2 lata i 4 miesiące minęły od katastrofy budowlanej na moście w Ogonowie (gm. Ryki). - Nadal nie mamy ani przejazdu, ani bezpiecznego przejścia na drugą stronę - mówi Marek Krzywiec. Właściciel stawu kolejny rok liczy też straty, bo nie może hodować ryb
Aż trudno uwierzyć, że jeszcze 3 lata temu w środku wsi był piękny staw, żyły w nim ryby, a po wodzie pływały łabędzie. Dziś wody nie ma, a dno stawu zarastają zarośla. - Ze stawu został małpi gaj. Jak to teraz doprowadzić do użytku i kto to sfinansuje? Nawet nie chcę myśleć, ile to może kosztować - rozkłada ręce Marek Krzywiec, właściciel stawu w Ogonowie. Jego współpracownik uważa, że potrzeba będzie sporo czasu, żeby staw doprowadzić do pełni używalności. - Kosimy to, pryskamy, ale wszystko odrasta. Jak będzie woda trzeba będzie wynajmować kosiarki pływające. 2-3 lata trzeba będzie z tym walczyć - mówi Henryk Szewczyk.
Żeby woda w końcu mogła pojawić się w stawie potrzebny jest most z możliwością piętrzenia wody.

...
To jest tylko fragment tekstu - jeśli chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium musisz wykupić dostęp.
Pozostało 89% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze