Dzięki Jego pasji dziś możemy zobaczyć, jak zmieniały się Ryki począwszy od lat 50-tych. Przeprowadził wiele fotograficznych interwencji, dotyczących głównie miejsc pamięci. Przez kilka lat współpracował z naszą redakcją, gdzie na łamach „Twojego Głosu” (wcześniej „Naszej Gminy Ryki”) zwracał uwagę na ważne dla miasta tematy
Henryk Moniszko zmarł w środę, 17 listopada. Przeżył 82 lata. Msza żałobna odprawiona zostanie 22 listopada (poniedziałek) o godz. 14 w kaplicy cmentarnej w Rykach. Po nabożeństwie kondukt przejdzie do grobu na cmentarzu parafialnym.
W październiku 2009 roku, na łamach „Twojego Głosu”, ukazał się tekst „Człowiek z aparatem”. Poniżej przytaczamy artykuł autorstwa Agnieszki Leszko o - jak sam siebie określał pan Henryk - "fotoamatorze od 1956 roku".
Chętnie fotografuje Ryki, z którymi czuje się bardzo związany. Swoją przygodę z oglądaniem świata przez obiektyw Henryk Moniszko rozpoczął ponad 60 lat temu
Ryki
Przyznaje, że to jego miejsce na ziemi. Mieszka tu od wczesnego dzieciństwa. Jako dziesięciolatek na pięć lat wyjeżdża z rodziną do Krosna Odrzańskiego. Tam podejmuje decyzję o nauce w Szkole Łączności w Poznaniu. W czerwcu 1956 roku, od razu po skończeniu szkoły, tuż przed stłumionymi krwawo przez komunistów protestami robotników zakładów im Cegielskiego, wyjeżdża z Poznania. Oczywiście do Ryk. Rozpoczyna pracę w Telekomunikacji Polskiej, w której będzie zatrudniony aż do emerytury w 1997 roku. Zakłada rodzinę. Tutaj rodzi się troje jego dzieci. Nie licząc zasadniczej służby wojskowej, którą odbył w Gdyni, nigdy Ryk na dłużej nie opuszcza.
Aparaty
Fotografować chciał od zawsze. Twierdzi, że ma wrodzoną skłonność do robienia zdjęć. Nic dziwnego zatem, że jednym z pierwszych jego zakupów jest Fenix I, pierwszy powojenny aparat małoobrazkowy sztywnej konstrukcji. Wkrótce dokupuje powiększalnik. Marzy jednak o doskonalszym sprzęcie. Marzenie spełnia się w 1960 roku, podczas pobytu w wojsku. Za odłożone wcześniej pieniądze kupuje sobie lustrzankę - radziecki aparat fotograficzny, Zenit-C. Potem pojawiają się kolejne aparaty lustrzanki i na szerokie filmy Pentacon six z dodatkowymi obiektywami, kolejne powiększalniki i wreszcie - dający ogromne możliwości, aparat cyfrowy.
Inżynier Fitzner i ksiądz Piotrowski
Początkowo zajmuje się głównie fotografią rodzinną, uwieczniając familijne uroczystości i sytuacje dnia codziennego. Świadczy też, za niewielką opłatą, usługi fotograficzne dla znajomych. Zdarza mu się również fotografować skutki wypadków drogowych. Wkrótce jednak daje się ogarnąć pasji dokumentowania lokalnej architektury. Dziś wyznaje, że u początków tej pasji było zlecenie, które dostał od architekta Ryszarda Fitznera, kierownika Wydziału Architektury i Budownictwa w Rykach. Dotyczyło ono wykonania 36 zdjęć starej i nowej zabudowy miasta. Korzyść z umowy była obustronna: inżynier Fitzner otrzymał dokumentację potrzebną do planów urbanistycznych, a Henryk Moniszko, nie tylko zarobił parę groszy, ale też złapał bakcyla fotografowania rodzinnego miasta. Przy okazji poznał też peerelowską brzydotę budowlaną. Zaczął rejestrować dokonujące się w mieście zmiany: budowę zakładu „Hortex” i popularnej „Jubilatki” czy zniszczony przez pożar pałacyk, w którym mieściła się wówczas „budowlanka”. W jego prywatnym archiwum można dziś znaleźć wiele fotografii przedstawiających obiekty, których już nie ma, jak choćby kamienice i drewniane chaty w miejscu, w którym stoi dziś pawilon handlowy i „Biedronka” czy drewnianą chatę naprzeciwko przedszkola na ul. Szkolnej. Tylko na tych zdjęciach można jeszcze znaleźć cząstkę klimatu dawnych Ryk.
