Marek Niezgoda został królem polowania podczas VI Hubertusa Nadwiślańskiego. Jako jedyny spośród 280 myśliwych ustrzelił jelenia byka
26 października Stężyca stała się stolicą nadwiślańskiego myślistwa. Do kompleksu Wyspa Wisła zjechali myśliwi z 14 kół łowieckich z Dęblina, Ryk, Stężycy, Garwolina i Lublina. Podczas sobotniego polowania święty Hubert okazał się hojny. Obdarzył podopiecznych dobrą pogodą i zwierzyną, co dobrze wróży na nadchodzące miesiące. Tzw. hubertowiny zwiastują początek łowów zbiorowych. - To dzień uroczysty, z bogatą tradycją, podczas którego wspomina się św. Huberta, patrona wszystkich myśliwych - mówi Marek Michalik, prezes Koła Łowieckiego „Diana”, które było organizatorem wydarzenia.
Święto rozpoczęło się o godzinie 6:30. O oprawę muzyczną zadbał zespół sygnalistów myśliwskich „Akteon”. To studenci Wydziału Leśnego Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Podczas zbiórki czterech nowych myśliwych złożyło ślubowanie. Panowie przyklękli na lewe kolano, w lewej ręce trzymali broń. Ich opiekunowie położyli prawą rękę na ramieniu. Nowi adepci myślistwa powtarzali słowa przysięgi za Bartłomiejem Kurkusem, łowczym okręgowym z Siedlec.
Jednym z nich jest Maciej Niezgoda - Do wstąpienia w szeregi myśliwych skłoniła mnie tradycja rodzinna i chęć przebywania na łonie natury - mówi Maciej, który przyjechał na polowanie wraz z tatą, który został Królem Polowania. - Do tej pory obserwowałem jego pasję, od dziś i ja będę polował. To niezwykłe uczucie - dodaje.
Droga, by stać się myśliwym, nie jest łatwa. Najpierw trzeba odbyć staż w kole. Trwa on co najmniej dwa lata. Następnie koło kieruje na kurs, który trwa od tygodnia do dwóch. Odbywa się w regionalnej siedzibie Polskiego Związku Łowieckiego. Później jest egzamin państwowy, po którym można wystąpić o pozwolenie na broń do prowadzenia łowów. Dziś świeżo upieczony myśliwy będzie strzelał z broni, którą dostał dwa tygodnie temu. - To jest dubeltówka produkcji rosyjskiej – informuje myśliwy.
Przed udaniem się na łowy wśród myśliwych panował radosny nastrój. Zanim członkowie poszczególnych kół rozjechali się w wyznaczone miejsca, mieli chwilę na wymianę doświadczeń, i rozmowę z „Twoim Głosem”.
- Poluję od 50 lat. Zacząłem w wieku 18 lat. Dziś mam polującego syna i wnuka. Ktoś powiedział, że człowiek bez pasji żyje krócej. To jest dla mnie odskocznia od pracy zawodowej - mówi Andrzej Barczak z Lublina.
Z kolei Grzegorz Baran pochodzi z Borowia koło Stoczka Łukowskiego. Myśliwym został w 1995 roku. - Miałam wtedy 19 lat. Przejąłem pasję po dziadku i ojcu. Mam córkę 20 lat i syna 19 lat, którzy też już są zapisani do Polskiego Związku Łowieckiego - mówi pan Grzegorz. Do tej pory najbardziej dumny jest z upolowanego jelenia byka obustronnie koronnego. - Upolowanie byka to jest adrenalina. Po strzale do takiego jelenia myśliwy musi odczekać kilka minut, żeby zejść z ambony, bo nogi robią się z waty. Można spaść. Jeśli ktoś ma chore serce, to lepiej popatrzeć, a nie strzelać. Rzadko który myśliwy się odważy strzelić do takiej zwierzyny. Ja się odważyłem. To jest przeżycie, które pamiętać będę do końca życia. Raz w życiu warto spróbować - mówi. Pan Grzegorz zwraca uwagę, że po latach u myśliwych zmienia się nastawienie do polowań. - Młodzi się nakręcają, bo chcą ustrzelić. Z wiekiem człowiek dojrzewa do pewnych spraw. Ja w tej chwili wolę puścić zwierzynę, popatrzeć na nią - kończy Grzegorz Baran.
