Reklama

Michaś walczy z rakiem. Pomóżmy mu wygrać

08/07/2015 00:00
Michał ogląda właśnie na tablecie bajkę o przygodach śmieciarki. Jego mama zaprasza do salonu na rozmowę. - To był koniec października. Poszliśmy do lekarza, bo Michała bolało gardło - opowiada Agata Bareja z Kłoczewa. W ryckiej przychodni "SanMed" lekarka, która dobrze zna chłopca, wykonała mu przy okazji rutynowe badanie organoleptyczne. Zaniepokoił ją dziwny kształt śledziony. Była jakaś nabrzmiała. Pani doktor zleciła badanie usg. Pierwsze nic nie pokazało. Ale coś nie dawało jej spokoju. Rodzice zrobili drugie. Okazało się, że na nerce Michała coś się rozwija. Decyzja była natychmiastowa. Skierowanie do szpitala. Pani Agata już następnego dnia razem z synem była w Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu pod Warszawą. To był weekend na początku listopada. Lekarze od razu zajęli się Michałem. Wykonali wszystkie niezbędne badania, w tym tomograf. Okazało się, że guz na nerce ma prawie 10 centymetrów. Nie można było jednak wykonać biopsji, żeby potwierdzić, czy mamy do czynienia z nowotworem złośliwym, czy nie.

Leczenie

Michałek spędził pierwsze dwa tygodnie w szpitalu. Przyjmował chemię. Po pierwszych czterech dawkach chłopczyk dostał gorączki. Były one potrzebne po to, żeby rozbić guz. 5-latek znosił terapię bardzo dzielnie. Do tego miał podawaną tzw. sól fizjologiczną. 23 godziny na dobę był podłączony do specjalnych aparatów. Miało to zapobiec ewentualnym przerzutom na drugą nerkę. - Michał nie wiedział co ze sobą zrobić. Odłączali go tylko na 45 minut, żeby w tym czasie zrobić toaletę - opowiada pani Agata.

9 grudnia chłopiec był operowany. Mama w szpitalu stawiła się z synem dzień wcześniej. Lekarze na potrzeby zabiegu wykonali aktualne badania i konsultację z anestezjologiem. - Kiedy było już po wszystkim, lekarze przyznali, że sytuacja jest bardzo poważna - mówi pani Agata łamiącym się głosem. Łzy same cisną jej się do oczu. Przez chwilę nie może mówić. - Bóg nad nami czuwa. Na razie Michaś ma dobre wyniki - dodaje po chwili. Chłopca czekają kolejne chemioterapie.

Życie 

Michał od września idzie do zerówki. Na razie jeszcze nie myśli o tym za dużo. Ale doskonale wie kim chciałby być w przyszłości. - Policjantem - odpowiada. - Chciałbym mieć mundur, pistolet i kajdanki - wylicza dzielny maluch. Marzeniem chłopca jest to, żeby w domu odwiedzili go prawdziwi policjanci, dali się pobawić w radiowozie.

Pani Agata i cała rodzina chłopca marzy tylko o tym, żeby był zdrowy. Cały czas się o to modlą. - Gdyby nie modlitwa to dawno bym się poddała - mówi.

- Wnuki Patryk, Michał i Karolinka często siedzą razem na łóżku. Jak Michał był w szpitalu i spojrzałam na pozostałą dwójkę to bardzo się przestraszyłam, że Michaś nie wróci - mówi ze wzruszenia babcia Jadwiga. Chłopiec wrócił. Wciąż walczy. I wygra. Wszyscy w jego rodzinie w to wierzą prosząc o modlitwy w intencji chłopca.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości