Reklama

Otworzył pierwszą prywatną aptekę w powiecie

Henryk Cuch z Dęblina jako farmaceuta przepracował pół wieku

 Pan Henryk, który na emeryturę odszedł w 2007 roku opowiada, że od małego interesował się zdrowiem. - Wychowałem się w Nowodworze. Najbliższa apteka była w Rykach. Ludzie musieli radzić sobie na własną rękę - wspomina. Z mamą Heleną zbierał zioła m.in. dziurawiec, piołun, czy lipę oraz bez. Do tego zawsze w domu był czosnek - naturalny antybiotyk. - Bańki, które stawialiśmy, gdy ktoś zachorował - dodaje.

Żona po fachu

Cuch skończył LO w Sobieszynie, a później studia farmaceutyczne na Akademii Medycznej w Lublinie. - Było sporo nauki. Nasze przedmioty to m.in chemia leków, organiczna i analityczna. Poza tym mikrobiologia, anatomia, fizjologia, czy toksykologia - tłumaczy. Do tego mnóstwo zajęć praktycznych. Pan Henryk wspomina, że odbywały się również w prosektorium. - Dziewczyny mdlały z przerażenia - opowiada. - Kiedy wracaliśmy z pracowni nasze fartuchy i ubrania przesiąkały substancjami, na których pracowaliśmy i inni studenci mówili do nas: "idzie farmacja" - śmieje się. Cuch mówi, że egzaminy zdawał za pierwszym razem. Kiedy był na trzecim roku odwiedził rodzinę w Dęblinie. - Poznałem moją przyszłą żonę, Bogusię, która właśnie zdała maturę i wybierała się do Bydgoszczy, by podjąć naukę w Technikum Farmaceutycznym. Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia - opowiada. - Była ubrana w harcerski strój. Miała piękne nogi - dodaje.

Reklama

Z Dęblina na Mazury

 - Na czwartym roku zrobiłem praktyki w aptece na ul. Warszawskiej w Dęblinie - opowiada Cuch. Wszystkie leki farmaceuci przyrządzali własnoręcznie w tzw. moździerzu. - Robiliśmy nawet wodę utlenioną i maść cynkową - tłumaczy. Po praktykach pan Henryk zatrudnił się w wojskowej aptece, gdzie został kierownikiem. - Każda apteka była państwowa, nie można było otwierać prywatnych działalności - wtrąca. Po dwóch latach znalazł ofertę pracy w Chorzelach  na Mazurach - 250 km od Dęblina. Rodzina zdecydowała się wyjechać. - Rozpoczęliśmy wspólną pracę z żoną. Byliśmy ze sobą dzień i noc, i nigdy się nie kłóciliśmy - opowiada. 

 Najlepszy prezent w życiu

- Ludziom żyło się znacznie trudniej, niż na naszym terenie. Byli biedniejsi i dlatego częściej chorowali m.in. na świerzb, a niekiedy mieli wszy - mówi Cuch. Opowiada jak pomógł wyleczyć schorzenie pewnej pani. - Była tak szczęśliwa i chciała mi podziękować, ale nie stać ją było na prezent. Podarowała samodzielnie upieczony, pachnący chleb - wspomina. - Położyłem go w samochodzie na tylnej półce. Jadąc z Mazur do Dęblina delektowałem się  zapachem. Przywiozłem podarek na świąteczny stół i wszyscy się nim zajadali - dodaje. W międzyczasie pan Henryk wciąż się dokształcał. - Aby otrzymać II stopień specjalizacji musiałem przejść szkolenie i napisać pracę o metabolizmie kilku leków w organizmie. Do tego  zdać egzamin ze znajomości dwóch języków - opowiada.

Reklama

Dieta i aktywność

Po 14 latach państwo Cuch zdecydowali się na powrót do Dęblina. Pan Henryk podjął pracę w aptece na ul. Warszawskiej u boku dr Andrzeja Hasse. - To zasłużony obywatel. Walczył na wojnie, a później zajmował się leczeniem ludzi. Wiele się od niego nauczyłem - mówi emerytowany farmaceuta. Po kilku latach został kierownikiem apteki, a w 1991 otworzył własny biznes. Apteka mieści się na ul. Okólnej. Początkowo pracował z tylko z żoną. - Nie było lekko. Nasza apteka była pierwszą prywatną w powiecie. Dwa razy w tygodniu jeździłem po towar do Lublina i raz do Warszawy. Nie było komputerów, więc zamówienia robiło się na poczcie przez telefon - wspomina Cuch.

Miód, czosnek i orzechy

Cuch interesuje się również medycyną niekonwencjonalną. - Na wiele schorzeń można stosować zioła, produkty żywnościowe i nie stosować farmakoterapii - mówi. - Miód, to skarbnica witamin. Poza tym ma działanie przeciwzapalne i wspomaga odporność - wyjaśnia Cuch. Farmaceuta poleca też czosnek, który również działa jak antybiotyk. - Robienie leków, to sztuka, jeśli zna się zasady, można kombinować. W taki sposób wyleczyłem swojego psa, Cezara, który ma 12 lat. Miał problemy skórne, więc robiłem maści na bazie gliceryny - tłumaczy. Oprócz medycyny pan Henryk pasjonuje się również astrologią, muzyką poważną, fotografią.

Reklama

 Obecnie schedę po tacie przejął syn Mirosław. - Pracuje  z żoną, Małgorzatą i zespołem. Z kolei drugi syn Dariusz jest lekarzem internistą, a jego żona pielęgniarką - mówi. - Kiedy spotykamy się przy rodzinnym stole, mamy wiele wspólnych tematów - kończy Henryk Cuch. 

 

 

Magdalena Grzelak

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2019-06-18 02:29:07

    Z tylko z żoną?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości