Pierwsza połowa w wykonaniu piłkarzy z Ryk była niemalże wzorcowa. Goście mieli olbrzymie problemy ze sforsowaniem niemalże bezbłędnie grającej w obronie drużyny Ruchu.
- Wreszcie zagraliśmy, tak jak sobie zakładaliśmy przed meczem - mówi Robert Piotrowski, trener Ruchu. - Twardo i konsekwentnie w obronie z wyprowadzaniem kontrataków. Goście nie wiedzieli, jak sobie z tym poradzić.
II połowa - chaos w Ruchu
Dużo gorzej wyglądała gra podopiecznych trenera Piotrowskiego po zmianie stron. A zwłaszcza na początku drugiej połowy. Wtedy to gracze Unii mocniej zaatakowali, częściej zaczęli stwarzać groźne sytuacje pod bramką Łukasza Chojaka. Natomiast ryczanie, zamiast zagrać z taką konsekwencją, jak w pierwszej części spotkania, zaczęli popełniać błędy, zamiast wybijać piłkę, to próbowali rozgrywać ją we własnym polu karnym. Efekt: w siedem minut po zmianie stron był już remis 2:2.
- Niestety, zamiast pilnować korzystnego wyniku, to rzuciliśmy się do przodu chcąc nastrzelać więcej goli - mówi trener Piotrowski. - To pozwoliło naszym rywalom wyrównać stan meczu i stwarzać kolejne groźne sytuacje. Poza tym dość szybko zaczęło brakować sił i niemalże połowa drużyny nadawała się do zmiany. tymczasem na ławce rezerwowych miałem dwóch Szlendaków: 38-letniego ojca Ireneusza i 16-letniego syna Marka.
Wracając do goli straconych przez Ruch, to trzeba powiedzieć, że trochę nie najlepiej zachowali się sędziowie tego meczu. W obu sytuacjach piłkarze z Wilkołazu pomagali sobie przyjąć piłkę ręką.
- Rozmawiałem z sędziami po meczu - mówi Robert Piotrowski. - Tłumaczyli, że w pierwszym przypadku zawodnik Unii miał rękę przy ciele, a w drugim został nastrzelony z 1 metra. Jednak nie potrafili wytłumaczyć, jak można mieć rękę przy ciele podczas biegu. Przecież to nienaturalne pozycja. A w drugim przypadku zawodnik Unii zatrzymuje piłkę ręką i strzela gola. Jak na "nastrzeloną" rękę, to dość skutecznie sobie zagrał futbolówkę.
4 mecz bez zwycięstwa
Po serii trzech porażek z rzędu ryczanie wreszcie zdobyli punkt. Ale nadal trwa ich seria spotkań bez wygranej. Czy uda się ją przełamać w wyjazdowym meczu z Dąbrowicą?
- Będzie ciężko, bo nie wiem, jakim składem będę dysponował w sobotę - mówi trener Piotrowski. - Do składu powinni wrócić Sebastian Prządka i Paweł Mierzwa, powinien dołączyć wreszcie Błażej Siwek. Niestety, nadal za czerwoną kartkę pauzować będzie Krzysztof Gransztof, nie wiadomo, co z Rafałem Wociem, który przed dwoma ostatnimi meczami miał gorączkę. Postaramy się powalczyć o zwycięstwo, a jak będzie, to zobaczymy.
Komentarze