Podczas ubiegłotygodniowych rozpraw zeznawało kolejnych czterech świadków powołanych przez powodów oraz burmistrza Ryk.
Przypomnijmy. Urzędnicy stracili pracę w Urzędzie Miejskim w Rykach z końcem lutego br. Uważają, że stało się to ze względów politycznych. 18 lipca odbyła się już trzecia rozprawa przed puławskim sądem pracy. Reprezentujący magistrat, radca prawny Jarosław Nogalski nadal nie uznaje powództwa i wniósł o oddalenie. Argumentuje, że pracownicy zostali zwolnieni ze względu na reorganizację wydziałów. Tym razem w sądzie pojawił się również burmistrz Jerzy Gąska.
Reorganizacja w Urzędzie
Jeszcze przed wprowadzeniem reorganizacji burmistrz zapowiadał zwolnienie pięciu osób. W jej wyniku zlikwidowano między innymi Wydział Ochrony Środowiska, Rolnictwa i Działalności Gospodarczej, którego kierownikiem był Dariusz Jaśkiewicz, pod koniec ub.r. przywrócony przez sąd po nieprawnym zwolnieniu go z pracy. Cały wydział został wchłonięty przez nowo powstały Wydział Gospodarki Komunalnej, Nieruchomości i Zagospodarowania Przestrzennego, a kierownik Jaśkiewicz i podinspektor ds. działalności gospodarczej Anna Janiszek stracili pracę.
Zlikwidowano też stanowisko w byłym Wydziale Urbanistyki i Gospodarki Nieruchomościami. Pracę straciła Sylwia Gogacz, podinspektor ds. nieruchomości. Z pracą w urzędzie pożegnał się również Paweł Wojtaś, podinspektor ds. podatków z Wydziału Budżetu i Finansów. Piątym "kandydatem" do zwolnienia jest prawdopodobnie Krzysztof Gregorczyk, inspektor ds. inwestycji w tym wydziale, ale wypowiedzenia nie otrzymał bo wciąż przebywa na zwolnieniu lekarskim.
Dlaczego pracę straciły te, a nie inne osoby? Tego chciał dowiedzieć się sąd na ubiegłotygodniowych rozprawach. Jeszcze przed ich rozpoczęciem burmistrz, poprzez swojego pełnomocnika, złożył wniosek, by posiedzenia odbywały się przy drzwiach zamkniętych bez udziału publiczności i dziennikarzy. Sąd wniosek oddalił.
(Nie)jasne kryterium
Zeznając przed sądem burmistrz Gąska stwierdził, że kryterium, jakie obrał przy zwalnianiu pracowników, polegało na tym, aby zwolnić osoby z najmniejszym stażem pracy. Oczywiście to kryterium nie dotyczyło pana Jaśkiewicza, który był jednym z najdłużej pracujących urzędników w ryckim magistracie. Zdaniem burmistrza zwolnienia były konieczne, gdyż urzędnicy mieli za mało pracy, ponadto dało to oszczędności budżetowe. Wybór osób do zwolnienia nie był konsultowany z kierownikami poszczególnych wydziałów. Na pytanie, czy burmistrz rozważał w pierwszej kolejności zwolnić osoby, które nabyły uprawnienia emerytalne, Jerzy Gąska odpowiedział, że nie rozważał, gdyż "emeryci" zapewniali go, że w tym roku sami odejdą z pracy, ale nie odeszli. - Nie mogę zmusić ich do odejścia z pracy - stwierdził Gąska.
Polityczny wątek w sprawie
- Nie słyszałem, żeby to były przyczyny polityczne - zeznał przed sądem Stanisław Ciesielski, kierownik Wydziału Gospodarki Komunalnej, Nieruchomości i Zagospodarowania Przestrzennego. Również pełnomocnik burmistrza przekonywał sąd, że wybór osób do zwolnienia był sprawiedliwy i apolityczny. Sam Gąska stwierdził, że nie interesują go sympatie polityczne pracowników urzędu. - W moim urzędzie pracują osoby z PSL, PiS, PO i SLD - mówił burmistrz, co miałoby świadczyć o apolityczności.
Jednak coś na rzeczy jest. Sylwia Gogacz i Anna Janiszek zeznały, że w 2010 roku tuż przed wyborami samorządowymi otrzymały od zastępcy burmistrza Tomasza Banego, po konsultacji z samym burmistrzem, propozycję przejścia do Gminnego Porozumienia Samorządowego, czyli komitetu, z którego 2 lata temu startował burmistrz w wyborach. Anna Janiszek otrzymała nawet propozycję funkcji skarbnika w GPS. Panie odmówiły. Od tamtej pory nie otrzymały już nagrody przyznawanej uznaniowo przez burmistrza na koniec roku. - Nie przypominam sobie, żebym proponował funkcję skarbnika. Tak dużo jest spraw na głowie, że takie rzeczy nie są dla mnie istotne - zeznawał Gąska.
Dziś pierwszy wyrok
Trzy z czterech spraw dobiegły końca. Dziś zostanie ogłoszony pierwszy wyrok, dwa następne w piątek. Sprawa Dariusza Jaśkiewicza został odroczona do 19 września ze względu na nieobecność na ubiegłotygodniowej rozprawie jednego ze świadków przez niego powołanych.
- Mam nadzieję, że Wysoki Sąd w tych sprawach podejmie taką decyzję, że pracownicy zostaną przywróceni. Chciałbym zwrócić uwagę, że nie mamy tu do czynienia z firmą prywatną. To jest urząd - jednostka publiczna. Nie może tutaj burmistrz kierować się wyłącznie swoim poglądem na to, że jakiegoś pracownika nie lubi, ma z nim jakieś zatargi, czy politycznie jest z nim w niezgodzie. Tylko i wyłącznie merytoryczne podstawy. A tu merytorycznych podstaw, to co strona pozwana powinna udowodnić, nie udowodniła w żaden sposób - powiedział w mowie końcowej mecenas Tomasz Kwiatkowski, reprezentujący zwolnionych urzędników.
Komentarze