Poznali się ponad pół wieku temu i wciąż nie mogą bez siebie żyć. Dziś są wzorem dla rodziny i znajomych
Sześć małżeństw z gminy Ułęż świętowało jubileusz złotych godów. Taka okazja zdarza się tylko raz i nie każdemu los pozwala jej doczekać. Małżonkowie wypowiedzieli słowa przysięgi małżeńskiej, by wspomnieć dzień, w którym powiedzieli sobie sakramentalne "tak". Jubilaci otrzymali m.in. życzenia od wójt Barbary Pawlak oraz medale przyznane przez prezydenta Andrzeja Dudę, okolicznościowe listy gratulacyjne i kwiaty.
Wśród nich Anna i Wojciech Kawkowie z Korzeniowa. Poznali się, gdy pan Wojciech pracował u rodziców swojej przyszłej wybranki serca. - Byłem traktorzystą i dostałem zlecenie wywozu obornika na pole. Ania wsiadła ze mną do ciągnika i miała wskazać drogę, ale chyba się zapatrzyła we mnie i z tego wszystkiego pomyliła trasę i zaprowadziła mnie na działkę, nie należącą do niej. Musiałem cofać i kręcić - śmieje się pan Wojciech. Ale dzięki temu wspólna przejażdżka trwała dłużej. - Mogliśmy się sobą choć trochę nacieszyć. Moja przyszła żona miała porwaną pończochę i bacznie przyglądałem się jej nogom. Od razu mi się spodobała i bardzo polubiłem jej mamę. Była pracowita, miła, potrafiła śpiewać, była rozsądna i piękna, więc pomyślałem, że taka sama będzie córka. Dobrze czułem się w jej domu - dodaje. Po pierwszym spotkaniu były również kolejne. - Byliśmy na zabawie w Sarnach i zaczęło między nami iskrzyć - opowiada pan Wojciech.
Młodzi uznali, że nie mogą bez siebie żyć. Postanowili, że dalej przez życie będą kroczyć wspólnie. - Ania powiedziała, że po półtora roku spotykania, albo bierzemy ślub, albo kończymy tę znajomość. Nie miałem wyjścia, musiałem się zgodzić - żartuje nasz rozmówca. Ślub odbył się 5 kwietnia 1970 roku w Rykach. - Byliśmy szczęśliwi. Miałam piękną, długą suknię, szytą na zamówienie - wyznaje pani Anna. - Mąż spodobał mi się, bo był wysoki, przystojny, grzeczny, pracowity i uczynny - dodaje. Wesele odbyło się w domu rodzinnym pani młodej w Moszczance. Małżeństwo doczekało się sześciorga dzieci. To Mirosław, Janusz, Agnieszka, Paweł, Barbara i Marta. Jest również 12 wnucząt. To Bartek, Mateusz, Piotr, Dominik, Piotr, Paulina, Maciej, Natalia, Daria, Kornelia, Julka i Dawid. - Mamy wspaniałą rodzinę i możemy wzajemnie na siebie liczyć. Lubimy razem spędzać święta, ale jest nas coraz więcej i coraz trudniej się pomieścić. Z pewnością niedługo pojawią się prawnuki - mówi Anna Kawka.
Jubilacji przyznają, że życie ich nie rozpieszczało, ale zawsze trzymali się razem. - Opiekowaliśmy się rodzicami mojej mamy, budowaliśmy dom, mieliśmy gospodarstwo, a ja pracowałem zawodowo na dwóch etatach. Żona opiekowała się dziećmi i często brakowało czasu i sił, ale wszystko przeszliśmy - wyznaje pan Wojciech. - Najważniejsze jest wsparcie, zrozumienie oraz miłość - podsumowują małżonkowie.
Regina i Stanisław Jóźwikowie z Białek Dolnych po raz pierwszy natknęli się na siebie w drodze do autobusu. - Mieszkałam w Białkach Górnych u babci i chodziłam na pieszo do autobusu, a mój przyszły mąż dojeżdżał do Ryk. Wiele razy wspomina, że często mnie widywał i wpadłam mu w oko - opowiada pani Regina. - Pewnego dnia zaszedł do nas, żeby napić się wody. Potem byliśmy na tej samej zabawie harcerskiej w Rykach, ale z innymi osobami towarzyszącymi. Przetańczyliśmy całą noc i od tej pory naszą relację zaczęliśmy budować na poważnie - dodaje. Po dwóch latach odbył się ślub w sobieszyńskim kościele. Państwo Jóźwikowie na zawsze zapamiętają datę 17 października 1970 roku. Młodzi doczekali się dwójki dzieci. To Tomasz i Ewa. Jest też pięcioro wnuków - Natalia, Joanna, Ala, Tomek i Marysia.
Po latach życia w związku małżonkowie zgodnie przyznają, że najważniejsze jest skupienie się na sobie nawzajem i budowanie dobrych relacji. - Trzeba się uzupełniać i dzielić obowiązkami. Nie goniliśmy za pieniądzem, a staraliśmy się spędzać wspólnie czas, choć nie było łatwo, bo pracowałam jako dyrektor szkoły w Białkach. Staraliśmy się dużo wyjeżdżać, zwiedzać i pokazywać dzieciom świat - wyjaśnia pani Regina. Jóźwikowie wciąż podróżują. - Byliśmy już m.in. w Hiszpanii, Egipcie, Tunezji, Litwie, Łotwie, Ukrainie, Szwajcarii, Włoszech, Chorwacji, Krymie, a teraz marzymy, żeby polecieć do Turcji - wyjaśnia pan Stanisław. Poza tym małżeństwo spędza wolny czas w gronie przyjaciół z Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów w Rykach. - Posiadamy też niewielką działkę i uprawiamy własne warzywa i owoce. Aktywnie spędzamy czas i nie ma mowy o nudzie - podkreślają małżonkowie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze