żołnierzy Wojska Polskiego". Ostatnim otrzymanym wyróżnieniem był medal "Pro Patria".
Zmarł 15 lutego 2019 roku. Miał 93 lata.

Zbigniew Rafeld (1940-2019)
Wszyscy pamiętają go jako dobrego, oddanego swojej pracy wychowawcę, dyrektora i samorządowca. Pracę w "Korżyku" rozpoczął w 1963 roku. Został kierownikiem internatu. - Człowiek o niesamowitej kulturze osobistej. Każdego darzył szacunkiem. Potrafił, co u innych było rzadkością, przyznać się do błędu, przeprosić, jeśli nie miał racji - wspomina Waldemar Gąska, przedsiębiorca, a kiedyś wychowawca internatu.
Z "Mechanika" przeniósł się do "Ogólniaka". Od 1985 roku przez 5 lat był dyrektorem LO im. Marii Curie Skłodowskiej w Rykach.
Zaangażował się w życie społeczne Ryk. Od 1973 roku przez dwa lata był przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej i później od 1988 do 1989. W I kadencji samorządu został wiceprzewodniczącym rady, a w drugiej, w latach 1994-98, stał na czele rady miejskiej. - Nie sposób wymienić wszystkich jego zasług. Przewijają się w nich Jego dobre cechy charakteru: serdeczność, opanowanie, a przede wszystkim otwartość na ludzi, świat, młodzież, naszą gminę i jej sprawy - mówi Ryszard Bieńczyk, obecny przewodniczący RM. W latach 1983-86 był również prezesem Towarzystwa Przyjaciół Ryk.
W 2002 roku z ramienia PSL Zbigniew Rafeld został ponownie wybrany do rady miejskiej. - Bardzo sympatyczny i pracowity człowiek. Zależało mu bardzo na tym, żeby Ryki istniały i wyróżniały się w przestrzeni publicznej - wspomina Stanisław Jagiełło.
Zmarł 21 czerwca 2019 roku. Miał 79 lat.

ks. kan. Krzysztof Czyrka (1958-2019)
Pochodził z parafii Prochenki w dekanacie łosickim. Święcenia kapłańskie przyjął 23 czerwca 1984 r. Rozpoczął posługę jako wikariusz w Łukowie, a później Garwolinie, Białej Podlaskiej i Parczewie. Po 10 latach został mianowany proboszczem Dubeczna, a następnie Żeliszewa i Wisznic. Do Ryk przybył w sierpniu 2009 r.
W 2016 roku duchowni, którzy w trakcie seminarium byli powołani w czasach PRL do służby w wojsku, zostali awansowani na pierwszy stopień oficerski. Wśród nich był dziekan dekanatu ryckiego ks. kan. Krzysztof Czyrka. Otrzymał patent oficerski na stopień podporucznika rezerwy Wojska Polskiego.
Od listopada ub.r. przebywał w szpitalu. W trakcie leczenia wielokrotnie powracał do parafii, próbując podejmować, na miarę sił, posługę duszpasterską. Walkę z nowotworem przegrał na dzień przed 35. rocznicą święceń kapłańskich.
- Był wymagający dla siebie, księży i wiernych. W działaniach dla dobra parafii był bardzo konkretny i przewidujący. Dbał o piękno świątyń, w których posługiwał, cmentarzy i budynków parafialnych - zaznaczył podczas uroczystości pogrzebowych bp. Kazimierz Gurda, ordynariusz siedlecki.
Ks. Krzysztof potrafił współpracować z władzami samorządowymi i państwowymi dla dobra mieszkańców. Angażował się w życie społeczne. Także jako kapelan powiatowy straży pożarnej - Zawsze z radością spieszył do strażaków - mówi ks. kan. Andrzej Biernat, diecezjalny kapelan strażaków.
Zmarł 22 czerwca 2019 roku. Miał 61 lat.

Alicja Długosz (1947-2019)
Przewodniczyła dęblińskiemu klubowi "Aktywny Senior". Od lat zmagała się z chorobą nowotworową. Mimo cierpienia nigdy nie narzekała. - Cieszyła się życiem i łapała go pełnymi garściami. Była fantastyczną kobietą, zawsze uśmiechniętą i pełną empatii. Żyła aktywnie i dużo robiła dla innych - opowiada Krystyna Bębas. - Dzielnie walczyła do końca. Organizowała spotkania w klubie i zjazdy absolwentów LO - wspomina Kazimiera Zamojska.
Halina Serafin również przyjaźniła się z panią Alicją. Wspólnie tworzyły osiedlowy klub "Aktywny Senior". - Działam w nim od samego początku, kiedy było wśród nas kilka osób. Potem zbierało się nas coraz więcej, a Ala nam przewodziła - opowiada. - Wspaniale wszystkim zarządzała - dodaje.
Członkowie klubu seniora nie mogą się pogodzić z tak wielką stratą. Bożena Dąbrowska podziwiała swoją koleżankę za jej charyzmę i werwę. - Nadawała się na społecznika. Robiła tak wiele dla innych nie oczekując pochwały. Nadawałaby się na polityka do Sejmu, ale przypuszczam, że ona robiłaby to charytatywnie - wyjaśnia. Dodaje, że to dzięki niej w klubie gromadziło się wiele osób. - Z roku na rok przybywało chętnych. Ala dzwoniła i zapraszała na wieczory taneczne i ćwiczenia - mówi Bożena Dąbrowska.
Alicja Długosz pracowała w Wojskowych Zakładach Remontowych w Dęblinie od 1967 roku przez 6 lat. Następnie przez 31 lat w jednostce wojskowej w Stawach na stanowisku pracownik cywilny wojska.
Zmarła 7 sierpnia 2019 roku. Miała 72 lata.

Czesława Lipka (1945-2019)
Była najstarszą członkinią zespołu śpiewaczego "Babeczki" z Zawitały. Od kilku lat nie uczestniczyła w próbach i występach ze względu na stan zdrowia. - Kiedy zaśpiewałyśmy na Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym poinformowała nas, że musi zrezygnować . Było nam przykro, bo miała talent i piękny głos. Była mądrą kobietą. Jako najstarsza często dawała cenne życiowe rady - wspomina Anna Pośpiech, kierownik zespołu. - Miała ogromną widzę na temat lokalnej kultury i tradycji. Opowiadała o tym, jak wyglądała praca na roli i z jakim wysiłkiem kosiło się zboże i zbierało inne uprawy. Znała też wiele tradycyjnych ludowych pieśni i z chęcią przekazywała teksty - dodaje. Dzieliła się wiedzą kulinarną. - Potrafiła ugotować i upiec dosłownie wszystko. Robiła przepyszny chleb na żytnim zakwasie pieczony w piecu - wspomina pani Anna.
Pani Czesława miała duże gospodarstwo. - Na nim kilka hektarów upraw, a do tego kury, kaczki, krowy i świnie, ale mimo tego, nigdy nie narzekała na brak czasu - wspomina Grażyna Chadaj. - Wszystko było zrobione na czas. W domu porządek i na roli też. W kuchni obiad i ciasto. Była zaradna i świetnie zorganizowana - dodaje. Pani Grażyna przyznaje, że nauczyła się wiele od pani Czesławy. - To była dobra koleżanka. Lubiła śpiewać i cieszyła się, że jest w zespole, bo uwielbiała ludzi - dodaje Henryka Miłosz.
Zmarła 2 września 2019 roku. Miała 74 lata.

Jadwiga Tukendorf (1945-2019)
Była lekarzem z powołania. Osobą odpowiedzialną, pracowitą i bardzo wrażliwą. Jej szczególnym darem był łatwy kontakt ze współpracownikami i pacjentami. Szanowała swoich chorych podopiecznych. Oni odwzajemniali się tym samym. - Była niezmiernie sympatyczna. Zawsze wesoła i uśmiechnięta. Dla każdego miała dobre słowo. Żyła dla innych. Zawsze można było liczyć na jej wsparcie i bezinteresowność - wspomina burmistrz Ryk Jarosław Żaczek.
Urodziła się w Zamościu. Po szkole średniej rozpoczęła studia w Akademii Medycznej w Warszawie. Pracować zaczęła w Szpitalu Powiatowym w Garwolinie, gdzie ukończyła specjalizację w zakresie pediatrii.
W 1976 roku przeniosła się do Ryk. Tu przez ponad 40 lat pracowała w przychodniach i szpitalu powiatowym, w którym do 1999 r. była dyrektorem. Później pracowała w prywatnej przychodni. - Zawsze była oddana pacjentom, zwłaszcza dzieciom. Jako lekarz pediatra z dużym doświadczeniem zawodowym służyła radą i pomocą młodszym kolegom - mówi Janusz Gągała, współwłaściciel NZOZ Medivita.
Kilka miesięcy temu, już w okresie ciężkiej choroby, została członkiem Społecznego Komitetu Pomocy dla Szpitala Powiatowego w Rykach. Jadwiga Tukendorf włączała się w życie gminy. Była radną I, III i V kadencji. Współtworzyła razem z mężem Romanem środowisko ryckiej prawicy, Solidarności, Prawicowego Ruchu Samorządowego i PiS.
Zmarła 15 września 2019 roku. Miała 74 lata.

ks. prałat Stanisław Burzec (1934-2019)
W kapłaństwie przeżył 61 lat. Przybył do Ryk w 1990 roku. W 2005 roku przeszedł na emeryturę. Pozostał na plebani wśród swoich parafian.
Urodził się w Dawidach k. Parczewa. Święcenia przyjął z rąk bp Ignacego Świrskiego 29 czerwca 1958 r. Aby zostać księdzem, musiał użyć podstępu. Kiedy zbliżała się matura, każdy deklarował, na jakie studia chciałby iść. Wiedział, że wybierze seminarium, ale gdyby się do tego przyznał, nie zdałby matury. Powiedział więc nauczycielom, że pójdzie do szkoły górniczo-hutniczej.
Rycka parafia była Jego czwartym probostwem. Wcześniej duszpasterzował w Wytycznie, Sosnowicy i Włodawie. - Był taki zwykły, prosty, ale zawsze kulturalny. Wpatrzony w Boga. Zaangażowany i zainteresowany zbawieniem swoich parafian -- przypomina pochodzący z Ryk ks. Krzysztof Piórkowski.
Przez 15 lat posługi w Rykach ks. Stanisławowi udało się zrealizować wiele planów. To m.in. budowa kaplicy i liczne prace w kościele. Za wieloletnie zasługi Rada Miejska z okazji 60-lecia kapłaństwa przyznała mu honorowe obywatelstwo Ryk, a urząd marszałkowski odznaczenie "Zasłużony dla Województwa Lubelskiego".
- Szybko zyskał sobie uznanie i szacunek. Jego wewnętrzne ciepło, życzliwość, uśmiech i zwyczajna dobroć zjednały mu wielu przyjaciół. Przy tym wszystkim zawsze był człowiekiem, który łączył, a nie dzielił. Był otwarty na sprawy ludzi. Interesował się ich życiem i troskami, był zawsze chętny do pomocy - wspomina Jarosław Żaczek, burmistrz Ryk.
Zmarł 10 października 2019 roku. Miał 85 lat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze