Rodzicielstwo zastępcze to dla jednych chrześcijańska misja, dla drugich chęć dzielenia się miłością z tymi, którzy jej najbardziej potrzebują
Dziesiątki rodzin powiatu ryckiego podejmuje na co dzień trud wychowywania dzieci w rodzinnie zastępczej. Z myślą o nich Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie wraz ze starostwem 5 czerwca zorganizowało Dzień Rodzicielstwa Zastępczego. W zakątkach ogrodu pokazowego "Daglezja na Zielonej" w Rykach wspólne popołudnie spędziło 38 osób.
Większość z goszczących na spotkaniu rodzin to małżonkowie, którzy zdecydowali się na objęcie opieką swoich wnuków. Do tego grona zaliczają się choćby Barbara i Jerzy Włodarczykowie z gminy Ułęż. Od kwietnia stali się rodzicami zastępczymi dla czworga dzieci. - Nasza synowa nie chciała się nimi opiekować. W ostatniej chwili udało nam się je ocalić przed wywiezieniem do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Dzięki szybkiej reakcji sądu i PCPR, dzieci zostały przydzielone nam – przyznaje pani Barbara.
Podobny obraz wyłania się z opowieści Grażyny i Mieczysława Jakubców z gminy Kłoczew. Oboje już od kilku lat pełnią funkcję rodziny zastępczej dla swojej wnuczki Lenki. Dziewczynka została porzucona przez mamę, czyli synową państwa Jakubców, w szpitalu zaraz po porodzie. - Koleje losu sprawiły, że nie mogła jej wychować. Syn i jego partnerka też nie zajęli się małą. Ale nie oceniamy ich decyzji - mówią małżonkowie. Pani Grażyna z mężem postanowili przyjąć i wychować Lenkę. - To nasze oczko w głowie. Zżyliśmy się z nią bardzo i staramy się zrobić wszystko, by była szczęśliwa – tłumaczą Jakubcowie. Bardzo silna więź wytworzyła się zwłaszcza między dziewczynką, a panem Mieczysławem. - Gdy tylko Lenka się obudzi, jej pierwsze słowa to "Gdzie jest mój dziadzio?" - zauważa pani Grażyna.
Rodzin z podobną historią jest w okolicy więcej. Według danych PCPR w Rykach, na koniec maja liczba małżeństw realizujących pieczę zastępczą sięgnęła 40. Spośród nich warto zwrócić uwagę na jedno. To małżonkowie Maria i Włodzimierz Kośla z Dęblina. Oboje od dwudziestu lat są zawodową rodziną zastępczą. W ciągu tego czasu przez ich dom "przewinęło się" 11 dzieci. I choć wiele z nich już się usamodzielniło, to przybrani rodzice nadal mają z nimi dobry kontakt. Według państwa Koślów w takiej postawie nie ma nic nadzwyczajnego. - Czynimy to z czysto chrześcijańskich pobudek. Należymy do Kościoła ewangelików. Chcemy służyć ludziom, a to rodzaj powołania – przekonuje pani Maria.
Środowe spotkanie w "Daglezji" było okazją do podziękowania właśnie takim rodzicom. Słów uprzejmości nie szczędziła im dyrektor PCPR. - Ciężko pracujecie przez całą dobę. Przyjmujecie dzieci obarczone przykrymi doświadczeniami, które potrzebują więzi i zaufania. Dzięki wam nie muszą one zmieniać środowiska, w jakim żyją i mogą być wychowywane w rodzinie. A w efekcie wyrastają na bardzo wartościowych ludzi – zauważa Teresa Flak. Szefowa PCPR zachęciła jednocześnie, aby w szeregi rodzin zastępczych wstępowały kolejne małżeństwa, bo niestety lista oczekujących rodzin jest pusta.
40 – tyle rodzin pełni funkcję rodziny zastępczej
50 – łączna liczba dzieci przyjętych przez rodziny
3 – tyle dzieci obecnie przebywa w placówce opiekuńczo-wychowawczej (Hajnówka)
24 – ilość rodzin spokrewnionych (wychowują dzieci swoich krewnych)
14 – ilość rodzin niespokrewnionych (wychowują dzieci obce)
1 – ilość rodzin zawodowych
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze