Kierowca z Białorusi może odetchnąć. Od wczoraj jego ciężarówka załadowana towarem stała unieruchomiona w rowie przy drodze technicznej ekspresówki S17
Wczorajsza akcja pomocy drogowej nie przyniosła skutku. TIR jeszcze głębiej osunął się do rowu. Dziś około południa wznowiono akcję ratowniczą. Na pomoc trzeba było wezwać dodatkowy sprzęt w tym dźwig. - To była wyjątkowo trudna akcja ze względu na brak miejsca do manewrów holownikami - mówi Tadeusz Zarychta z firmy Eurocar ze Śniadówki. Żeby pomóc kierowcy z Białorusi pracowało trzy ciężkie holowniki. Wczoraj, gdy pracował jeden nie dał rady. Po kilku godzinach pracy drogowi ratownicy zrezygnowali. Dziś w południe firma Warowny z Dąbi Starej podjęła kolejną próbę wyciągnięcia TIR-a wspólnie z firmą Eurocar.
Precyzyjna robota
Operacja trwała długo. Potrzebna była precyzja mimo, że pracował potężny wielotonowy sprzęt. - Pośpiech był tu naprawdę niewskazany. Naczepa była mocno przechylona i groziło to przewróceniem. Trzeba było tak pracować, żeby coś się nie stało i nie narobić więcej szkód - mówi pan Tadeusz. Holowniki dosłownie centymetr po centymetrze wyciągały załadowaną 20-tonowym towarem naczepę z ciągnikiem siodłowym. Po około 2,5 godziny udało się. TIR stał bezpiecznie na asfalcie. Kierowca nie krył zadowolenia. Będzie mógł pojechać dalej. - Mam nadzieję, że będzie miał nauczkę i bardziej będzie zwracał uwagę na znaki drogowe, a nie tylko to co pokazuje nawigacja - podsumowuje Tadeusz Zarychta. Który podobnych akcji ma wiele na swoim zawodowym koncie.
Zamiast w lewo pojechał prosto
Białorusin wiózł towar do Radomia. W środę nad ranem na rondzie w Moszczance (gmina Ryki) zjechał w dawną drogę krajową k17 w kierunku Lublina. Na wysokości Sierskowoli droga przechodzi wiaduktem nad "ekspresówką" i dalej biegnie po jej wschodniej stronie. Kierowca popełnił błąd. Było jeszcze ciemno. zamiast na wiadukt pojechał prosto.
Problem w tym, że droga na prosto to droga techniczna i dojazdowa do pól. Po ok. 800-metrach właściwie kończy się. Stoi brama zamknięta na kłódkę. - Jechałem pierwszy raz tą trasą. Tak poprowadziła mnie nawigacja, żebym skręcił w ten zjazd - tłumaczy Białorusin. Kiedy zorientował się, że dalej nie pojedzie, zaczął myśleć jak wydostać się z pułapki. Początkowo zaczął cofać. - Było ciemno. Nic nie widziałem - opowiada. W pewnym momencie zrezygnował z cofania i postanowił zawrócić. Jak się później okazało, była to bardzo zła decyzja. Przede wszystkim nie ma tam miejsca, żeby bezpiecznie zawrócić potężną ciężarówką. Droga jest bardzo wąska a przy niej biegnie rów. Kierowca na końcu drogi skręcił w prawo. Próbował jeszcze tyłować, ale na nic się to zdało. Naczepa z 20-tonowym ładunkiem ugrzęzła w rowie.
"Ślepa droga"
To nie pierwszy przypadek, kiedy potężne TIR trafiają w "ślepą" uliczkę. Wszystko przez złe oznakowanie, które drogowcy wprowadzili w tym miejscu po oddaniu do użytku obwodnicy Ryk. Wynika z niego, że droga dojazdowa do pól ma pierwszeństwo przejazdu nad drogą krajową k-17 (obecnie droga wojewódzka). Tuż przed skrętem na wiadukt nad drogą ekspresową stoi znak, który informuje, że droga główna wiedzie prosto. Prosto do... lasu. Niewiele pomaga ustawiony niedawno dodatkowy znak informacyjny "ślepa droga".
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze