Nie dość, że smaczne to jeszcze produkowane bez konserwantów. Katarzyna i Aleksander Romaszko są z wykształcenia matematykami. Poza pracą w szkole właśnie realizują jedno z marzeń. Od podstaw zbudowali cukiernię. Wyrabiają sękacze i mrowiska. Te pierwsze wypieki są dość powszechne. To drugie ciasto przypomina faworki. Jest troszkę inaczej uformowane. Do tego polane miodem, posypane makiem i rodzynkami. - Proszę się częstować - zachęca Aleksander Romaszko, opowiadając o tym, jak zaczęła się jego przygoda z wypiekami. Romaszko jest Litwinem. W jego rodzinnych stronach sękacze i mrowiska są bardzo popularne. Pan Olek żartuje nawet, że tradycją jest, aby z takimi wypiekami chodzić na imieniny do znajomych czy rodziny. - I to częściej niż z flaszką - opowiada przedsiębiorca.
Romaszko zaraził się zamiłowaniem do cukiernictwa w czasie studiów. Żeby dorobić jeździł do pracy na zachód. Pracował w cukierni. Wspomina, że produkty były na wszelkiego rodzaju spulchniaczach czy konserwantach. Wtedy już wiedział, że chce w przyszłości mieć swoją cukiernię, i że u niego w firmie produkty będą tylko naturalne.
Jajka zza Wieprza, masło z Garwolina
Kiedy już zbudowali dom i doczekali się trójki dzieci, przyszedł czas na realizację planów biznesowych. Za pieniądze z kredytów i unijnych dotacji na obrzeżach Ułęża powstał zakład produkcyjny. Praca przy wypiekach ruszyła kilkanaście dni temu. Zanim jednak pierwsze sękacze trafiły do sprzedaży Romaszko musiał ustawić proces technologiczny. Przepis mieli od zaprzyjaźnionego restauratora z okolic Sejn. Potrzebne były jeszcze produkty. Postawili na te lokalne. Jajka kupują tylko z wolnego chowu - od hodowcy ze Strzyżowic. - Na kilogram sękacza potrzeba nawet 18 jajek - mówi Katarzyna Romaszko. Długo też dobierali masło, na którym powstają wypieki. Na razie najlepsze okazało się masło ekstra z mleczarni w Garwolinie. Wyrób sękacza to wcale nie jest taka prosta sprawa. Dobry przepis i produkty jeszcze nie załatwiają tematu. - Prawie trzy tygodnie zajęło nam dopracowanie procesu technologicznego - mówi pan Olek. - A ile ciasta trzeba było wyrzucić - wtrąca pani Kasia. Jak mówią cukiernicy, znaczenie co do jakości wypieku ma nawet taki detal, jak częstotliwość obrotu rożna. Na niego wlewa się ciasto, z którego powstaje sękacz.
Znaleźć rynek zbytu
Istnieją trzy rodzaje sękacza: podlaski, mazurski i sejneński. I to właśnie ten ostatni jest produkowany w Ułężu. Póki co wypieki trafiają na stoły podczas imprez okolicznościowych. Romaszko starają się właśnie budować sieć dystrybucji. Rozmawiają z dużymi sieciami handlowymi.
Przez to, że cukiernię wybudowali przy wsparciu środków unijnych, nie mogą skorzystać ze wsparcia publicznego przy zatrudnieniu pracowników. Póki co w zakładzie pracują dwie osoby. To dopiero początek produkcji. Dalszy jej rozwój będzie zależał od rozwoju sieci sprzedaży. Zainteresowanie produktami, jak przyznają państwo Romaszko, jest spore. - Jest nadzieja, że więcej zamówień pojawi się w okolicy świąt Bożego Narodzenia - mówią.
Komentarze