Miała przeszło 80 lat, gdy po raz ostatni gościła w dawnym majątku Marchwickich. Sentymentalna podróż była jedną z bardziej wzruszających, jakie na przestrzeni lat odbyła po świecie Helena Szmeyko - Kowerska
W poprzednich numerach „Twojego Głosu” prezentowaliśmy historię życia ostatniej dziedziczki dóbr Ryki, córki Marty i Zdzisława Marchwickich herbu Ostoja, Sabiny Komierowskiej. Teraz przedstawiamy biografię jej siostry Heleny. Wojenne losy pchnęły ją do pięciu państw, w tym za ocean. Szczęście nie zawsze jej sprzyjało, ale nigdy nie straciła kontaktu z Polską i Rykami.
Helena przyszła na świat w Boże Narodzenie 1908 r. Pierwsze lata życia spędziła u boku rodziców w ryckim majątku. Długo nie nacieszyła się jednak beztroskim dzieciństwem. W wieku 7 lat straciła matkę i musiała podporządkować się kurateli Rady Familijnej. Ta zatroszczyła się o jej los w najdrobniejszych szczegółach. Ena, bo tak pieszczotliwie nazywali ją najbliżsi, trafiła do znanych, renomowanych szkół. Najpierw uczęszczała na prywatną pensję Cecylii Plater-Zyberkówny w Warszawie. Później aż do matury kształciła się gimnazjum ss. Niepokalanek w Szymanowie. Familia nie szczędziła też środków na dalszą edukację podopiecznej. Helena wyjechała za granicę i ukończyła Wyższą Szkołę Nauk Politycznych w Paryżu oraz uczelnię ekonomiczną w Londynie.
Jako wykształcona, młoda kobieta powróciła do Polski i rozpoczęła pracę w Polskim Radiu. Nieco później została zatrudniona w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. W nowym miejscu Ena poznała swoją miłość, dyplomatę i byłego konsula w Argentynie, Bohdana Szmeyko. Dobranej parze udało się wziąć ślub jeszcze przed wojną w Buenos Aires.
Błyskotliwą karierę u boku dyplomaty przerwał atak Niemiec na Polskę w 1939 r. Helena nie pozostała jednak długo w ogarniętym wojną kraju. Jeszcze we wrześniu wraz z mężem i teściową opuścili Polskę. Przedostali się w kolumnie rządowej przez granicę z Rumunią i po długiej podróży zatrzymali się w polskiej ambasadzie w Bukareszcie.
Dalsze wojenne losy Eny są znane dzięki listom, jakie wysyłała do przebywającego w Szkocji brata Zdzisława Marchwickiego. Wynika z nich, że zaraz po epizodzie rumuńskim małżeństwo trafiło do Francji. Tam już w listopadzie 1939 r. Szmeykowie zatrzymali się w polskiej ambasadzie w Paryżu. Żyli za pożyczone pieniądze czekając na ustabilizowanie sytuacji i przydział tymczasowej pracy w dyplomacji. Oczekiwania przyniosły skutek, bo mąż Bohdan został przydzielony prowizorycznie do konsulatu w Lyonie, choć niestety za marne pieniądze. Plusem było jednak to, że oboje znaleźli przyjemne mieszkanko. Ena chwaliła się nawet w listach, że gospodarują sami, że nauczyła się sprzątać, zmywać i innych pożytecznych rzeczy, a jej teściowa odkryła w sobie talenty kulinarne.
Pobyt w Lyonie miał jednak i dobre strony. ,,Biedujemy, ale humoru nie tracimy. Przekonałam się, że człowiek łatwo nagina się do każdych warunków” - pisała w liście Helena. Wręcz cieszyła się, że przebywa we Francji, a nie np. na placówce dyplomatycznej w Norwegii. „Do tych tchórzów Skandynawów mam obrzydzenie i wcale nie zmartwiłabym się, gdyby im Niemcy i Moskale dali wycisk. Wtedy skomląc przylecieliby do Aliantów po pomoc” - przyznawała bez ogródek. Nie mało radości przysporzyło też Enie odzyskanie kosztowności. Francuzi skonfiskowali je jak od każdego, kogo podejrzewali o pochodzenie żydowskie. Srebro, pierścionki i lustro udało się wykupić za pośrednictwem znajomej. Ale żeby akcja się udała, trzeba było przedstawić świadectwo aryjskości.
Z francuskiego okresu życia Eny można też dowiedzieć się nieco o losach pałacu w Rykach. Źródłem są oczywiście wspomnienie listy wysyłane do brata Zdzisława. ,,Dzierżawca Konarzewski w dalszym ciągu zarządza zbiorami i majątkiem. Niemcy zajęli cały dwór i zostawili Sabinie i Wackowi tylko jeden pokój” - pisała Helena. Jak się okazało, w tym samym czasie do Ryk zjechały dwie rodziny zaprzyjaźnione ze Szmeykami. W jednej była siostra Bohdana, Lidka Dobrogoyska, wyrzucona z Poznańskiego po tym, gdy jej mąż w 1939 r. zginął w bitwie pod Sochaczewem.
Po kilkunastu miesiącach pobytu w Lyonie, na przełomie 1940 i 1941 r. Helena z rodziną przenieśli się do Portugalii. Osiadli podobnie jak wielu innych Polaków w niewielkim miasteczku Ericeira k. Lizbony. Głównym problemem nowego miejsca, podobnie jak w Lyonie, okazał się brak pieniędzy. Na szczęście z pomocą małżonkom przyszło rodzeństwo: Zdzisław i Marcin. Choć nie powodziło im się najlepiej, starali się wysyłać ze Szkocji niewielkie, ale znaczące dla Eny kwoty. Sama operacja nie była łatwa, bo Wielka Brytania wprowadziła ogromne restrykcje. Żeby uzyskać pieniądze Ena musiała przedtem przesłać ofiarodawcom zaświadczenia z konsulatu brytyjskiego. Dopiero na ich podstawie bracia mogli uzyskać pozwolenie na transfer za granicę 6 £ miesięcznie.
Z listów Eny wynika, że największy kryzys finansowy mógł dotknąć Szmeyków w marcu 1941 r. „Do tej pory nie otrzymałam od Ciebie 8 £ wysłanych w styczniu. Jest nam bardzo ciężko. Na 3 osoby mamy miesięcznie 13/10 £, to jest po 4/10 £ na głowę na całe utrzymanie. Poza zapomogami z Komitetu nie mamy żadnych innych dochodów, więc trzeba się okropnie ścieśniać” - pisała wówczas do swojego brata Zdzisława.
Równie mocno jak brak pieniędzy doskwierała rodzinie bezczynność i niepewność jutra. Przyczyną lęku, zwłaszcza wśród Portugalczyków, było zajęcie przez Niemców Bułgarii. Aby się chronić przed ewentualną napaścią tubylcy zaczęli wyrzucać cudzoziemców dając im 30 dni na wyjazd. Represje spotkały m.in. liczną grupę Polaków. „Kto nie wyjedzie, ten idzie do kryminału. Już kilku naszych znajomych siedzi” - informowała w jednym z listów Ena. W takiej sytuacji nie mogło być mowy o jakimkolwiek zajęciu zarobkowym. Szmeykowie, jako dyplomaci, tym bardziej o pracy, zwłaszcza w zawodzie, musieli zapomnieć.
Z drugiej jednak strony przebywanie w Portugalii miało i pozytywne konsekwencje. Ten neutralny w wojnie kraj mógł swobodnie prowadzić wymianę listów z państwami zagarniętymi przez Niemców lub Związek Radziecki. Taką możliwość doskonale wykorzystała Helena. Kobieta stała się swego rodzaju „skrzynką przekaźnikową” dla listów od Sabiny z Ryk do Zdzisława w Szkocji i odwrotnie. Pomoc Eny była nieoceniona, bo żeby przekierować list musiała go przeadresować, włożyć do nowych kopert i nalepić nowe znaczki.
Maria Trzaskowska, Bogumiła Porowska, opr. Tomasz Kępka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze