Martyna Ochal z Kłoczewa hoduje alpaki. - Nie mogą żyć samotnie, bo to zwierzęta stadne, więc na początek kupiłam "dwóch chłopaków". Mam nadzieję, że już niedługo będę miła ich więcej - zapowiada
Pani Martyna od 4 lat pracuje jako nauczycielka w jednym z warszawskich przedszkoli. To właśnie tu zaczęła się jej przygoda z tymi zwierzętami. - Na spotkanie z dziećmi dwa lata temu przyjeżdżał hodowca z alpakami. Zauroczyły mnie te zwierzęta. Pomyślałam, że kiedyś sobie takie kupię - opowiada. Marzenie się spełniło. Na dużej działce w rodzinnym domu pani Martyny są ku temu warunki. - Zrobiłam dla nich wybieg przed domem. Przynajmniej raz dziennie wychodzimy na spacer, żeby oswoiły się ze smyczą i tzw. kanterkiem na pyszczek - zaznacza. Alpaki nie mają jeszcze roku. Są młode i dopiero uczą się "życia". - Kupiłam je w hodowli niedaleko Białegostoku. Były takie malutkie, mięciutkie i słodkie. Teraz podrosły i ważą ok. 20 kg, a dorosły samiec może ważyć nawet 85 kg - mówi.
Zwierzęta współpracują z ludźmi, jeśli są do tego przystosowane, wytrenowane i jeśli potrafimy się z nimi obejść. Są bardzo inteligentne i szybko się uczą. Na ich cześć pani Martyna swoje gospodarstwo nazwała "OCHALpaki".
Przedszkolanka tłumaczy, że alpaki to zwierzęta stadne i nie mogą żyć w samotności. - Jedna z tęsknoty może popaść w depresję, a to może doprowadzić nawet do śmierci. Dlatego musi mieć towarzystwo - wyjaśnia. - Mam dwóch uroczych chłopaków Kazia i Rysia. Dają mi wiele radości - dodaje. Kazik jest nieśmiały i nieufny w kontakcie z człowiekiem. Z kolei Rysio to odważny gość. - Podchodzi do każdego, podczas gdy jego kolega trzyma się na uboczu i kuli uszy. To znak, że się stresuje - mówi pani Martyna. Alpaki bywają płochliwe i nie lubią nadmiernego dotyku. - Głaskamy je delikatnie po szyi i grzbiecie. Nie lubią dotyku po głowie i pyszczku - oznajmia. Dlatego po każdym spotkaniu z człowiekiem muszą pozbyć się jego zapachu. Tarzają się w piachu i biorą swego rodzaju kąpiel. "Chłopaki" pani Martyny coraz bardziej przyzwyczajają się do ludzi. - Wchodzą nawet do domu i kładą się na dywanie. Wszyscy je kochamy i traktujemy jak członków rodziny - zaznacza.
Głównym pożywieniem alpak jest trawa. Dodatkowo jedzą siano, warzywa i specjalną paszę. Są szczepione raz w roku i trzeba podawać im witaminę D3 w okresie zimowo - jesiennym. Cały dzień alpaki spędzają na wybiegu. Stajnia jest wyłożona słomą, a do picia czeka świeża woda. - Raz w roku trzeba je też strzyc, bo mają grubą, ciepłą sierść, jak owieczki - wyjaśnia pani Martyna. Nie są agresywne i nie gryzą. Nie mają górnych zębów. - Nie plują na ludzi, tak jak lamy. Trzeba tylko uważać i nie stawać z tyłu, bo może się zdarzyć, że kopią, ale jest to związane ze stresem, a nie z agresją - dodaje nasza rozmówczyni. Są przyzwyczajone do rutyny. Pory karmienia i wyjścia powinny być niezmienne. Zaburzenie rytmu dnia może wywołać niepotrzebny stres.

Pani Martyna ukończyła również kurs, dzięki któremu może prowadzić alpakoterapię. To jedna z animaloterapii. - Jest wspomagająca w innych terapiach. Sama w sobie nie przyniesie efektów. Zwierzę wykorzystuję się jako bodziec i motywację do działania - mówi pani Martyna. -Można ją zastosować m.in. u dzieci z porażeniem mózgowym, zespołem Downa, autyzmem czy u ludzi z depresją i nerwicą lub po trudnych przeżyciach - zaznacza. Terapie z udziałem zwierząt są szczególnie lubiane przez najmłodszych. - Wyobraźmy sobie, że maluch podczas terapii musi podnieść rękę do góry 10 - krotnie. To może stać się nudne, ale podniesienie ręki z marchewką dla alpaki staje się znacznie ciekawsze - wyjaśnia. - Można łączyć spotkania z alpakami z tym, co dzieci lubią najbardziej - z zabawą - dodaje pani Martyna. Poza tym przebywanie ze zwierzętami wywołuje pozytywne emocje. - Uwielbiają moją 4-letnią siostrzenicę Alę, która je przytula i daje buziaki - dodaje. - Kiedy patrzymy na alpakę, nie sposób się nie uśmiechnąć. Przy nich się relaksuję - kończy hodowczyni.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze