W samo południe, kilka zastępów straży gasiło pożar, który wybuchł na składowisku opon w zakładzie wulkanizacyjnym przy ulicy Warszawskiej w Rykach
Sytuacja błyskawicznie stawała się coraz groźniejsza. - Jeszcze pięć minut wcześniej przechodziłem tędy. Nic się takiego nie działo, co mogłoby świadczyć, że za chwilę zrobi się bardzo niebezpiecznie - mówi właściciel serwisu opon. Zbliżała się godzina 12:00 kiedy dyżurny ryckiej straży pożarnej otrzymał informacje o pożarze przy ulicy Warszawskiej. Kłęby czarnego dymu nad Rykami były widoczne z daleka. Natychmiast do akcji zadysponowano dwa zastępy straży. Na ratunek ruszyły również jednostki OSP w Ryk, Rososzy, Leopoldowa i Starego Bazanowa. Ogień pierwsi zauważyli pracownicy zakładu wulkanizacyjnego. Szybko chwycili za dostępne na zakładzie gaśnice, rozwinęli też węże z wodą. Było jednak jasne, że sami nie opanują ognia. Ten stawał się coraz większy. - Temperatura była bardzo duża. Nie można było bliżej podejść - relacjonuje właściciel serwisu. Akcję utrudniały dość silne podmuchy wiatru, który sprzyjał rozprzestrzenianiu się ognia na kolejne poukładane w rzędach opony.
W sumie w tym miejscu może ich być nawet kilkaset sztuk. Sytuacja była również o tyle trudna, że wszystko działo się zaledwie kilka metrów od budynku zakładu. Na miejsce przybył komendant powiatowy straży pożarnej. - Pierwsze informacje jakie do nas dotarły od osób tu na miejscu i tych, które przejeżdżały obok drogą mówiły o bardzo dużej ilości czarnego dymu, który zaczął unosić się nad zakładem. To od razu w oczach społeczeństwa budzi duży niepokój, bo z reguły są to typowe zdarzenia związane ze składowiskiem opon. Od razu zostały skierowane dość duże siły w pierwszym rzucie i bardzo słusznie, bo dzięki temu szybko udało się ten pożar opanować. Wszyscy pamiętamy jak w naszym powiecie nie tak dawno mieliśmy do czynienia z bardzo dużym i skomplikowanym pożarem składowiska opon. Wiemy jako strażacy, że są to zdarzenia, przy których działania ratunkowe mogą trwać nawet kilka godzin a nawet dni. Tutaj zadziałaliśmy bardzo szybko i już na bardzo wstępnym etapie pożaru udało się go ugasić - mówi st. bryg. Krzysztof Morawski.
Nieznana jest przyczyna pożaru. - Nie mam pojęcia co się mogło stać - rozkłada ręce właściciel serwisu opon. - Dowódca kierujący akcją ratunkową zbiera dane i niebawem określi wstępnie jaka mogła być przypuszczalna przyczyna zdarzenia - informuje komendant powiatowy straży. Wszyscy podkreślają, że najważniejsze, że nikt nie ucierpiał. Spłonęło około 20 dużych opon od samochodów ciężarowych. - To nie ma znaczenia, bardzo martwiliśmy się się o ludzi, którzy walczyli z ogniem w takich trudnych warunkach. Dziękujemy wszystkim strażakom za ogromne poświęcenie - mówi właściciel serwisu opon.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze