Ubrania, zabawki, a nawet pompki do rowerów z łatwością znajdowały nowych nabywców. Pierwsza rycka "garażówka” przy ul. Szkolnej spotkała się z zainteresowaniem sprzedających, jak i kupujących
W minioną sobotę od rana do popołudnia jedno z podwórek Gminnej Spółdzielni zamieniło się w mini targowisko. Okoliczni wystawcy oferowali klientom mniejsze i większe przedmioty nie tylko codziennego użytku. Dominowały rzeczy „z drugiej ręki”.
Używane, ale jak nowe
Aneta Filipek z Kletni przywiozła ze sobą kosmetyki i książki. Zwykle handluje nimi na giełdzie w Słomczynie, ale tym razem postanowiła pokazać je w swojej okolicy. - Byłam nastawiona na wymianę, ale okazało się, że lepiej idzie sprzedaż - zauważa pani Aneta.
Wśród szerokiego wyboru asortymentu na pierwszy plan wybijała się jednak odzież. Własny kram z nowymi i używanymi ubraniami wystawiła Aleksandra Stonio. - Mam głównie małe rozmiary, więc niewiele udaje się sprzedać, ale zainteresowanie jest duże jak na pierwszy raz - przyznaje mieszkanka Ryk. Na handel używaną odzieżą postawiła także mieszkająca na co dzień w Rykach Karolina Mitek. - Ubranka są po moich dzieciach, ale myślę że jeszcze komuś mogą się przydać i przynieść zadowolenie mi i nabywcy - podkreśla pani Karolina.
Przyciągały niskie ceny
Klienci na wyprzedaży dopisali. Już od godz. 9 plac tętnił życiem. - Często bywam w takich miejscach. Zwykle nie nastawiam się na zakup konkretnej rzeczy, ale zdarza się że na coś trafię - mówi pochodzący z Ryk Kamil Krogulec. Mimo, że panu Kamilowi nie udało się nic „upolować”, to z zakupami w rękach bazarek opuścili Jaś i Ignacy Gałka. Chłopcy przyszli razem z tatą i spodobały im się zabawki.
Do skorzystania z podwórkowego targowiska przyciągały niskie ceny. Chociaż dominowały przedmioty warte kilkanaście złotych, to niektóre można było kupić płacąc zaledwie dwuzłotówką. Ale takie było założenie organizatorów. - Wtedy łatwiej znajdzie się nabywca - przekonuje Michał Mazur. Wyjątek cenowy stanowiła tylko niemiecka "harmona" z 1987 r. warta 550 zł.
Spotkania raz w miesiącu?
Nowa inicjatywa przypadła do gustu mieszkańcom. - To dobry sposób na integrację społeczności - zauważa Krogulec.
- Warto coś takiego organizować. Myślałam o tym sama, ale brakowało mi czasu, by się tym zająć - przyznaje Stonio.
Wypowiedzi innych uczestników też sugerują, że pomysł ma szansę na rozwój. - Spodobało mi się i myślę, że przyjadę tu z własnymi rzeczami, bo mam ich w domu zbyt wiele - zdradza pani Agnieszka z Żelechowa.
A co na temat dalszych losów „garażówki” sądzą pomysłodawcy? - Ludzie pytają, czy będzie to robione częściej. Myślę, że temat wart jest przemyślenia - zauważa Michał Mazur.
Tomasz Kępka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
"garażówka" ??? czy"pchli targ" !!! a może warto sprawdzić znaczenie tych określeń.
"garażówka" ??? czy"pchli targ" !!! a może warto sprawdzić znaczenie tych określeń.