Zenon Stelmaszek to doświadczony myśliwy. Poluje od 42 lat. Na co dzień w Kole Łowieckim „Diana”. Pochodzi z Dęblina. Czym jest dla niego Hubertus i myślistwo? - Hubertus to ważna sprawa. Podsumowanie całego roku i inauguracja nowego sezonu polowań. A myślistwo, jako pasja, to ucieczka od codzienności. Przyroda interesowała mnie od dziecka. Mam również dwóch polujących braci - mówi pan Zenon. Myśliwy na przestrzeni lat dostrzega, że ilość i rodzaj zwierzyny zmienia się. - Jedne gatunki giną, innych przyrost jest większy. Gruba zwierzyna się nie daje, była i jest. Jest coraz więcej jelenia i dzika - zauważa.
Hubertusowe polowanie zakończyło się około godziny 14:30. Potem myśliwi zjechali na teren kompleksu, by podsumować kilkugodzinne łowy.
Aleksander Hołodniak uczestniczy w Hubertusie Nadwiślańskim od pierwszej jego edycji. - Polowałem zaraz przy Wiśle, na wysokości Kozienic. Pogoda była bardzo dobra. I na polach uprawnych i na nieużytkach i w lesie zwierzyny było sporo. Niektórzy mieli to szczęście, że ustrzelili. Kolega na przykład upolował lisa. Dzięki temu będziemy mieć choćby więcej bażantów, bo lis jest drapieżnikiem i drobną zwierzynę wyjada - mówi pan Aleksander. Mężczyzna dwa lata temu skończył studia na SGGW. Należał wówczas do zespołu sygnalistów myśliwskich. Gra na rogu, inaczej mówiąc sygnałówce myśliwskiej. - Dziś wykorzystywałem go podczas polowania na zbiórkę, powitanie gości, podczas pędzeń. To nieodłączny element gospodarki łowieckiej i myślistwa. Sygnały łowieckie sięgają swoją tradycją do czasów prehistorycznych - opowiada.
Hubert Talarowski podczas polowania wykorzystywał swoje dwa psy. - Psy podczas polowania zajmują miejsce naganiaczy. Kierując się swoim instynktem łatwiej znajdują zwierzynę. Ich zadaniem jest wypędzenie zwierzyny z krzaków. Dziś też się dobrze spisały. Przeprowadza się szkolenia dla psów, ale dużo zależy od genów - mówi pan Hubert.
O 15:30 przyszedł czas podsumowania łowów. Myśliwi wzięli udział w popołudniowej zbiórce. - W VI Hubertusie Nadwiślańskim udział wzięło 280 myśliwych, 25 psów myśliwskich, 12 podkładaczy. W wyniku polowania pozyskaliśmy jelenia byka, 3 jelenie łanie, jelenia cielę, 7 dzików, 11 lisów - podsumował Marek Michalik.
Królem polowania został Marek Niezgoda, który pozyskał jelenia byka. I wicekrólem został Marek Kępa, który pozyskał łanię i cielaka, II wicekrólem został Robert Tomaszkiewicz, który pozyskał łanię. Królem pudlarzy został Marian Flis. Myśliwy pudłował dwoma strzałami do byka. Król otrzymał pamiątkową statuetkę, wszyscy zaś medale i upominki.
