Mieszkanka gminy Nowodwór razem z córką Wiktorią (na zdjęciu) szły wieczorem do babci. Bociek już wcześniej kręcił się po okolicznych łąkach. A teraz stał jakoś tak bez życia. Mama z córką szybko zorientowały się, że coś jest nie tak. Lewe skrzydło ptaka było oklapnięte. Kiedy podeszły, ptak uciekał, ale nie odleciał. Nie mógł. Okazało się, że skrzydło jest złamane. Zapadła natychmiastowa decyzja. Trzeba mu pomóc. Chwyciły ptaka i zaniosły do pobliskiej stodoły. Tam Napoleon - bo tak nazwała go Wiktoria - dostał pierś z kurczaka i spokojnie spędził noc.
Kolejnego dnia zaczęło się szukanie domu dla bociana. Wiktoria obdzwoniła kilku weterynarzy, stowarzyszenia, urzędy. Nikt albo nie chciał, albo nie mógł pomóc. Padały nawet sugestie, żeby zostawić bociana samego sobie, albo go uśpić. Dopiero interwencja "Twojego Głosu" rozwiązała sprawę. Dzięki prywatnym kontaktom naszego dziennikarza w sprawę zaangażowała się Urszula Konstanta z Łukowskiego Towarzystwa Przyjaciół Zwierząt, która już kilka razy interweniowała w sprawach rannych ptaków. Ona skontaktowała naszą redakcję z Marcinem Kusiem ze Strzelec koło Nałęczowa. Jest on założycielem azylu dla rannych ptaków. W jego "Bocianiej krainie" przebywa aktualnie ośmiu skrzydlatych lokatorów. Trafił tam również Napoleon.
- Ptak jest ogólnie w dobrej kondycji. Jednak część rannego skrzydła trzeba było amputować. W ranę wdały się larwy much - informuje Marcin Kuś.
Do "Bocianiej krainy" co roku trafia od kilku do kilkunastu rannych ptaków. Większość, kiedy wróci do zdrowia, odlatuje na zimę do Afryki. Dwa boćki musiały zostać na stałe. Teraz dołączył do nich Napoleon. Jego światem będzie 30-arowa działka pana Marcina i pobliski staw.
Zobacz co słychać u bocianów
"Bociania kraina" jest do podejrzenia w internecie. Trzeba wejść na www.bocianiakraina.pl. Tam kliknąć zakładkę "Gniazdo w Strzelcach". Jedna z dwóch kamer podgląda m.in. dziką parę, która u Marcina Kusia gniazduje już trzeci rok z rzędu.
Komentarze