Jeszcze przed przerwą Michał Sikora strzelił gola kontaktowego, a na niespełna 20 minut przed końcem spotkania wyrównał Bartłomiej Cichecki.
- W 90 minucie miałem szansę na zwycięską bramkę - opowiada Michał Sikora, kapitan Orląt. - Dostałem dobre podanie od Bartka Cicheckiego i strzeliłem z woleja. Niestety, tuż nad poprzeczką.
Dęblinianie źle weszli w mecz i szybko stracili gole. Pech nie opuszczał Orląt, bo w 28 minucie z powodu kontuzji boisko musiał opuścić Tomasz Sikora, najlepszy strzelec Orląt. Jednak w miarę upływu czasu gra dęblinian się poprawiała i zdobywali oni coraz większą przewagę.
- W drugiej połowie to my atakowaliśmy i stworzyliśmy sobie kilka niezłych okazji bramkowych - opowiada Michał Sikora. - Niestety, nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Mimo wszystko jestem zadowolony, że udało się nam podnieść i odrobić straty, choć przegrywaliśmy już 0:2.
Derby sąsiadów
W najbliższą sobotę (24.10.) Orlęta Dęblin zagrają w Stężycy z tamtejszym Mazowszem. Piłkarze obu drużyn dobrze się znają, bo w Mazowszu gra kilku graczy z Dęblina, a w Orlętach są piłkarze mający za sobą grę w Stężycy.
- Będziemy chcieli sprawić niespodziankę - zapowiada Michał Sikora. - Zdajemy sobie sprawę, że to Mazowsze jest faworytem, ale już w meczu z Amatorem pokazaliśmy, że potrafimy grać i wygrywać z mocnymi rywalami. Nie jesteśmy faworytami tego meczu, ale dzięki temu będziemy grać z mniejszą presją niż rywale.
- Wydaje się, że umiejętności piłkarskie są po naszej stronie - mówi Marcin Gajdziński, trener Mazowsza. - Jednak to nie znaczy, żem możemy zlekceważyć Orlęta, bo mogłoby to się dla nas źle skończyć. Mam nadzieję, że będę miał do dyspozycji wszystkich zawodników. Nadal walczymy o A klasę i będziemy chcieli zdobyć komplet punktów z Dęblinem. Musimy te punkty zdobyć.
Zwycięstwo z ostatniej akcji
- Z Wawelem mieliśmy przewagę, prowadziliśmy grę, ale to gospodarze pierwsi strzelili gola - opowiada Marcin Gajdziński. - I to chwilę po tym, jak nie wykorzystaliśmy rzutu karnego. Na szczęście przed przerwą udało się wyrównać. W drugiej połowie znowu my graliśmy, a Wąwolnica strzelała gole. Na szczęście udało się ich dogonić i na minutę przed końcem meczu Marcin Utnicki w zamieszaniu podbramkowym wepchnął piłkę do siatki dając nam wygraną.
- Zapomnieć o pierwszej połowie...
- powiedział Jarosław Prządka, trener Amatora Leopoldów/Rososz po meczu swojej drużyny z Cisami Nałęczów. I nic dziwnego, bo goście prowadzili już 3:1. Jeszcze przed przerwą Amator strzelił gola kontaktowego i na przerwę schodził z jednobramkową stratą. Zaraz po przerwie goście mieli znakomitą okazję na 4:2, ale piłka po strzale napastnika Cisów trafiła w słupek. Później na boisku rządzili gospodarze.
- Sędzia pokazał po czerwonej karce każdej z drużyn i na boisku zrobiło się więcej miejsca - mówi Jarosław Prządka. - My to wykorzystaliśmy i pewnie wygraliśmy mecz.
Komentarze