- Nie chcę zwalać winy za naszą porażkę na arbitra, bo sami sobie jesteśmy winni tej przegranej - mówi Robert Piotrowski, trener Ruchu. - Ale to co sędzia wyprawiał, to więcej niż kabaret. Gwizdał według jakiś swoich, zupełnie innych niż normalne, przepisów. Mylił się i to na korzyść lub niekorzyść obu zespołów. Dość powiedzieć, że w pewnym momencie pokazał Motorkowi (Krzysztofi Gransztofowi - przyp. red.) drugą żółtą kartkę i... pozwolił mu dalej grać. Dopiero sędzia asystent zwrócił mu uwagę na tę pomyłkę. Poza tym karny, po którym straciliśmy pierwszego gola był, jak to się mówi "z kapelusza". Nawiasem mówiąc, to już czwarty mecz z rzędu, w którym sędziowie gwiżdżą "jedenastkę" przeciwko nam i drugi, w którym nie widzą faulu na naszym zawodniku w polu karnym rywali.
Na początku drugiej części spotkania ryczanie stworzyli sobie kilka okazji bramkowych, ale ich nie wykorzystali.
- Jak nie idzie na wyjazdach, to nie idzie - mówi Robert Piotrowski. - A żeby iść w górę tabeli, to trzeba zdobywać punkty nie tylko u siebie.
W najbliższą niedzielę ryczanie podejmować będą Piaskovię, która zajmuje drugie miejsce w V-ligowej tabeli.
- Z Piaskami zawsze ciężko się grało - mówi trener Piotrowski. - I czy to u nich, czy u nas. Niestety, w tym meczu będziemy mieć poważne problemy kadrowe, bo zabraknie Łukasza Chojaka, naszego bramkarza. Nie będzie też Sebastiana Prządki. Kilku zawodników ostatnio chorowało, lub było kontuzjowanych. Zobaczymy w niedzielę, jakim składem będę dysponował. Na pewno będziemy chcieli wygrać ten mecz.
Komentarze