- W ten sposób pomagałem potrzebującym. Zapasy krwi są niewielkie, a ludzi potrzebujących jest dużo - mówi mieszkaniec Ułęża
73-latek oddaje krew od 1967 roku. Pamięta, kiedy po raz pierwszy zdecydował się na jej oddanie. - Byłem w Szczecinie w wojsku. Niedaleko jednostki był wypadek. Wykoleił się tramwaj i poszkodowani pilnie potrzebowali krwi - opowiada pan Ryszard dodając, że tego dnia było zimno i padał deszcz. - Mimo to zdecydowałem się bez chwili namysłu. Odbyła się transfuzja z "ręki do ręki" dla nieprzytomnej młodej kobiety, która leżaka na sąsiednim łóżku w ciężkim stanie - wspomina Sobieszuk. To było trudne przeżycie. - Wszystko działo się szybko. Bałem się i czułem stres, a w trakcie zemdlałem. Jednak wszystko dobrze się skończyło - wyjaśnia. To wydarzenie zaważyło o przyłączeniu się do kolejnych akcji. - Wiedziałem już, że skoro raz pomogłem, to na tym nie poprzestanę. Potem zacząłem robić to regularnie. Jeździłem najczęściej do Dęblina i Puław - opowiada pan Ryszard.
Ryszard Sobieszuk pomagał też mieszkańcom swojej gminy. - Kiedyś poprosił mnie o pomoc ojciec dziecka, które uległo wypadkowi w szkole. Oczywiście nie odmówiłem - zaznacza. - Mam bardzo popularną grupę krwi ARh +, którą w naszym kraju posiada najwięcej osób, więc jest pożądana - wyjaśnia.
Za każdym razem można oddać jednorazowo 450 ml. Po oddaniu krwi należy się trzydniowy urlop i kilka tabliczek czekolady. - Zawsze dobrze to znosiłem, ale organizm po stracie krwi musi się zregenerować. Trzeba odpocząć i nie wykonywać ciężkich prac - przyznaje.
Mieszkaniec Ułęża łącznie oddał już 120 litrów życiodajnego płynu. Za swoje zasługi otrzymał wiele nagród, odznaczeń i podziękowań. - To między innymi medal 50-lecia honorowego krwiodawstwa PCK za wieloletnią działalność i aktywność na rzecz rozwoju Ruchu Honorowego Krwiodawstwa, medal od prezydenta RP dla honorowego krwiodawcy, czy Srebrny Krzyż za Zasługi na rzecz krwiodawstwa - wylicza.
Sobieszuk udziela się też w Ochotniczej Straży Pożarnej w Ułężu. - Tu też zostałem wyróżniony. W 2013 roku otrzymałem puchar najaktywniejszego strażaka "Ognisty Ratownik - Gorąca Krew" w VII edycji programu "Strażacy PSP i OSP w Honorowym Krwiodawstwie" - wyjaśnia. - Trzy takie puchary z innych edycji programu zostawiłem w naszej strażnicy na pamiątkę dla przyszłych pokoleń - dodaje.
Pan Ryszard zachęca do oddawania krwi. Przyznaje, że trwa to zaledwie kilka minut. - To nie boli i nic nie kosztuje. Wystarczy mieć 18 - 65 lat, być zdrowym i nie przyjmować na stałe, ani doraźnie leków. Istotne są też dobre wyniki morfologii - zaznacza. - Dzięki temu możemy uratować czyjeś życie. Mam nadzieję, że moja krew wielokrotnie pomogła innym - kończy.
Obecnie pan Ryszard nie jest czynnym dawcą ze względu na wiek, ale przekazał "pałeczkę" dzieciom. Od kilku lat krew oddaje córka Marta i syn Mateusz.
mg
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze