Ryszard Skrzypiec, czyli po prostu "Pan Rysio", chociaż nie był piłkarzem, to na Lubelszczyźnie jest chyba najbardziej rozpoznawalną postacią związaną z ryckim futbolem. 72-letni obecnie "Pan Rysio" był kierownikiem drużyny w ryckich klubach przez 34 lata.
W 1998 podczas uroczystych obchodów 70-lecia MKS Ryki Ryszard Skrzypiec otrzymał Złotą Odznakę Lubelskiego Związku Piłki Nożnej. Popularny Pan Rysio w swojej przygodzie z piłką był związany z nie tylko z MKS-em Ryki, ale przez 2 lata kierownikował w Auto-Mrozie Ryki.
Od bramkarza do kierownika drużyny
- W piłkę właściwie nie grałem - mówi Ryszard Skrzypiec - Zaliczyłem kilka epizodów w Ruchu Ryki w latach siedemdziesiątych. Byłem bramkarzem. Z tego okresu zapamiętałem jeden z występów w Dęblinie z Orlętami. Przegraliśmy wtedy chyba 2:3 ale byłem zadowolony z siebie, bo graliśmy przeciwko zawodnikom wywodzącym się z dużo lepszych klubów ze Ślaska, Łodzi czy Warszawy. Orlęta walczyły o II ligę. My byliśmy w A klasie. Ogólnie mecze derbowe czy to z Czarnymi Dęblin, Amatorem Leopoldów/Rososz czy Mazowszem Stężyca były zawsze dla mnie i piłkarzy jednymi z najważniejszych. Przy tej okazji nie mogę tu nie wspomnieć o swoim bracie Marianie, którego nazywaliśmy Lolkiem. On grał więcej ode mnie. Kiedyś bardzo chciał zagrać z Mazowszem w Stężycy, ale nie wystąpił w tym meczu, bo wcześniej wpadł do Łachy i trener mu zabronił.
Ryszard Skrzypiec w latach 70. pracował w Wojskowych Zakładach Naprawczych w Dęblinie. Potem przeniósł się do KPRB w Rykach, a następnie do Ursusa w Warszawie. Po wypadku w Ursusie przeszedł na rentę. Poważne złamanie nogi nie pozwoliło mu kontynuować pracy zawodowej i oczywiście sportowej. Do Ryk wrócił w 1984 roku. Już wtedy kręcił się przy klubie. Dwa lata później do stałej pracy namówił go Kazimierz Woźniak. Został wtedy gospodarzem klubu. Po kilku latach objął funkcję kierownika.
Trenerzy się zmieniali, a "Pan Rysio" był
Pomimo upływu lat Ryszard Skrzypiec pamięta wszystkich trenerów, z którymi przyszło mu współpracować.
- Kiedy zaczynałem, to trenerem był Mundek Marciniak - wspomina "Pan Rysio". - To wraz z nim do Ryk przyszli piłkarze z Puław. Potem byli Marek Nowak, Ryszard Szych, Jarosław Czupryn, Przemysław Tryboń, Radosław Gąsiorowski oraz nasi ryccy szkoleniowcy Krzysztof Marek, Paweł Warda i Robert Piotrowski. Każdy z nich miał inny charakter i inaczej prowadził zespół.
Znany z dużego temperamentu Skrzypiec nie zawsze był na ławce z trenerem i zawodnikami. Niektórym szkoleniowcom przeszkadzały "wskazówki'' kierownika i uwagi ,,rzucane'' zawodnikom w czasie meczów. Dlatego często "Pan Rysio" siedział na trybunach lub w strefie technicznej przy szatni.
- Wiadomo, że człowiek różnie reagował na grę piłkarzy - komentuje Ryszard Skrzypiec. - Jeszcze inaczej na decyzję sędziów. Nerwy często dawały znać o sobie. Ale nie tylko mnie. Nie miałem do nikogo pretensji gdy musiałem iść na trybuny. Do dziś pamiętam zachowanie Ryszarda Szycha trenera, który na ławce był zazwyczaj spokojny. Ale kiedyś eksplodował. Było to na treningu. W lidze zespół wtedy przegrywał. Jeden z "naszych'' kibiców z powodu porażek ubliżał zawodnikom i klubowi. W pewnym momencie Szych przewał trening. Podszedł do ogrodzenia, za którym stał ten kibic. Powalił go na ziemię i kilka razy kopnął w cztery litery. Potem ten pseudo fan przez kilka miesięcy nie pokazywał się na meczach i treningach.
Widział prawie wszystkie mecze MKSu i Mroza
Ryszard Skrzypiec był na prawie wszystkich meczach Auto Mroza i MKS-u. Podkreśla, że dużo zawdzięcza żonie Iwonie. Dziękuje jej za wyrozumiałość, cierpliwość i w pewnym sensie poświęcenie przez te 34 lata. I nie były to tylko mecze seniorów, ale również grup młodzieżowych. To "Pan Rysio" trzymał dyscyplinę na boisku i w szatni. Czasami większą niż sami trenerzy. Bo to od od niego zależało czy piłkarz młody lub stary dostanie piłkę, strój, czy buty na trening, jak zapomniał przynieść swoich. To "Pan Rysio" robił niezapomnianą pyszną herbatę na treningi zimowe.
- Piłka nożna dzieci tak naprawdę zaczęła się kiedy trenerami w klubie zostali Mariusz Nastalski, Paweł Warda i Sebastian Kozdrój - wspomina Ryszard Skrzypiec. - Wcześniej to była taka partyzantka. Nie ukrywam, że i ja kilka razy byłem "trenerem" juniorów. Pamiętam, jak kiedyś pojechałem z nimi na mecz do Bychawy. Naszych juniorów było tylko 8. W Bychawie było ich 16 miejscowych. To wstawiłem jednego chłopaka, który dawno był seniorem ale wyglądał jak młodzieniec. Strzelił on 2 gole a my wygraliśmy 2:1. Dziś trochę wstydzę się tego, ale czasu już się nie cofnie.
Rysia lubią i znają wszyscy
Porządek był znakiem firmowym kierownika. Do magazynu ze sprzętem i szatni nie każdy mógł wejść. Dlatego kiedyś bardzo go zabolało gdy jeden z zawodników spoza Ryk poinformował, że z szatni zginęły mu pieniądze. Wtedy Stanisław Mróz właściciel Auto-Mroza zapytał ile mu zginęło. Potem wyciągnął z portfela deklarowaną kwotę i dał ,,poszkodowanemu''. To był pierwszy i ostatni taki ,,przypadek'' w szatni zarządzanej przez Skrzypca. Z okresu pobytu w Mrozie wspomina jeszcze imprezy, które były ...po każdym meczu.
Choć Ryszard Skrzypiec od dwóch lat nie pełni już żadnej funkcji w klubie, a na meczach też widujemy go rzadziej to jego nieobecność została zauważona nie tylko w Rykach. O Skrzypca pytają prawie wszyscy, którzy go kiedyś spotkali. Nie ma piłkarza, który by go nie darzył sympatią. Jego otwartość, poczucie humoru, optymizm, pozytywne nastawienie do życia i ludzi oraz niesamowita miłość do piłki nożnej zdecydowanie gaszą jego ludzkie słabości i ułomności.
,,Byliśmy lepsi, ale przegraliśmy 1:5''
Niepowtarzalne dla rozmówcy są też dialogi ze Skrzypcem na temat meczów
Do klasyki weszły jego słowa:
,,Byliśmy lepsi, ale przegraliśmy 1:5''
,, Bo (tu pada nazwisko trenera przyp.aut) źle ustawił zespół. Ten powinien grać tu , tamten tam"' Gdy w odpowiedzi usłyszał,żeby on został trenerem z uśmiechem na twarzy stwierdził "Ale ja nie mam papierów''.
Kiedyś, po wysoko wygranym meczu jeden z kibiców stwierdził, że goli było... mało. Riposta Pana Rysia była natychmiastowa: "Mao to był w Chinach".
No i to słynne Panarysiowe "Zgodze, zgodze"...
Od pana Rysia piłkarze zawsze mogli pożyczyć pieniądze .Rysiu złoty pożycz pięć złoty na głupoty"". Zawsze pożyczał.
Skrzypiec przyznaje, że zdarzyło mu się parę wpadek. Zawsze największym problemem były karty zdrowia - mówi Skrzypiec -Kilka razy zdarzyło mi się ich zapomnieć. Ale zawsze udało się uniknąć poważnych konsekwencji. Nigdy nie zdarzyło mi się wpisać do protokołu zawodnika, przez którego zespół dostałby walkowera.
Podobno nie ma ludzi nie zastąpionych. Bez Rysia MKS jest ten sam ale nie taki sam. Wraz z odejściem Skrzypca z klubu odszedł pewien klimat i atmosfera, którą wprowadzał ten zasłużony działacz sportowy. A tego nie jest w stanie zastąpić nikt inny.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
NIe znam pana Rysia bo nie interesuje sie pilka, ale milo czyta sie takie artykuly o ludziach ktorzy maja jakies pasje, pomagaja innym i sa nawet jakims autorytetem w dzialce jaka wykonuja. Duzo zdrowia temu panu zycze i by nadal o nim pamietano. A redakcja moglaby wiecej pisac o takich ludziach a nie tylko o wypadkach.
NIe znam pana Rysia bo nie interesuje sie pilka, ale milo czyta sie takie artykuly o ludziach ktorzy maja jakies pasje, pomagaja innym i sa nawet jakims autorytetem w dzialce jaka wykonuja. Duzo zdrowia temu panu zycze i by nadal o nim pamietano. A redakcja moglaby wiecej pisac o takich ludziach a nie tylko o wypadkach.