- To były zupełnie inne czasy - wspomina Jan Czerski, opiekun Santosu Dęblin. - Nie było sali gimnastycznej, więc dużo biegaliśmy nad Wieprzem, albo w parku. Kiedy wprowadziliśmy się do nowej szkoły, to już dysponowaliśmy boiskiem, ale z bramkami do piłki ręcznej, natomiast nie było do piłki nożnej. Z mojego punktu widzenia to było korzystne, bowiem na małych bramkach golkiper musiał się mocno nagimnastykować, żeby obronić strzał. I to zwiększało jego sprawność ruchową.
Dzięki temu, że było już boisko chłopcy pod opieką Jana Czerskiego zaczęli trenować piłkę nożną. Z czasem przyszły sukcesy. Najpierw na terenie Dęblina, później powiatu, a następnie na szczeblu wojewódzkim. Trzeba dodać, że wówczas Dęblin i powiat rycki leżały w województwie warszawskim.
Szukanie noclegu
Do Turnieju Trybuny Mazowieckiej awansowali mistrzowie pięciu powiatów ówczesnego województwa warszawskiego o raz dwóch wicemistrzów. W tym gronie znalazły się dwie ekipy z powiatu ryckiego - Santos Dęblin oraz Orły Ryki.
- Pierwszego dnia wszystko szło po naszej myśli i po wygraniu meczów ćwierć- i półfinałowego zakwalifikowaliśmy się do finału - opowiada Jan Czerski.
I tutaj zaczęły się kłopoty. Trybuna Mazowiecka tak relacjonowała te kłopoty:
"...Musimy ze smutkiem przyznać, że współorganizatorzy naszego turnieju, otwocki POSTiW nie w pełni wywiązali się z roli gospodarza turnieju. Wprawdzie przygotowali oni dla chłopców noclegi, ale w hotelu. A na taki duży wydatek opiekunowie drużyn nie dysponowali pieniędzmi, na dodatek w myśl regulaminu zespoły przybyły na własny koszt."
- Na przykład drużyna z Ryk przyjechała swoim samochodem i na noc wróciła do do domu - opowiada Jan Czerski. - Ja na tę sytuację tak się wkurzyłem, że postanowiłem zrezygnować z gry w finale. Zaprowadziłem chłopców na przystanek, żeby wrócić do Dęblina.
I wtedy zrobił się problem, bowiem chłopcy nie chcieli wracać do domu.
Bunt w Santosie
Jan Czerski nie ukrywa, że postawa jego podopiecznych zaskoczyła go. Jako odpowiedzialny opiekun nie mógł chłopców zostawić samych.
- Znałem tamte okolice, bo kończyłem liceum pedagogiczne w Otwocku - opowiada Jan Czerski. - Pojechaliśmy pociągiem z Karczewa do Otwocka z nadzieją, że może tam znajdziemy jakiś nocleg. Niestety, mimo wszelkich starań nie udało się nic znaleźć. Po raz kolejny postanowiłem, że po prostu wracamy do Dęblina. A młodzież po raz kolejny odmówiła powrotu do domu. Tak bardzo chłopcy chcieli zagrać w tym finale.
Jan Czerski, jako opiekun znalazł się w kropce. Nie było wiadomo co robić. I tu znowu zacytujmy Trybunę Mazowiecką:
"...Na szczęście pomógł Powiatowy Komendant ORMO w Otwocku, który zorganizował noclegi... w konduktorskich pokojach na dworcu PKP."
- To było niewielkie pomieszczenie, w którym była czarna podłoga - opowiada Jan Czerski. - W tym pokoiku stał jeden stół i jedno krzesełko. Młodzież kupiła w kiosku gazety i na nich spaliśmy.
Wygrany finał z Rykami
Rano młodzi piłkarze z Dęblina zjedli śniadanie w barze dworcowym i pociągiem pojechali do Karczewa na finał, w którym mieli się zmierzyć z Orłami Ryki. Rok wcześniej turniej Trybuny Mazowieckiej wygrały Tarpany, inna drużyna z Ryk i chłopcy z Orłów chcieli powtórzyć sukces swoich starszych kolegów. I tutaj znowu zacytujmy Trybunę Mazowiecką:
"...Zwyciężyła (...) drużyna Santosu z Dęblina, ale tylko po dodatkowych rzutach karnych gdyż w normalnym terminie finałowym mecz zakończył się remisem 0:0. Jej (to jest drużynie Santosu - przyp. red.) to właśnie wręczyliśmy za zwycięstwo koszulki z napisem "Trybuna Mazowiecka" oraz sprzęt sportowy.(...) Pokonani w finale ryckie Orły (...) mieli łzy w oczach, gdy w wymarzone koszulki ubieraliśmy ich przeciwników, ale porażkę przyjęli z godnością prawdziwych sportowców".
Drużynę Santosu prowadzoną przez Jana Czerskiego tworzyli uczniowie Szkoły Podstawowej numer 2 w Dęblinie. W następnym numerze Janusz Kozicki, jeden z podopiecznych Jana Czerskiego i zawodnik wspominanego Santosu przedstawi swoich ówczesnych kolegów i bohaterów "Buntu o Finał".
Komentarze