Poznali się tak po prostu. Pani Regina pochodzi z Kletni, pan Władysław ze Starej Rokitni. - Mieszkaliśmy niedaleko siebie i znaliśmy się od zawsze - mówi pani Regina. Po kilku latach narzeczeństwa zdecydowali się na ślub. - Pamiętam jak dziś, 14 lutego 1965 roku - wspomina pan Władysław. - Wtedy były tęgie zimy, nie to co teraz - dodaje. Po Pannę Młodą wybierał się konnym zaprzęgiem z saniami. Jednak było zbyt dużo śniegu i bardzo zimno, dlatego kolega zaoferował, że zawiezie młodych do ślubu swoim Trabantem. - Zanim dojechaliśmy po moją przyszłą żonę, kilka razy wyciągaliśmy auto z zasp - opowiada Nowakowski. Tak samo było w drodze do Stężycy, gdzie mieli wziąć ślub. Po śnieżnych perypetiach w końcu dotarli do "fary", by stanąć na ślubnym kobiercu. Wesele odbyło się w domu Pana Młodego. - Wynieśliśmy meble na dwór i zrobiliśmy przyjęcie - opowiadają jubilaci.
Pan Władysław pracował na kolei, a pani Regina w mleczarni. Prowadzili też gospodarstwo rolne. - Był czas, że hodowałem po kilka tysięcy gęsi - mówi jubilat.
Państwo Nowakowscy wychowali trzy córki: Ewę, Annę i Małgorzatę. Doczekali się troje wnucząt. Teraz, będąc na zasłużonych emeryturach, odpoczywają. - Czasami wybieramy się do Lyon we Francji do córki - mówi pan Władysław. Mimo swoich 76 lat jeszcze w zeszłym roku usiadł za kierownicą i zawiózł żonę nad Sekwanę. - Jeśli będę dalej miał takie zdrowie to niedługo znowu się tam wybierzemy naszą "fiaciną" - mówi z uśmiechem. - Jeśli nie, to może namówię żonę na samolot - dodaje.
Uroczyste przyjęcie z okazji jubileuszu 50-lecia małżeństwa odbyło się w jednej z ryckich restauracji.
Redakcja "Twojego Głosu" życzy państwu Nowakowskim dużo zdrowia, radości i uśmiechu oraz kolejnych lat życia w miłości.
Komentarze