Poniedziałek, 24 lutego. Między siódmą a ósmą rano. Na plac szkolny zjeżdżają autobusy, które przewożą uczniów do Ryk z okolicznych wiosek. W jednym z nich oprócz kierowcy i dzieci jedzie Łukasz P., nauczyciel-opiekun. Przyszedł do pracy jak gdyby nigdy nic. Niestety. Padło podejrzenie, że może być pod wpływem alkoholu. Na wszelki wypadek ktoś zadzwonił na policję. Wkrótce pod szkołę zajechał radiowóz. Wysiedli z niego policjanci. Od razu podeszli do autobusu, w którym był Łukasz P. Mundurowi wyciągnęli alkomat. Kazali nabrać nauczycielowi powietrza i dmuchać przez kilka sekund. Na wyświetlaczu pojawił się wynik. - Blisko promil - mówi podkom. Jacek Wójcik, rzecznik prasowy ryckiej policji, która wyjaśnia sprawę. - Badamy, czy pijany nauczyciel naraził na niebezpieczeństwo uczniów, których miał pod opieką - dodaje.
- Bardzo żałuję tego co się stało. Źle wyszło - przyznaje nauczyciel. Zapewnia, że alkoholu nie pił ani w pracy, ani tuż przed pracą. - W niedzielę wieczorem byłem na imprezie, na której był alkohol. Wypiłem. Rano nie czułem się pijany - dodaje.
Łukasz P. pracuje w szkole od 8 lat. Wcześniej był nauczycielem świetlicy. W ramach swojej pracy zajmował się tzw. dowozem uczniów. Teraz na pół etatu prowadzi lekcje informatyki, ale dodatkowo został zatrudniony przez Samorządową Administrację Szkół i Przedszkoli w Rykach (SASiP) na umowę zlecenie na "dowóz".
W feralny poniedziałek, oprócz opieki nad uczniami w gimbusie, Łukasz P. miał jeszcze prowadzić lekcję informatyki. Po spotkaniu z policjantami do szkoły nie dotarł, bo... zachorował. Udał się do przychodni przy ulicy Wyczółkowskiego. Niedługo potem na biurko dyrektora ZSO nr 1 trafiło jego zwolnienie lekarskie. Nauczyciel był na zwolnieniu do środy. Później wrócił do pracy. - Nie mam podstaw do tego, żeby go zwolnić - mówi Tomasz Bany, dyrektor szkoły. Twierdzi, że nauczyciel został zatrzymany, kiedy dowoził uczniów, a za to odpowiedzialny jest SASiP. Inaczej byłoby, gdyby nauczyciel przyszedł pijany na zajęcia dydaktyczne. Konsekwencje jednak go nie ominęły. - Z panem Łukaszem została rozwiązana umowa na dowóz dzieci niezwłocznie po otrzymaniu informacji o tym zdarzeniu i potwierdzeniu tego faktu przez policję - oznajmia Jerzy Gąska, burmistrz Ryk.
Nauczyciel zapewnia, że już więcej nie zrobi takiego błędu. - To była głupota - przyznaje otwarcie.
Twój Głos - gazeta powiatu ryckiego nr 10 (5.03.2014)
Komentarze