Równie znacząca, co znajomość z inż. Fitznerem, staje się współpraca z ryckim proboszczem, ks. Marianem Piotrowskim, który, jako osoba wyczulona na kwestie estetyczne, często konsultował się z architektami wnętrz. Od 1969 roku Henryk Moniszko angażuje się w opiekę nad technicznymi urządzeniami w kościele, a zwłaszcza, jako specjalista od łączności, nad systemem nagłośnienia świątyni. Ks. Piotrowski, widząc, że ma do czynienia z człowiekiem z fotograficzną pasją, zachęca go do dokumentowania wystroju kościoła i uroczystości kościelnych. Tak powstają zapisy świątecznych liturgii, procesji, wizyt biskupich. Zdjęcia te trafiają do kroniki parafialnej.
Jednak nie tylko architektura użytkowa czy sakralna pociąga Henryka Moniszko, ale również wszystkie miejsca w jakikolwiek sposób ważne dla historii miasta. Przynależność do Towarzystwa Przyjaciół Ryk jest naturalną konsekwencją jego przywiązania do rodzinnej miejscowości. Interesuje się historią Ryk, również tą żydowską, pamiętając, że potomkowie Abrahama jeszcze niedawno stanowili większość ludności miasta. Swym aparatem rejestruje pomniki i miejsca zabytkowe, jak choćby nagrobek Wacława Kundzicza, poległego w czasie okupacji ryckiego policjanta czy skwerek przy ul. Szkolnej, usytuowany w miejscu dawnego kościoła pw. św. Jakuba.
Fotograficzne interwencje
Właśnie z dokumentacją miejsc pamięci wiążą się fotograficzne interwencje Henryka Moniszko. W Rykach znany jest z tego, że upomina się o poszanowanie dla kirkutu. Jego zdjęcia, ilustrujące rozjechaną przez pseudorajdowców ziemię żydowskiego cmentarza nad Buksą, są mocnym wyrzutem sumienia. We współpracy z historykiem i pasjonatem Ryk Ryszardem Makulcem sfotografował wystające z ziemi na terenie skwerku przy ul. Szkolnej ludzkie kości. Dzięki temu teren dawnego przykościelnego cmentarza został zabezpieczony.
Swym aparatem wychwytuje również wszelkie bieżące absurdy lub architektoniczne niedoróbki czy zaniedbania, a umieszczając je w Internecie, zwraca uwagę na konieczność zmian.
Refleksje fotoamatora
Właściciel kilku pudeł negatywów i kolorowych slajdów zajmujących dużą część niewielkiego mieszkania podkreśla, że nie jest fotografem, ale fotoamatorem. Umiejętność fotografowania w dużym stopniu zawdzięcza lekturze książek. W oglądanie rzeczywistości przez obiektyw wkłada wiele pasji. Chętnie dzieli się swą wiedzą z innymi. W latach 60. prowadził nawet kółko fotograficzne przy szkole podstawowej w Rykach. Coraz częściej wraca do starych zdjęć. W ubiegłym roku po latach zasiadł za powiększalnikiem w domowej łazience jako „ciemni” i wykonał wiele czarno - białych odbitek.
Jego marzeniem jest skaner do negatywów, dzięki któremu mógłby zapisać cyfrowo duży zbiór negatywów i slajdów. Na tych kliszach zapisana jest trudna do odnalezienia gdzie indziej przeszłość.
Chce dalej robić zdjęcia, bo lubi, jak się coś w Rykach dzieje, coś zmienia. Dziś twierdzi, że w przeszłości za dużo fotografował ludzi, a za mało miejsc, ulegając złudzeniu, że ludzie przemijają, a miejsca - nie. Teraz wie, że również one mają swój, wart utrwalenia, krótki żywot.
Fot. Archiwum Henryka Moniszko
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Znałem Pana Henryka osobiście. Dzięki niemu zainteresowałem się elektroniką. Oczywiście lampową. Było to 55 lat temu. Niech Bóg ma go w opiece.
Znałem Pana Henryka osobiście. Dzięki niemu zainteresowałem się elektroniką. Oczywiście lampową. Było to 55 lat temu. Niech Bóg ma go w opiece.