Reklama

Przez 12 godzin błąkał się po lesie. Znaleźli go uczniowie

05/11/2018 15:44
- Tata był przemoczony i zmarznięty. Bałam się o jego zdrowie i życie. Wyobrażałam sobie najgorsze - opowiada Ewa Stopka


Tata pani Ewy - 88 - letni Władysław Stopka z Podlodówki w minioną środę wyszedł na grzyby. Okolicę zna jak własną kieszeń. Mieszka tu od 40 lat. Mimo to zgubił się. - Szedłem tą drogą, co zwykle. Pies maszerował obok mnie - opowiada pan Władysław. -  Nagle gdzieś zniknął. Zaczął padać deszcz. Ruszyłem w kierunku domu - dodaje. To miał być krótki spacer. - Byłem pewny, że idę w dobrym kierunku, ale okazało się, że kręcę się w kółko. Miałem na sobie kurtkę, czapkę i kalosze, a nogi okropnie mi zmarzły - wspomina starszy pan. - Nie wziąłem telefonu, jedzenia i picia, bo wyszedłem na chwilę - dodaje.

Woda w kaloszach


Marsz przedłużył się do kilkunastu godzin. Sytuacja stawała się coraz gorsza, bo wiał silny wiatr i deszcz padał mocniej. - Byłem zmarznięty, przemoczony do suchej nitki i wykończony. Nie było nawet gdzie usiąść i odpocząć - tłumaczy pan Władysław. W lesie mężczyzna zobaczył znak - 500 m do dębu pamięci. - Dobrze znam to miejsce i ruszyłem w tym kierunku - oznajmia Stopka. Potem pan Władysław zobaczył zabudowania. Pukał do każdych drzwi. Bez odzewu. Kolejny dom. Ulga. - Otworzył mi młody chłopak. Zapytałem którędy dojść do Sobieszyna. Miał problem z wymową i nie zrozumiałem co mówi - opowiada 88-latek. Pomógł dopiero przechodzień. Pokazał drogę. Zaczęło się ściemniać.

Stopka szedł w kierunku świateł. Kilkakrotnie upadł w kałuże. Po ciężkiej przeprawie ok. 21 dotarł do szkoły na Brzozowej. - Tata ledwo szedł. Upadał i wstawał, więc ludzie myśleli, że jest pijany - mówi pani Ewa. - Zaopiekowali się nim dopiero uczniowie i pracownicy szkoły. Okryli kocami, położyli na kolana koty, które go ogrzały. Wezwali też pogotowanie - opowiada córka.

"Był blady i przemoczony"


Świadkiem zdarzenia byli opiekunowie internatu Łukasz Piątek i Marcin Augustynopolski. Tamtego wieczoru mieli dyżur. Opowiadają, że uczniowie, zgłosili, że ktoś próbuje dostać się do środka bocznym wejściem. - W sali trwał SKS. Za przeszklonymi drzwiami uczniowie ujrzeli człowieka - mówi pan Marcin. - Poszliśmy tam i zastaliśmy przemarzniętego i ledwo trzymającego się na nogach starszego mężczyznę. Miał strach w oczach. Był blady i widać, że dotarł tu resztami sił - wyjaśnia pan Łukasz. Mężczyźni zapytali przybysza jak się czuje i w jaki sposób znalazł się w tym miejscu. - Powiedział, że zgubił się w lesie i potrzebuje lekarza. Był wykończony - dodaje Piątek. Nauczyciele mówią, że zaprosili pana Władysława do środka i okryli kocami. Wezwali karetkę. - Wanda Nowak, która przyszła na dyżur poznała mężczyznę i zadzwoniła do jego sąsiadów. Ci zabrali go do domu, a na miejscu dotarła także córka. Cieszę się, że ten pan trafił do nas, bo inaczej mogłoby dojść do tragedii - kończą.

 O krok od tragedii


Władysław Stopka jest emerytowanym pilotem. - Mimo wieku tata jest rozsądny i samodzielny. Zawsze świetnie orientował się w terenie, bo to było konieczne kiedy był czynny zawodowo, ale widocznie przeszacował swoje możliwości - opowiada pani Ewa. Wyjście pana Władysława zarejestrowała kamera zamontowana na budynku. Dostęp do jej zapisów ma pani Ewa. Za pomocą telefonu komórkowego śledzi, co dzieje się w domu. - Nie mieszkam na miejscu, więc chce widzieć, czy u taty wszystko w porządku - opowiada. Jak wynika z nagrań Stopka wyszedł z domu o 9:30. - Byłam w pracy, kiedy zadzwonił telefon. Głos w słuchawce poinformował o zaistniałej sytuacji. Byłam przerażona i przyjechałam z Warszawy tak szybko, jak to możliwe. Miałam najgorsze myśli - tłumaczy. - Pomyślałam, co by było gdyby zasłabł i leżał sam w lesie - dodaje. Dzięki Bogu pan Władysław wyszedł z opresji bez szwanku. Nie ma nawet kataru. Na grzyby póki co się nie wybiera.

 

Magdalena Grzelak
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości