- Bezbramkowy remis po pierwszej połowie może wskazywać na wyrównany pojedynek - mówi Robert Pyrka, trener GSKS-u. - Jednak tak nie było. Mieliśmy przewagę, ale nie potrafiliśmy tego udokumentować. Mecz był zacięty, a moim zdaniem sędzia powinien częściej sięgać po żółte kartki by uspokoić sytuację na boisku. Druga część spotkania była już pod nasze dyktando. Zrobiliśmy kolejny krok do A klasy.
Kolejnym rywalem GSKS-u będzie KS Uniszowice. Trener Pyrka przyznaje, że to przeciwnik trudny, który w poprzednim sezonie zabierał punkty najlepszym.
Bracia w roli głównej
Przed spotkaniem z Gigantem Przytoczno Witold Łukasiak. trener Piekiełka, liczył, że ukaranego za czerwona kartkę Marcina Kuranta w bramce zastąpi Bartłomiej Masiczak. Jednak Bartka z meczu wyeliminowały sprawy rodzinne. Między słupkami musiał stanąć pomocnik Łukasz Masiczak, który tylko raz wyciągał piłkę z siatki. Jego bratu Damianowi nie pozostało nic innego jak grać w polu za dwóch i bronić honoru rodziny Masiczaków. Udokumentował to dwoma trafieniami i po trzech kolejkach jest liderem strzelców ekipy z Przykwy. Piekiełko całe spotkanie wygrało 5:1.
- Wynik mógł być zdecydowanie wyższy - mówi Witold Łukasiak. - To był najniższy wymiar kary dla Przytoczna.
W przewadze też nie wygrali
Orlęta Nowodwór po pierwszej połowie remisowały z Leokadiowem 1:1.W 48 minucie sędzia zawodów usunął z boiska zawodnika gości. W takiej sytuacji kibice liczyli na gole dla Orląt. Grając w przewadze gospodarze nie tylko jej nie wykorzystali ale dali sobie wbić gola, który odebrał im pierwszy punkt w B klasie.
- Cały czas się uczymy - mówi Konrad Woźniak, kierownik Orląt. - Jak na początkującą drużynę uważam, że idzie nam dobrze. Co mecz gramy lepiej. Dla nas tak naprawdę każdy mecz jest wygrany, bo porażka to kolejna lekcja na eliminowanie błędów w grze i droga do sukcesu.
Komentarze