To był szczęśliwy dzień dla właścicieli 5-letniej Mućki. Państwo Puzio prowadzą w Bazanowie Nowym niewielkie gospodarstwo. Zajmują się głównie produkcją mleka. Mają cztery krowy i jedną jałówkę. Na ten tydzień wyznaczony był termin cielenia jednej z krów. Cielaki "postanowiły" przyjść kilka dni wcześniej. - W piątek rano coś zaczęło się dziać - opowiada pan Waldemar. Krowa próbowała się wycielić, ale nie dawała rady. Trwało to około 2-3 godzin. Gospodarz postanowił wezwać weterynarza. - Do tej pory nigdy nie było takiej potrzeby. Pomagali sąsiedzi i zawsze się udawało - mówi Puzio. Niebawem pojawił się Łukasz Woźniak, lekarz weterynarii z Kłoczewa. - Poród był bardzo ciężki. Krowa była już wymęczona. Nie była w stanie nawet się podnieść, a cielakom nie spieszyło się na świat - wspomina Woźniak.
Taki mały cud
Po zbadaniu okazało się, że cielę ułożone było w poprzek. Udało się go przekręcić. - Wtedy już wiedziałem, że będą dwa cielaki - dodaje weterynarz. Drugi "szedł" z kolei tyłem. Też było ciężko, ale udało się go wyciągnąć. Okazało się jednak, że poród jeszcze się nie skończył. - Żona zażartowała i spytała, czy nie ma przypadkiem trzeciego - uśmiecha się pan Waldemar. Było. Też nie obyło się bez komplikacji. Ciele miało zawinięty łeb i nogę.
- Nic nie wskazywało na to, że mogą być trojaczki - przyznaje Łukasz Woźniak. To niezwykle rzadkie przypadki. - Nigdy nie słyszałem o takim. Raz trafiły mi się bliźniaki, ale żeby trojaczki? - dziwi się Puzio. Nawet dla weterynarzy taki poród to sensacja. - W swojej 6-letniej karierze 2 czy 3 razy odbierałem już porody trojaczków, ale nigdy nie zdarzyło się, żeby wszystkie były żywe. Można powiedzieć, że był to taki mały cud - oznajmia Woźniak.
Po porodzie krowa i jej cielęta czują się dobrze. Powoli dochodzą do siebie. - Jak na tak ciężki poród, cielaki są w dobrym stanie - dodaje weterynarz.
Komentarze