Początek B-klasowych derbów powiatu ryckiego był w miarę wyrównany. No, może z lekką przewagą gospodarzy, korzy chcieli koniecznie zdobyć pierwsze punkty na wiosnę, żeby tracić dystansu do prowadzącej Mili Turka. W 20 minucie podopieczni mieli znakomitą sytuację na to, żeby objąć prowadzenie, po tym jak sędzia podyktował dla nich rzut karny. Do piłki podszedł Szymon Kiliszek i uderzył piłkę w kierunku bramki. Był to strzał słaby, sygnalizowany i w sam środek bramki, tak, że debiutujący między słupkami ułęskiej bramki Sebastian Okoń nie miał większych problemów z wyłapaniem futbolówki.
W miarę upływu czasu inicjatywę zaczęli przejmować goście. Coraz częściej przeprowadzali groźne akcje. Wreszcie, na kilka minut przed końcem pierwszej połowy, Mateusz Maruszewski dał prowadzenie drużynie z Ułęża. Wśród gospodarzy konsternacja i niedowierzanie. To nie tak miało wyglądać.
W drugiej połowie gospodarze próbowali atakować, ale ich akcje były rozbijane przez ułęską obronę, umiejętnie kierowaną przez Michała Chudzika. A raz po raz goście wyprowadzali groźne kontry. Jedna z nich, znowu po strzale Maruszewskiego, zakończyła się drugim golem dla podopiecznych Roberta Pyrki. Więcej goli nie było i goście mogli cieszyć się z trzech punktów.
Piłkarzy Piekiełka czeka teraz arcytrudne spotkanie z Głuskiem, wiceliderem. Żeby nie tracić kontaktu z czołówką i zachować szanse na awans do A klasy, to podopieczni Łukasza Piszczka nie mogą tego meczu przegrać.
Remis w doliczonym czasie
- Byliśmy bliscy wygrania meczu z Uniszowicami - mówi Leszek Rodak. - Gola na 4:4 straciliśmy na kilka sekund przed końcowym gwizdkiem sędziego.
Komentarze