Do tragedii doszło dziś około godz. 16 w Żabiance (gm. Ułęż)
Policja została wezwana na interwencję. Byk zaatakował gospodarza. Na miejsce przyjechali również ratownicy medyczni oraz zastępy straży pożarnej. Rannemu mężczyźnie pomocy udzielili ratownicy medyczni. Niestety nie udało się uratować jego życia.
Prawdopodobnie gospodarz prowadził zwierzę do wodopoju. Z nieznanych przyczyn byk zaatakował mężczyznę. Rogami przebił mu jamę brzuszną. Później zwierzę wróciło na posesję.
Agresywnemu bykowi podano lek uspokajający. Został związany linami. Na miejscu pracują policjanci i strażacy. Czekają na przyjazd prokuratora.
Do Żabianki przyjechała również wójt Barbara Pawlak. Jak udało nam się ustalić, jest zgoda weterynarii na przemieszczenie zwierzęcia. Być może ktoś z rodziny zmarłego zaopiekuje się inwentarzem.



Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Gospodarz był osobą samotną i niezaradną. Ale był jednocześnie życzliwym dla innych i lubiącym kontakty z ludźmi. Niestety zwykle był odrzucany i wyśmiewany przez społeczność lokalną. Żył w obiektywnie bardzo trudnych warunkach. Miewał kłopoty z kontrolowaniem złości. Te wybuchy agresywności rzutowały też na jego relacje z hodowanym zwierzęciem, które rosło w siłę i zyskiwało na agresywności. Właściciel zdawał się tego nie rozumieć i nie dostrzegać rosnącej potęgi byka. Gospodarz, pomimo braku zapasów siana i otrzymywanych życzliwych rad, aby spieniężyć przychówek, nie decydował się na to. Niestety, zapłacił za swoją niefrasobliwość najwyższą cenę. Bez sensu i niepotrzebnie. Nigdy nie otrzymał pomocy od lokalnej społeczności i zainteresowania lokalnych władz. O tym też należy wspomnieć. Może tam, gdzie trafił będzie miał trochę lepiej niż tu, gdzie mieszkał.
Po pierwsze to może być choroba wściekłych krów, a po piąte to nie zabijaj.
Gospodarz był osobą samotną i niezaradną. Ale był jednocześnie życzliwym dla innych i lubiącym kontakty z ludźmi. Niestety zwykle był odrzucany i wyśmiewany przez społeczność lokalną. Żył w obiektywnie bardzo trudnych warunkach. Miewał kłopoty z kontrolowaniem złości. Te wybuchy agresywności rzutowały też na jego relacje z hodowanym zwierzęciem, które rosło w siłę i zyskiwało na agresywności. Właściciel zdawał się tego nie rozumieć i nie dostrzegać rosnącej potęgi byka. Gospodarz, pomimo braku zapasów siana i otrzymywanych życzliwych rad, aby spieniężyć przychówek, nie decydował się na to. Niestety, zapłacił za swoją niefrasobliwość najwyższą cenę. Bez sensu i niepotrzebnie. Nigdy nie otrzymał pomocy od lokalnej społeczności i zainteresowania lokalnych władz. O tym też należy wspomnieć. Może tam, gdzie trafił będzie miał trochę lepiej niż tu, gdzie mieszkał.
Po pierwsze to może być choroba wściekłych krów, a po piąte to nie zabijaj.