Król polowania Marek Niezgoda pochodzi z miejscowości Elżbietów (gm. Trojanów). Poluje w Kole Łowieckim „Bażant”. W Hubertusie Nadwiślańskim uczestniczy od 6 lat. To jego pierwszy tak duży sukces w tej imprezie. -W tym roku św. Hubert darzył akurat mi. Nagonka płoszy zwierzynę na linii myśliwych, a Hubert zdarza, na którego myśliwego jaka zwierzyna wyjdzie - mówi. Panu Markowi podczas polowań zarówno zbiorowych, jak i indywidualnych, zawsze towarzyszą ogromne emocje. - Jeśli jakikolwiek zwierz wychodzi, to są ogromne emocje i adrenalina - opisuje król polowania. Pan Marek jest myśliwym od 15 lat. To jego pasja. Poluje z broni myśliwskiej - kniejówki. - To broń kombinowana. Ma dwie lufy. Jedna jest gwintowana i śrutowa. Koledzy się śmieją, że rzadko pudłuję. Jak zwierzę się pojawi, to przyceluję i oddaję trafny strzał - mówi Niezgoda. - Wielu ekologów uważa, że jesteśmy barbarzyńcami. Jeśli nie ma naturalnych wrogów dla niektórej zwierzyny, to myśliwy pozostaje regulatorem. Myśliwi dbają o przyrodę. Wszyscy widzą sam strzał. My jeździmy od wczesnej wiosny uprawiamy poletka, żeby zwierzyna miała pożywienie - zaznacza pan Marek.
Prezes "Diany" nie ukrywa zadowolenia z imprezy. - Jestem szczęśliwy, że dopisała frekwencja. Impreza się rozrasta. Było najpierw kilka kół, teraz jest 14. Mamy nadzieję, że za rok będzie jeszcze więcej. To promocja ziemi stężyckiej, zasobów kulinarnych, turystycznych i łowieckich – mówi Marek Michalik. Jak ocenia dzisiejsze polowanie? - Hubert nam darzy, bo w tym roku w naszym kole zostało pozyskane najwięcej zwierzyny - mówi. Pan Marek zwraca uwagę na to, że zmienia się rodzaj pozyskiwanej zwierzyny. -O ile wcześniej na polowaniach zbiorowych nie trafiały się jelenie, o tyle teraz jest ich coraz więcej. Mniej jest za to dzików - dodaje. Zdaniem Marka Michalika to efekt zakrojonej na szeroką skalę walki z ASF i zmasowanego odstrzału tych zwierząt. - Dziś pozyskaliśmy 7 sztuk dzika, a bywało, zanim pojawił się ASF, że było 20 - 30 sztuk - kończy.
Myśliwi rozpoczęli sezon polowań. VI Hubertusa Nadwiślańskiego zakończyła biesiada.
Marek Niezgoda, Koło Łowieckie „Bażant”
Nie jesteśmy barbarzyńcami
Wielu ekologów uważa, że jesteśmy barbarzyńcami. Jeśli nie ma naturalnych wrogów dla niektórej zwierzyny, to myśliwy pozostaje regulatorem. Myśliwi dbają o przyrodę. Wszyscy widzą sam strzał. My jeździmy od wczesnej wiosny uprawiamy poletka, żeby zwierzyna miała pożywienie
Maciej Niezgoda, Koło Łowieckie „Bażant”
Dziś będę polował
Do wstąpienia w szeregi myśliwych skłoniła mnie tradycja rodzinna i chęć przebywania na łonie natury. Do tej pory obserwowałem pasję mojego taty. Dziś i ja będę polował. To niezwykłe uczucie.
Zenon Stelmaszek, Koło Łowieckie "Diana
Ucieczka od codzienności
Hubertus to ważna sprawa. Podsumowanie całego roku i inauguracja nowego sezonu polowań. A myślistwo, jako pasja, to ucieczka od codzienności
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
skandal
Nie zabijaj! Co to za święty co jest patronem ludzi co strzelają do zwierząt... Tylko Greenpeace
jak zwyrodniałym trzeba być, zeby dla przyjemności zabijać inne stworzenie - i jeszcze to w ten sposób opisywac i namawiać młodych ludzi do zabijania!!!
To obdarzył? śmiercią niewinnego pięknego zwierzęcia. Może lepszy tytuł by się zdał
skandal
Nie zabijaj! Co to za święty co jest patronem ludzi co strzelają do zwierząt... Tylko Greenpeace
jak zwyrodniałym trzeba być, zeby dla przyjemności zabijać inne stworzenie - i jeszcze to w ten sposób opisywac i namawiać młodych ludzi do zabijania!!!