Reklama

Olek zmierza po zdrowie

Mówił mało, nie znał literek i nie potrafił pisać. Dziś już z daleka krzyczy "dzień dobry", a niebawem pójdzie do szkoły. 8-letni Aleksander z Ryk jest dowodem na to, że dzięki wytężonej pracy można pokonać rozwojowe zaburzenie

Afazja, bo o niej mowa dotyka coraz większej liczby osób w różnym wieku. Zwykle tego typu nieprawidłowości można było zaobserwować u dorosłych po udarze. Obecnie w grupie objętej ryzykiem znajdują się nawet kilkuletnie dzieci. Występująca u najmłodszych afazja rozwojowa nie jest jednak konsekwencją niepełnosprawności. Jej przyczyną są uszkodzenia niektórych struktur mózgowych o nieznanym przez specjalistów pochodzeniu.

Zmysły trzeba skoordynować

W przypadku Olka walka z afazją to ciągłe ćwiczenia. Zajęcia odbywają się w sali integracji sensorycznej, która od początku ubiegłego roku działa w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Rykach. Pod opieką terapeutki i mamy Agaty mały pacjent wytrwale korzysta z różnych znajdujących się tam urządzeń: piłek, materacy, huśtawek, beczek i równoważni. Do tego dochodzą zajęcia z logopedą, neurologopedą, pedagogiem i psychologiem. - Dzięki takiej wielospecjalistycznej terapii pobudzamy wszystkie sfery rozwojowe i integrujemy zmysły naszego pacjenta - przekonuje dyrektor Poradni Mirosława Brasławska-Haque.

Reklama

Terapia dziecka z afazją rozwojową jest bardzo długa i żmudna, ale niezbędna. Cykliczny program ćwiczeń na sali kosztuje Olka wiele wysiłku. Ale na tym rehabilitacja wcale się nie kończy. Jej dalszy ciąg odbywa się w domu. Tu rej wodzi pani Agata. Kobieta nauczyła się, jak pomagać swojemu dziecku. - Razem czytamy literki, sylaby i układamy je w wyrazy. Robimy też inne ćwiczenia. Olek kładzie się np. przy ścianie na plecach i ćwiczy z piłką. Tę samą piłkę wykorzystujemy jeszcze do masażu i robienia docisków, by zwiększyć napięcie mięśniowe - mówi.

Czasem zaskakuje wiedzą

Zaangażowanie i wytrwałość pani Agaty przynoszą konkretne rezultaty. Ale żeby je zaobserwować, trzeba było długo czekać. - Olek wypowiedział pierwsze słowa dopiero w 4 roku życia (zwykle następuje to w 1,5 roku). Z powodu nadwrażliwości słuchowej musiał powtarzać zerówkę - zauważa mama. A w przedszkolu też nie było mu łatwo. - Był nieśmiały, wycofany, stronił od grupy, nie brał udziału w zabawach i z trudem nawiązywał kontakty z dorosłymi - mówi kobieta. - A gdy Olek przyszedł pierwszy raz do Poradni, nie chciał się przywitać i chował się za mamą - dodaje dyrektor Poradni.

Reklama

Dziś sytuacja zmieniła się diametralnie. Zaczął czytać, choć jeszcze niedawno nie znał literek. Mówi nawet całe zdania i liczy do 50. - W przedszkolu otwiera się coraz bardziej na świat i ludzi. A czasem wręcz zaskakuje. Potrafi powiedzieć takie słowo, że panie same dziwią się, jak się go nauczył - opowiada mama. Różnice w zachowaniu Olka dostrzega też dyrektor Poradni - Zaczął sam inicjować rozmowę, zna zwroty grzecznościowe, a gdy przychodzi na zajęcia już z daleka krzyczy "dzień dobry" - zauważa Brasławska-Haque.

Warto diagnozować problem

Postępy dziecka są chlubą jego mamy, która zaznacza, że nie byłyby one możliwe bez pomocy ze strony Poradni. I choć w placówce można zdiagnozować problemy, z jakimi zmaga się dziecko, to często problemem jest, że rodzice zgłaszają się o pomoc zbyt późno lub mają trudności z akceptacją niepełnosprawności swojej pociechy. - A to ważne, bo im wcześniej zdiagnozujemy zaburzenie i rozpoczniemy terapię, tym większa jest szansa na lepsze funkcjonowanie dziecka w przyszłości - przekonuje dyrektor Brasławska-Haque. O tym, że to prawda może świadczyć historia Olka.

Reklama

 

Tomasz Kępka

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości