Reklama

Coca-cola i drożdżówka wyprowadzają się ze szkół

15/09/2015 20:00
Z początkiem września weszło w życie rozporządzenie ministra zdrowia. Dzieci w szkołach mają utrwalać zdrowe nawyki żywieniowe. Sklepiki nie mogą sprzedawać śmieciowego jedzenia, czyli zawierającego znaczne ilości składników niezalecanych dla rozwoju dzieci. W sklepikach nie są już dostępne chipsy, napoje wysoko słodzone, jedzenie typu fast food i instant.

Nowe przepisy ograniczają możliwość sprzedaży dzieciom i młodzieży żywności, do której dodawane są cukry i substancje słodzące, a także żywności o dużej zawartości tłuszczu lub soli. Promowane jest natomiast spożywanie warzyw, owoców i żywności bogatej w wapń oraz picie wody.

Musiała "zwinąć" interes

Marzena Dadas szkolny sklepik prowadziła od 10 lat. Przez nowe przepisy musiała "zwinąć" interes. - Opłacalność do tej pory jakaś była. Człowiek nie siedział w domu, pracował, miał kontakt z ludźmi - mówi pani Marzena. Jak się okazuje, dzieci też były zadowolone z funkcjonowania szkolnego sklepiku. - Szkoda, że sklepik został zamknięty. Wiadomo, że słodkiego nie jada się codziennie, ale czasem miało się ochotę na batonika lub drożdżówkę - mówi uczennica ryckiej "jedynki".

Pani Marzena, jak mówi, zawsze starała się dostosować się do wymagań i próśb uczniów. - Jeśli uczniowie mieli takie życzenie, to przywoziłam im jogurty, serki - mówi. Dodaje, że młodzież jest dojrzała i kupowała zdrowe produkty. - Od 1,5 roku nie było u mnie chipsów, czy napojów wysoko słodzonych. Przywoziłam w sezonie jabłka, banany, mandarynki, które dzieci lubiły - wymienia.

Marzena Dadas  po wejściu w życie ustawy rozważała dostosowanie się do obowiązujących zasad. Szybko jednak zrozumiała, że to nie takie proste. - Przeglądając listę produktów dozwolonych okazało się, że takich rzeczy nie ma w sprzedaży w hurtowniach. Ciężko dostać np. 5-gramowe paczki orzeszków, czy 330-mililitrowe butelki wody mineralnej - złości się.

Kanapki "na bogato"

W sklepikach mogłyby pojawić się zdrowe kanapki, ale sklepik pani Marzeny nie był przystosowany do ich przygotowania. Powinien być wyposażony w zlew dwukomorowy i kuchnię. - Jeśli miałabym przygotowywać zdrową kanapkę to musiałaby ona kosztować około 3,5 zł. A wiadomo, że nie każde dziecko byłoby stać na taki zakup - mówi nasza rozmówczyni. Zgodnie z nowymi przepisami kanapka sprzedawana w sklepiku szkolnym powinna zawierać pełnoziarniste pieczywo i świeże warzywa. Wędlina musi zawierać minimum 70 proc. mięsa i nie więcej niż 10 g tłuszczu w 100 g produktu. Kanapka nie powinna zawierać sosu i majonezu, jedynie keczup, ale nie byle jaki. Do przygotowania 100 g produktu nie można użyć mniej niż 120 g pomidorów.

Dzieci w sklepiku szkolnym lubiły kupować drożdżówki. Nasza bohaterka jeszcze we wrześniu pytała dzieci, czy jadłyby suszoną marchewkę lub owoce. - "Wolimy wyjść na przerwie do sklepu po drożdżówkę lub zapiekankę niż jeść zdrową żywność" - usłyszała w odpowiedzi.

"Ktoś na tym zarobi"

I tak też się dzieje. Dzieci, mimo zakazów, wychodzą podczas przerw poza teren szkoły. O nieszczęście nie trudno, zwłaszcza jeśli droga do sklepu prowadzi przez ruchliwą ulicę. Dyrektorzy szkół obawiają się o bezpieczeństwo uczniów.

Zdaniem naszej bohaterki, przyszłość szkolnych sklepików jest przesądzona. - Zmiany były pretekstem do zamknięcia sklepików i wprowadzenia czegoś nowego, na czym ktoś będzie zarabiał duże pieniądze - mówi. Zdaniem pani Marzeny sklepiki zastąpią automaty ze zdrową żywnością. - Ministerstwo, aby zapobiec otyłości wśród młodzieży, nie powinno likwidować sklepików, tylko pomyśleć o dofinansowaniu zajęć dodatkowych dla uczniów, które rozwijałyby pasje młodzieży - kończy.

Nowe przepisy będą obowiązywać we wszystkich typach szkół (od podstawowych do ponadgimnazjalnych) z wyjątkiem szkół dla dorosłych, a także w przedszkolach i w tzw. innych formach wychowania przedszkolnego (np. punktach przedszkolnych i klubach przedszkolaka). Żywności niedopuszczonej do sprzedaży w placówkach oświatowych nie będzie też można reklamować w tych placówkach i w ich pobliżu.

Dorota Ścibior, mama Oliwi

Zbyt rygorystyczne

Dobrze, że nie ma niezdrowego jedzenia, ale zaostrzenia są zbyt rygorystyczne. Powinny być wprowadzane stopniowo. Dla mnie najważniejsze było zlikwidowanie fast foodów

Agnieszka Pietruszewska, prezes stowarzyszenia eko-RESET

Lepsza kondycja

Myślę, że dzięki nowym przepisom wśród uczniów i przedszkolaków poprawi się kondycja zdrowotna i zmienią się pewne nawyki żywieniowe.

Mateusz Zapora, uczeń LO w Dęblinie

Każdy kupi, co zechce

To rozporządzenie to chory pomysł. W pobliżu mojego liceum jest około 3 sklepów, w których każdy i tak będzie mógł kupić to, na co ma ochotę.

Elżbieta Trzaskowska, dyrektor ZS nr 4 w Dęblinie

W rękach rodziców

Jeżeli rodzice nie nauczą dzieci jedzenia zdrowych posiłków, to będą one jadły śmieciowe jedzenie bez względu na to, czy sklepik szkolny będzie funkcjonował.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości